Ten Tonnes dał okazję poznać się polskiej publiczności, występując jako support swojego starszego brata – George’a Ezry – w trakcie ubiegłorocznego koncertu na warszawskim Torwarze. Wtedy publiczność odebrała młodego muzyka bardzo optymistycznie. Czy równie optymistycznie, co wspomniany występ, zostanie odebrany jego debiutancki album? Sprawdźmy, jaki debiut zaserwował słuchaczom Brytyjczyk.
Młodszy brat znanego piosenkarza. Łatka z jednej strony mogąca przydać się w choć drobnym rozgłosie, z drugiej strony spore wyzwanie. Nie dość, że młody muzyk musi udźwignąć presję znaczącego w karierze debiutu, to jeszcze czekają go nieuniknione porównania ze swoim, znakomitym swoją drogą, bratem.
Po przesłuchaniu albumu Ten Tonnes jestem całkowicie spokojna o muzyczną drogę Ethana. Wybierzcie się w podróż muzyczną z 22-latkiem i pozwólcie, by drugi z braci Barnett skradł Wasze serca.
Wydawnictwo otwiera energiczna kompozycja Lucy. Energiczna, jak większość pozycji, które znalazły się na płycie. „Lucy / Oh-oh / Lucy / Oh-oh” – ależ to wpada w ucho! Następna pozycja to równie chwytliwe G.I.V.E. Jak mawia Taylor Swift: „Hey, kids! Spelling is fun!”.
Dalej jest równie dobrze! Cracks Beetween, utrzymane w klimacie alternatywnego rocka, ze świetnymi gitarami, opowiada o powoli rozpadającej się relacji. Pre-chorus daje chwilę wytchnienia przed refrenem, który na koncertach z pewnością pobudzi do szaleństwa większość fanów. „You could be so good for me / You could be just what I need / Like the salt that clings to your skin / When you spend your days at the beach..”. Prosty i zarazem piękny tekst.
W Counting Down doskonale wypada wokal artysty, który możemy poznać w tym kawałku z różnych stron. Niższe dźwięki kojarzą mi się nieco z wokalem wspomnianego George’a. Ethan jednak nie ogranicza się do nich i prezentuje szerzej swoją pokaźną skalę głosu, chociażby śpiewając wysokie partie w pre-chorusie. W Too Late, większą niż w poprzednich kawałkach rolę odgrywa bas. Jego dźwięki momentalnie zapadają w pamięci!
Nights In, Nights Out to rywalizacja o uwagę słuchacza ze strony świetnych gitar i wokalu, który ponownie (pozytywnie oczywiście!) zaskakuje. Jeśli ktoś wcześniej nie był przekonany do głosu Ethana, po tym kawałku powinien absolutnie go docenić! W ten jakże przyjemny dla uszu sposób, przechodzimy do drugiej połowy albumu, którą rozpoczyna Better Than Me. Chwytliwy bit, w połączeniu ze świetnym tekstem, tworzą połączenie, które musiało się udać! „And if you find out who you are and where you are going / And you find someone who loves you when you weren’t even trying / And if you come out on top and you don’t even sweat it / Like a Roman emperor, if you got it, don’t get it / You’re doing better, better, better, better, better than me”. Refren tego utworu to jeden z najciekawszych elementów, wyjątkowo dobrej warstwy lirycznej albumu.
Kolejny refren, tym razem ten w utworze Look What You Started, z pewnością będzie jednym z najlepszych momentów w trakcie koncertów Ten Tonnes. Już widzę oczyma wyobraźni tłum wykrzykujący „let’s go, go, go, go” i skaczący w rytmie muzyki. To także ta kompozycja, w której pojawia się solówka gitary, w prosty sposób urozmaicająca ścieżkę. Następny utwór, znany wiernym fanom od ponad 2 lat, nosi tytuł Silver Heat. Czysta energia z niego płynąca, między innymi za sprawą wyraźnego brzmienia perkusji, udziela się słuchaczowi mimowolnie.
W życiu większości z nas przychodzi moment, kiedy to w głowie mamy tylko jedną osobę, która niekoniecznie odwzajemnia równie mocno nasze zainteresowanie. O tym właśnie opowiada Wake Up. W linii melodycznej gitary i perkusję wspomaga pianino, które moim zdaniem mogłoby być nieco bardziej słyszalne. Pasuje do kawałka wręcz idealnie, a zanika pomiędzy pozostałymi instrumentami. Kluczowym elementem kolejnego utworu – Lay It On Me – jest bridge. To ten fragment albumu, kiedy wyklaskiwanie rytmu staje się czynnością oczywistą. Podobnie, jak chęć do poddania się muzycznemu szaleństwu w trakcie końcowego (i nie tylko zresztą) refrenu.
Kompozycja zamykająca album, Missing You, stanowi jego piękne, subtelne zakończenie. Jest pozycją najbardziej emocjonalną, wyciszającą słuchacza i utwierdzającą go w przekonaniu, że ten młody, zdolny chłopak ma nam do zaprezentowania jeszcze wiele muzycznych dobroci.
Jeśli ktoś z góry skreślił album Ten Tonnes tylko dlatego, że George’a Ezry „nie da się przebić”, popełnił błąd. Młodszy z braci Barnett wcale nie odbiega talentem od starszego. Ponadto, wyznacza swoją własną muzyczną drogę, swój osobisty styl. Co najważniejsze, wychodzi mu to naprawdę dobrze! Na debiutanckim albumie Ethan zaprezentował się zarówno jako świetny instrumentalista i wokalista, jak również zaskakująco dobry tekściarz. Znakomity debiutant, którego karierę warto obserwować.

