Kolejny poniedziałek, a wraz z nim nowe Tego Słuchamy. Na rozpoczęcie pierwszego, w pełni marcowego tygodnia swoje piątki prezentują: Naczelny, Michał oraz Aleksandra.
Łukasz Mantiuk
ZAYN – It’s You
Bovska – Kaktus
szum, szum, szum
tłum, tłum, tłum
Kelly Clarkson — Piece By Piece (Idol Version)
Milky Wishlake feat. Dawid Podsiadło – Future For Me
Alan Walker – Faded
Pewnego razu wszedłem sobie na Spotify przejrzałem najchętniej słuchane piosenki przez Polaków. Na miejscu pierwszym był ten utwór. I jest tam właściwie już od dłuższego czasu. Pnie się też ku górze w polski airplayu. Próbowałem dochodzić skąd się tam wziął, może został użyty w jakiejś zapowiedzi (jak Bovska?), reklamie, spocie? Nie został. Po prostu się narodził. I im częściej go słucham tym bardziej dochodzę do wniosku dlaczego jest na miejscu 1. Bo jest niesamowity.
Michał Kaźmierczak
Marcin Wasilewski Trio – Message in a bottle
Jest niewiele coverów, o których z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że podobają mi się bardziej od oryginałów – Message in a bottle w wykonaniu tria Marcina Wasilewskiego zdecydowanie do takowych należy. Jest to przepięknie rozpisana na kontrabas, fortepian i perkusję piosenka The Police. Muzycy posługują się tutaj motywami oryginału, ale nie stronią również od tradycyjnych jazzowych solówek – ta kontrabasu to absolutny majstersztyk. Marcin Wasilewski Trio jest jednym z najważniejszych zespołów jazzowych w Europie, a tym coverem umacniają się na tej pozycji bezsprzecznie. Cudo jakich mało!
Co-Sovel – Soulless Object
Co-Sovel to zespół założony przez Izoldę Sorenson, która współpracowała m.in z Julią Marcell. I tak naprawdę wspaniale się stało, że Sorenson w pewnym momencie postanowiła pójść własną drogą – jej projekt jest fenomenalny. Soulless Object to jedna z moich ulubionych piosenek z jej debiutanckiej płyty, która ukazała się na początku ubiegłego roku. Jest tu ogromna energia, jest chwytliwa melodia, jest świetny wokal, jest dobry bas. A końcówka to już jest szał kompletny – psychodeliczny krzyk Sorenson i ten główny motyw, od którego nie sposób się uwolnić. Trochę mi głupio, że od kilku dni katuję tym utworem sąsiadów zza ściany, ale muszą mi wybaczyć, bo nie jestem w stanie się powstrzymać.
Lor – Windmill
Są dwie możliwości – albo mamy jakiś wysyp młodych utalentowanych osób, albo po prostu ktoś co krok mi ich podstawia pod nos. Kolejnym zespołem stworzonym przez nastolatków jest Lor. Tutaj sprawa jest już zupełnie z kosmosu – średnia wieku dziewczyn, które piszą teksty, komponują muzykę i ją wykonują wynosi zaledwie 15. I może nie byłby to jakiś wielki fenomen, bo przecież w gimnazjach możemy spotkać początkujących muzyków, ale tutaj sprawa ma się zupełnie inaczej – w muzyce dziewczyn słychać ogromną dojrzałość. Chociażby taki utwór jak Windmill – coś wspaniałego. Ta subtelność, te skrzypce, ten refren – dawno nie słyszałem tak dobrego refrenu. I jeszcze koniecznie trzeba obejrzeć piękny teledysk do tego utworu – na jego realizację dziewczyny zebrały pieniądze zupełnie same. Ja nie wiem, co się dzieje z tą młodzieżą, ale oby działo się tak dalej!
Kaizers Orchestra – Begravelsespolka
Najważniejsza rzecz, za którą kocham radiową Trójką to fakt, że dzięki niej poznaję mnóstwo świetnej muzyki. I tak właśnie było w przypadku zespołu Kaizers Orchestra z Norwegii – utwór Begravelsespolka usłyszałem po raz pierwszy właśnie na antenie Trójki. Jest to piosenka skomponowana z rozmachem – temu nie da się zaprzeczyć. Chóralny refren aż podrywa, język norweski brzmi tu rewelacyjnie, a całość pachnie jakby klimatem demonicznym, groteskowym, jak z kabaretu z ciemnych uliczek, w które lepiej się nie zapuszczać. Całość dopełnia rewelacyjny teledysk, który już zupełnie potwierdza demoniczny klimat. Begravelsespolka to jedno z moich najcenniejszych muzycznych odkryć ostatnich miesięcy.
Björk – Pagan Poetry
Björk chyba nigdy nie przestanie mnie zachwycać. Usłyszałem ją po raz pierwszy bardzo dawno temu w filmie Tańcząc w ciemnościach i była to miłość od pierwszego usłyszenia. Potem już tylko dokupowałem płyty i współczynnik zachwytu rósł, a na jego szczycie uplasowała się piosenka Pagan Poetry. Tutaj nie ma słabych punktów. Zaczynając od wielowarstwowego, momentami niezwykle silnego, momentami delikatnego wokalu, przez wspaniałą muzykę i linię melodyczną, kończąc na tym przepięknym I love him – jest to utwór doskonały. Muszę przyznać, że nieczęsto znajduję piosenki, które wzbudzają u mnie tak ogromny zachwyt – mało tego, chyba jeszcze nie znalazłem żadnej oprócz Pagan Poetry. Odpływam, rozpływam się, chłonę każdą mikrosekundę.
Aleksandra Żeleźnik
Awolnation – Women Women
Utwór ten poznałam dopiero w momencie gdy natrafiłam w internecie na teledysk go promujący. I byłam w szoku. Podwójnym, bo nie spodziewałam się tak dobrej, genialnej wręcz kompozycji, która od razu wpada w ucho, od której nie można się oderwać. Po drugie zaś, videoklip to czyste kobiece szaleństwo. To idealny przykład, że można zrobić teledysk z jednej strony dosłowny, ale z drugiej taki… skryty. Świetnie się słucha, świetnie ogląda – nie potrzeba niczego więcej! No może poza rozgłosem, bo Panowie od Sail na to zasługują w stu procentach.
Panic! At the Disco – Crazy=Genius
Teraz chciałam się z Wami podzielić czystą bombą atomową w wykonaniu Brendona i spółki. Piosenka Crazy=Genius jest pełna energii, jest rytmiczna, jest idealna na deszczowe dni, i przypomina, że przecież w każdym z nas jest trochę szaleństwa i geniuszu. Jednak to co najważniejsze w tej kompozycji to wokal. Tak, wokal. Brendon nie raz pokazał na co go stać i może niektórzy się nie zgodzą, ale tutaj radzi sobie nawet lepiej niż nieźle modelując barwę i osiągając wysokie dźwięki. Cieszę się, że album Death of the Bachelor zyskuje coraz to większą popularność, bo na tym albumie znajduje się jeszcze więcej takich „bomb-niespodzianek”.
Lilly Hates Roses – Feng Shui
Po koncercie tego zespołu w Rzeszowie nie mogę sobie wybić z głowy całej setlisty. To niesamowite co Lilly Hates Roses robi z publicznością, jak czaruje swoją muzyką na żywo. Idealnym przykładem jest piosenka Feng Shui, która ujęła mnie pod każdym względem. Delikatny głos „Lilly” i ten niesamowity tekst… coś pięknego.
The 1975 – Love Me
Druga płyta Brytyjczyków jest nie ma co ukrywać – dobra. Znajdziemy na niej wiele ciekawych, spokojnych kompozycji, ale ta która zdecydowanie przoduje w moim prywatnym topie to właśnie piosenka Love Me. Jest dynamiczna, bardzo w stylu The 1975 łącząc w sobie trochę popu, elektroniki, funka i rocka. To wybuchowa mieszanka, która bez problemu (ze względu na tekst) może być hymnem wszystkich narcyzów i samolubów. Dobra robota Panowie!
Vance Joy – Fire and the Flood
Vance Joy to nie tylko Riptide. Vance Joy to (gdyby ktoś nie wiedział) przede wszystkim bardzo dobry muzyk. Doskonale pokazał to w kompozycji Fire and the Flood gdzie nie dość że oczarowuje nas melodią to na dodatek urzeka wokalem. Coś niesamowitego. Na szczególną uwagę zasługuje refren, który nadaje klimatu całej kompozycji. To właśnie w nim słychać całą gamę różnych emocji sprawiających, że przekaz utworu jest prawdziwy. Dodatkowo piosenka wpada w ucho – gwarantuję.

