Site icon All About Music

„The Bee Gees” (2014), recenzja Łukasza Jaćkiewicza

Do lektury tej książki podchodziłem z dystansem. Bee Gees to bogowie disco, ale jak się okazuje, dobrze czuli się także w innych stylistykach. Tworzyli utwory dla największych, a sami sprzedali miliony płyt. Na czym polegał ich fenomen? Dlaczego właśnie to im się udało? David N. Meyer szczegółowo opisuje ich fenomen i wytyka im błędy. To biografia autentyczna, jakie chce się czytać.

Kariera Bee Gees to prawdziwa sinusoida, która nadawałaby się scenariusz niejednego filmu. Zaczynali praktycznie od zera, żyjąc niemal w biedzie i zmuszeni do wyjazdu z Wielkiej Brytanii. Choć ich kariera dobrze rozwijała się w Australii, poza jej granicami praktycznie nie istnieli. Wydawane płyty osiągały mniejsze sukcesy, jednak nie był to szczyt ich możliwości. Autor podkreśla, że zarówno płytom jak i poszczególnym utworom często brakowało przebojowości, ale i jakości. Prawdziwym przełomem okazało się wydanie muzyki do filmu Saturday Night Fever, po którym zostali nazwani królami disco. Takie określenie funkcjonuje do dziś, a Bee Gees znani są szerszej publiczności z takiego brzmienia. Disco wówczas zaczynało być na fali, kultura masowa oszalała na ich punkcie. To był ich czas, a kolejne płyty i single zdobywały szczyty list przebojów i sprzedaży. Zespół jednak z roku na rok stawał się mniej popularny, czego przyczynę można upatrzyć w końcu epoki disco i rozpoczęcia szału na rock. Band jednak pomimo wielu przeciwności dalej funkcjonował i miał wielu sympatyków. Mało kto z nas wie, że muzycy są autorami piosenek Barbry Streisand czy Diany Ross.

Książka to na szczęście zawiera także wspomnienia zdarzeń osobistych i ciekawostek z nimi związanych. To historia ich związków, małżeństw, rozwodów i dzieci. Jak przystało na tamte czasy żyli w iście rock and rollowym śnie. Wydawali masę pieniędzy, kupowali wszystko na co mieli ochotę i co niekoniecznie było im potrzebne. Sława, pieniądze i rozpoznawalność bardzo ich zniszczyły. W trakcie ich kariery borykali się z depresjami,  problemami alkoholowymi, zażywali narkotyki, palili marihuanę. Żyli bardzo intensywnie, wydając nową muzykę w zawrotnym tempie. Należy zaznaczyć jednak, że w tamtych czasach normalnością było wydawanie płyt rok rocznie, a nawet w wielu przypadkach co pół roku. Takie były tamte czasy, a autor szczegółowo je opisuje. Dzięki temu uzyskujemy dość płynną opowieść o zespole. Nie jest ona sztywną biografią, jaką raczą nas niektóre wydawnictwa. Cieszy mnie także osobny rozdział o Andym, młodszym bracie Gibbów. Dziś trochę zapomniany, a za swoich czasów uwielbiany. Zdobywał pierwsze miejsca na listach przebojów, otaczał się kultem pięknych kobiet i zdobył status ówczesnej gwiazdy. Uzależnienie od kokainy jednak zmarnowało mu życie. I chodź leczył się w wielu klinikach, wyniszczył sobie organizm do tego stopnia, że zmarł w wieku trzydziestu lat na zapalenie mięśnia sercowego.

Sam zespół swoją działalność zakończył w 2003 roku, tuż po śmierci jednego z braci Maurice’a. Od tej pory bracia występowali już tylko solowo, poza kilkoma wyjątkami. Kres położyła śmierć Robina w 2011 roku, a sama lektura kończy się kilkoma zdaniami o solowym koncertem Barry’ego.

Książka to historia supergrupy, która do dziś jest niedoceniana i często gnębiona za brzmienie disco. Chodź nie każdy przyznaje się do ich twórczości, to już każdy z nas zna chociażby Stayin’ Alive. Sprzedali ponad 220 milionów płyt, co plasuje ich w czołówce sprzedaży na świecie. Stali się innowatorami w dziedzinie muzyce, zyskując miano ikon disco. Obraz Davida N. Meyera szkicuje ich na jednych z najsłynniejszych muzyków wszech czasów, którym nieobca była bieda, konflikty i uzależnienia. To historia warta poznania.

Exit mobile version