Kto pomyślałby, że The Last Shadow Puppets jeszcze kiedykolwiek nagrają kolejny krążek. Po tym jak 8 lat temu ukazał się ich debiutancki album The Age of the Understatement, a przez dłuższy czas zespół nie dawał znaku życia, chyba nikt nie podejrzewał, że usłyszmy jeszcze coś nowego. Tymczasem 1 kwietnia ukazała się druga płyta nagrana przez Alexa Turnera, Milesa Kane’a, Jamesa Forda oraz Zacha Dawesa. Czy Everything You’ve Come To Expect jest faktycznie tym, czego oczekiwaliśmy?
Płytę rozpoczyna utwór Aviation, na którym z początku słychać dźwięki syren – tak jakby zespół chciał przypomnieć nam o sobie. Po kilku sekundach czas przywitać się z planetą The Last Shadow Puppets. Nietuzinkowy wokal Turnera i ta gitara, której melodia nie chce wyjść z głowy po pierwszym przesłuchaniu. Całemu utworowi barwy dodają skrzypce Owena Palletta. Miracle Alinger jest kompozycją nieco wolniejszą i mniej energetyczną od swojej poprzedniczki. Charakteru nadają jej ponownie skrzypce, jednak na pierwszy plan wysunięta jest gitara. Na co zwróciłam uwagę w kolejnym utworze, Dracula Teeth to bardzo ciekawa i przebijająca się na przód linia basu. Tym razem to ten instrument prowadzi całą melodię piosenki. Tytułowy utwór Everything You’ve Come To Expect jest kompozycją bardzo charakterystyczną. Oparta na stałym rytmie i klawiszach kojarzących się z psychodeliką zmienia nieco całościowy wyraz płyty.
The Element Of Surprise nie jest tym, o czym mówi tytuł, gdyż żadnej niespodzianki w tym utworze nie ma. Nie mówię, że coś z tą kompozycją jest nie tak, jednak pomiędzy Everything You’ve Come To Expect i swoim następcą Bad Habits wypada dość średnio. Tak właśnie… Bad Habits. To właśnie tym utworem The Last Shadow Puppets zapowiedzieli swój wielki powrót. Był to chyba najlepszy wybór na pierwszy singiel. Melodia nadana przez bas, psychodeliczne skrzypce i perfekcyjnie odegrany do tego wokal Turnera. Nawet te krótkie solo gitary prowadzącej na kilka sekund zmienia charakter całości. Słuchając tego utworu po raz pierwszy nie wiemy, czego możemy spodziewać się w następnych nutach. Drugą połowę płyty rozpoczyna Sweet Dreams, TN. Rytm, rytm, rytm i …Alex. To właściwie wszystko, co słychać przez większość utworu. Ciekawi mnie jedynie, dlaczego akurat stan Tennessee znalazł się w tekście i tytule piosenki. Used To Be My Girl wyróżnia jedynie co chwilę pojawiający się riff gitary.
W She Does The Woods, jednym z najkrótszych utworów na albumie, dobrze brzmią mocniejsze refreny, które nadają trochę siły temu alternatywnej stronie muzyki. Ciekawy jest także bridge bazujący głównie na basie. W Pattern pojawia się dość niecodzienna, jak na The Last Shadow Puppets gitara. Pomimo tego, że brzmi dość popowo to idealnie wpasowała się w utwór. Tutaj dobiegamy do końca płyty i jedynej ballady na płycie, czyli The Dream Synopsis. Trzeba przyznać, że Alex Turner ma talent do pisania tekstów opowiadających jakąś historie. Aczkolwiek sama muzyka nie jest wielkim odkryciem. Everything You’ve Come To Expect kończy The Bourne Identity. Kompozycja trochę odbiegająca tempem muzyki od poprzedników, gdyż wbrew pozorom jest dość szybka. Utwór niewyróżniający się, jednak przez swoją melodyjność błyskawicznie wpadający w ucho.
Odpowiadając na pytanie zadane na początku tekstu, drugi album The Last Shadow Puppets nie jest w 100% tym, czego można się spodziewać po tym składzie. Kompozycje są dobre, momentami nawet bardzo dobre i zdecydowanie zachowują swój charakter, aczkolwiek zespół nie zaszokował fanów. Całości słucha się z dużą przyjemnością, ale jeśli ktoś oczekiwał na krążku kompozycji na miarę AM Arctic Monkeys może się rozczarować. Jednak gdyby porównać Everything You’ve Come To Expect do poprzedniego krążka zespołu można zauważyć, że drugi album TLSP jest zdecydowanie bardziej dojrzały. Po przesłuchaniu płyty zostaje nam czekać do lipca i koncertu The Last Shadow Puppets na tegorocznym Open’erze.

