Site icon All About Music

Ku pamięci zmarłego przyjaciela – The Arcs – Electrophonic Chronic, 2023 (recenzja) 

Dan Auerbach, członek duetu The Black Keys, producent m.in. Cage The Elephant, autor piosenki do pixarowych Aut 3 powraca z założonym w 2015 roku projektem The Arcs. Pierwotnie utwory, które ostatecznie zapełniły pierwsze wydawnictwo zespołu, były planowane na drugi solowy album Auerbacha. Jednakże wkład, jaki na ciepło przyjęte przez krytyków Yours, Dreamily mieli Leon Michels, Nick Movshon, Homer Steinweiss i Richard Swift sprawił, że wokalista zdecydował się porzucić pomysł wydania materiału pod swoim nazwiskiem i powołał do życia zespół. Nagranie debiutanckiej płyty przyniosło The Arcs tyle przyjemności, że po debiucie zdecydowali się kontynuować pracę w studio, czego efektem były setki nagrań, które na lata zostały odłożone do szuflady.

Drugi album, zapowiedziany już podczas koncertów w 2015, wychodzi na światło dzienne dopiero osiem lat później, 27 stycznia 2023. Album Electrophonic Chronic, wydany nakładem wytwórni Auerbacha, Easy Eye Sound, to hołd dla Richarda Swifta, który zmarł w 2018 roku na wskutek powikłań po zapaleniu wątroby. Producentem albumu został Tchad Blake, będący długoletnim współpracownikiem The Black Keys czy Petera Gabriela, stojący również za brzmieniem największego sukcesu komercyjnego Arctic Monkeys, albumu AM. Podwalinami nowego wydawnictwa The Arcs są wcześniej niepublikowane, acz znane z koncertów grupy utwory, które zawierają fragmenty archiwalnych nagrań. W niektórych z nich można usłyszeć po raz ostatni harmonie wokalne i brzmienie bębnów Richarda Swifta. Electrophonic Chronic to indie rockowy album wymierzony w różne gusta słuchacza, będący pełen różnorodnych zabiegów aranżacyjnych, czerpiący z dorobku gatunków jak soul, blues, country czy psychodelia, co przekłada się na mozaikę brzmień, nawiązań oraz klimatów na płycie.  

Początki promującego album singla Keep On Dreamin’ sięgają 2015 roku, kiedy zespół wykonał utwór koncertowo dla rozgłośni NPR. Jego charakter był wtedy mniej elektroniczny, główny motyw został zaaranżowany na tradycyjny, meksykański instrument vihuelę. W tegorocznym miksie Tchada Blake’a to psychodelia na miarę lat dwudziestych dwudziestego pierwszego wieku. Najpierw pojawia się samplowo brzmiąca perkusja Richarda Swifta, następnie Leon Michels poprzez syntezatorowe dźwięki wypełnia surowość beatu i dopełnia je wirująca, grana na gitarze elektrycznej linia melodyczna Dana Auerbacha. Utwór mówi o znużeniu szarą rzeczywistością (Every single day the same, cloudy with a chance of rain), porusza także temat samotności w wielkim mieście (The city isn’t what it seems, alien subway scenes, please go away and never come back). Auerbach przy akompaniamencie archiwalnych chórków Richarda Swifta znajduje receptę na przytłoczenie codziennością, tytułowe Keep On Dreamin’. Utwór trzyma w napięciu, zaskakuje pełną niuansów aranżacją, dopełnia się solidnymi, mocno przesterowanymi solówkami gitarowymi. 

Powtarzane kobiecym głosem Eyez na tle riffu basowego hipnotyzuje od pierwszego dźwięku. Pojawiają się przeszkadzajki i spokojny, ciepły śpiew frontmana. Utwór przepełniony nostalgicznie brzmiącymi organami Hammonda jest refleksją nad komunikacją w społeczeństwie. Debatuje na temat relacji, zastanawiając się, ile w nich jest szczerości. Pozorne szczęście (Once again for Christmas, you got all you ever wanted; all except the lovin’) które sprzedajemy społeczeństwu prowadzi do życia w strachu przed ciągłą inwigilacją (Eyes, you can’t let ’em know). To tekst reflektujący nad wyborem jednostki, ile prawdziwego oblicza będzie w tym co sprzedajemy otoczeniu, a ile zostanie przemilczane przed wszędobylskimi oczami. Dan Auerbach wspomina w nim także zmarłego Swifta, o którego problemach zdrowotnych i alkoholowych muzycy nie wiedzieli, opisując przesłanie utworu: “Jest dużo tajemnic w ludziach. Możesz z kimś pracować przez lata i zawsze będą jakieś rzeczy w nich o których się nie dowiesz. Każdy ma części swojej historii których może nie chcieć opowiedzieć”.

Heaven Is A Place otwierają grane na syntezatorze akordy, wtóruje jej grana w staccato, nadająca tempo utworowi linia melodyczna a następnie przestrzeń wypełniają dźwięki gitary elektrycznej. To opierające się o proste melodie dzieło sztuki, będące zdecydowanie najlepszą pozycją na albumie. Piosenka to hołd dla miłości, takiej książkowej, od pierwszego wejrzenia (The only one I ever need, took a minute, now I see it’s only you), ukazanej jako analogia dla toposu nieba, miejsca idealnego. Utwór jest również miejscem na hołd dla Richarda, wyrażone w zapewnieniu, że po śmierci wszystko bodźce odczuwa się z dwukrotnością (When they die, everything they had on earth is multiplied). Jego śmieć została pokazana w teledysku poprzez przejście przez czarną dziurę, gdzie po drugiej stronie rzeczywistości jeździ białym Cadillaciem, nawiązując do tekstu z refrenu (Rollin’ through the clouds, lean back in my dove-white Cadillac, just cruisin’ slow, heaven is a place I know where all the lovers go). 

Califone Interlude przynosi zupełnie inny klimat. Utwór przypomina instrumentalne utwory Grahama Coxona z ścieżki dźwiękowej do netflixowego serialu The End Of The F***ing World. Jest to kompozycja przywodząca na myśl utwory folkowo-countrowe, w jej aranżacji pojawiają się charakterystyczne, bluegrassowe instrumenty jak skrzypki czy gitara hawajska. Utwór został nazwany na cześć ulubionego przenośnego gramofonu Califone (z wbudowanym wzmacniaczem oraz głośnikiem) Auerbacha, z którym artysta jeździ w trasę. 

Zaczynające się od brzmienia organów Hammonda oraz mocnej perkusji River to przykład kunsztu zespołu, zgrabnie tworzącego bluesowo-rockowe brzmienie, z którego zasłynął główny projekt Auerbacha – The Black Keys. To trzymający w napięciu utwór z ujmującym wokalem i harmoniami. Surowość aranżacyjna nadaje mocy tematyce utworu, który najpierw buduje tło wydarzeń (Mid September, smell of burning leaves in the air) mówiąc o nieuchronności rozstania (The rivеr can’t even run ’round anymore, it can’t do the things for you that it did before). Źródła bezsilności wobec przebiegu wydarzeń i rozpadu rodziny (Septembеr fell black and family fell apart) podmiot liryczny doszukuje się wewnątrz samego siebie, mówiąc, że nosi tytułową, niezawracalną rzekę w żyłach (Only way to explain, got that river in the veins). 

Sunshine to kolejny solidny przykład na bogatość stylistyczna oraz różnorodność aranżacyjną albumu. Utwór to hołd dla ruchu hipisowskiego i muzyki tworzonej pod koniec lat 60’tych. W teledysku pojawiają się chociażby nawiązania do okładki Abbey Road Beatlesów, a utwór tak jak i tekstowo, jak i klimatycznie pachnie inspiracją kultowym Here Comes The Sun autorstwa Georga Harrisona. Obydwie piosenki recepty na szczęście doszukują się w promieniach słonecznych. W Sunshine The Arcs stawiają na funkujące partie instrumentów dętych (jak to często miało miejsce u Beatlesów w latach 1967-70) i zapadającą w pamięć śpiewaną melodię pod koniec utworu, tworząc idealną pozycję na wakacyjne, słoneczne popołudnie.  

Aby zrozumieć koncepcję następnego utworu należy cofnąć się do 1967 roku, do soulowego nagrania Helene Smith – A Woman Will Do Wrong. Artystka zawiera w nim zapewnienie, że kobieta zrobi wszystko dla mężczyzny, którego prawdziwie kocha. Piosenka A Man Will Do Wrong to cover z męskim podmiotem lirycznym, ukazujący odwrotną perspektywę. Pozostając wierny oryginałowi, niosąc ze sobą ten sam, charakterystyczny nastrój, Dan Auerbach ciepłym głosem zapewnia o bezgranicznej miłości zakochanego mężczyzny (A man will give his best for the girl he loves, give up what’s right to live in sin) oraz poświęceniu wszystkiego dla ukochanej, nawet relacji z matką (Turn his back on mother for the girl he love if mother tries to break them apart). 

O ile w Eyez oczy były narzędziem inwigilacji, powodem do obaw przed wyjściem na jaw rzeczywistego jestestwa jednostki, to w countrowo-rockowej balladzie Behind The Eyes ich znaczenie w relacji jest przeciwieństwem. Jest to jedna z najsolidniejszych kompozycji na Electrophonic Chronic. To utwór o wyzwoleniu się z niepewności i życia w kłamstwie (If you can’t stand living lies, you got to look behind the eyes), o znajdowaniu prawdy poprzez wejrzenie komuś w oczy (Look behind them, that’s where the truth will be hidin’), pomimo że wyrwanie z kłamstwa może okazać się bolesne (But be prepared when you finally figure it out, ’cause it can lay you down).

Backstage Mess to krótki jam z studia, słychać w nim spokojną, wręcz plażową melodię w akompaniamencie kobiecych chórków wraz z improwizowanym pod koniec wersem I’m with love with you. Miły do posłuchania jako przerywnik na płycie, ale czuje, że zbędny.  

Wprowadzające w następnym utwór Sporting Girls Interlude jest krótką, kontrowersyjną obserwacją społeczną, że kobiety potrzebują od mężczyzn pieniędzy oraz bezpieczeństwa w przeciwieństwie do sportsmanek, które łakną tylko stabilizacji finansowej. Love Doesn’t Live Here Anymore ma podobnie gorzki wydźwięk. Opisywane w niej rozstanie jest postrzegane jako ulga, a inny mężczyzna, który się związał się z byłą partnerką podmiotu lirycznego zostaje przedstawiony jako głupiec (I’m not sad you’re gone, I ain’t mad some fool’s taken you on). Jest to korzystne dla uczuć osoby (z punktu widzenia sytuacji) porzuconej (I’ve got more love to give today, more than you could ever steal away) która dodaje, że ciągnięcie na siłę relacji spowoduje tylko dalszą, wzajemną destrukcję, ponieważ miłością już dawno się nie darzyli. Z atutów aranżacyjnych trzeba wymienić surowo brzmiące dźwięki pianina w zwrotkach oraz dopełniające tło piękne partie melotronu. Utwór poprawny, aczkolwiek nie wybijający się niczym szczególnym z setu. 

Wieńczące album Only One For Me to połączenie klasycznej, bluesowej rytmiki z psychodelicznie brzmiącymi partiami fletu oraz cymbałek. Szkice tego utworu sięgają 2012 roku, kiedy Dan Auerbach wraz z Davidem Bermanem, kiedyś członkiem zespołu Silver Jews zaczynali razem pisać piosenki. Utwór następnie dokończony przez The Arcs znalazł się w secie koncertowym zespołu w 2016 roku, natomiast wersja Bermana znalazła się trzy lata później na jego ostatnim przed śmiercią albumie Purple Mountains pod tytułem Maybe I’m the Only One for Me. Auerbach w mailu do Bermana przedstawił koncepcję na utwór mówiąc: “Utwór mógłby opowiadać o zwątpieniu w siebie, izolacji, paranoi, samotności itd. Same dobre rzeczy!”. I jest to świetny opis piosenki, która opowiada o zagubieniu w szablonowych etapach relacji, podsumowując to gorzkim spostrzeżeniem, że bohater najprawdopodobniej jest jedyną odpowiednią osobą dla samego siebie. 

Electrophonic Chronic to bogaty aranżacyjnie, zaskakujący swoim klimatem, czerpiący z najlepszych wzorców album, który jest czymś więcej niż tylko hołdem dla Richarda Swifta. To przywrócenie do życia zapomnianych, świetnych utworów, które powstały z czystej przyjemności do procesu twórczego. Zespół nie boi się co piosenkę zmieniać stylu, oscylując między bluesem, soulem, psychodelią czy klasycznym rockiem. W nagraniach czuć lekkość i świeżość formy, którą zespół prezentuje. Stanowi też wachlarz tematyczny, poruszając tematy zagubienia w społeczeństwie, problemów w relacjach, ale także wychwala poczucie życia w zgodzie z sobą oraz bycia zakochanym. To trzymające wysoki poziom wydawnictwo, której wyznacznikiem jakości nie jest nazwisko Auerbacha czy mix Blake’a, ale chemia, która połączyła ze sobą członków zespołu The Arcs. 

Exit mobile version