Anna Radosińska
Ralph Kamiński – Pies
Choć dawno nie sięgałam po muzykę polskich twórców, tajemna siła przyciągania podkusiła mnie by posłuchać najnowszego albumu Ralpha Kamińskiego. Krążek wręcz wybitnie przypadł mi do gustu, a Pies to w moim odczuciu jeden z wdzięczniejszych gości, którzy pojawili się na Balu u Rafała. Utwór zarazem bardzo dosłowny, jak i pełen metafor, w którego tekst niemalże nie da się nie wsłuchać. Totalny relaks.
Ghost – Cirice
Jeśli znacie już Tik-Tokowy viral Mary On A Cross, istnieje duże prawdopodobieństwo, że spodoba Wam się więcej z dyskografii szwedzkiej grupy Ghost. Choć po najpopularniejszym aktualnie rockowo-popowym kawałku zespołu może trudno się domyślić, Ghost to w rzeczywistości kapela grająca metal i psychodelicznego rocka. Cirice, pochodzące z albumu Meliora (2015) to próbka nieco mocniejszych brzmień w wykonaniu zespołu. Co sądzicie?
Michał Szpak – (mrok) Warszawianka
Ostatni koncert Michała Szpaka aka JowiszJi podczas Fest Festiwalu zrobił mi smaka na zagłębienie się w dyskografię artysty przechodzącego aktualnie niesamowicie widowiskową i inspirującą metamorfozę. Przesłuchałam wielu utworów wokalisty, jednak moją uwagę najbardziej przykuł jego najnowszy singiel, który wydaje się być po prostu prawdziwy i szczery.
Jazmin Bean – Puppy Pound
Persona zaledwie dziewiętnastoletniej Brytyjki Jazmin Bean jest dla mnie absolutnie hipnotyzująca i wciągająca. Styl artystki niewątpliwie przyciąga mnóstwo uwagi, ale również jej muzyka – trochę pop-metal, trochę hyperpop jest warta przesłuchania. Puppy Pound to już drugi „psi kawałek” w moim dzisiejszym zestawieniu, jednak kompletnie odmienny od psiej propozycji Ralpha. Obejrzyjcie tylko ten teledysk!
Ashbury Heights – Waste of Love
Pomimo że album Three Cheers for the Newlydeads (2007) szwedzkiego duetu muzyki niezależnej i elektronicznej Ashbury Heights moim zdaniem wygrywa kawałek Christ, to ostatnio najlepiej słucha mi się Waste of Love, utworu, który wręcz zmusza by rano wstać z łóżka i energetycznie zacząć dzień. Kawałek motywuje nie tylko żywą melodią, ale i tekstem, co w przypadku nieco mrocznie prezentującego się zespołu – może zaskoczyć. Polecam serdecznie!
Tomasz Ochota
Fadere & Alex Aiono – Lordly
Wyskakują Wam niechciane reklamy w aplikacjach, które powodują u Was lekkie poirytowanie? Mam tak samo! Jednak tym razem było inaczej, ponieważ jedna z nich przypomniała mi o istnieniu tego wielkiego hitu sprzed lat. Oczywiście jedyne, co potrafiłem wpisać w wyszukiwarkę Google to: ,,piosenka refren aha„. Jednak się udało i od tamtej pory utwór bardzo często gości w moich słuchawkach.
Holak, Błażej Król, Rosalie. – 4REAL
Pisząc news dla portalu na temat tego utworu nie spodziewałem się, że tak mną zawładnie. Zwłaszcza lekki i przyjemny refren w wykonaniu Rosalie. Sam utwór przypomina mi tęsknotę za latem, które jest już za nami i jest, według mnie, jednym z najlepszych utworów Holaka, które wydał do tej pory.
Miley Cyrus – FU
Bardzo przybliżona historia, jak w przypadku utworu Lordly, wydarzyła się z utworem Miley Cyrus – FU. Tym razem jest to zasługa proponowanych utworów przez Spotify. Utwór uwielbiałem, zapomniałem i sobie o nim przypomniałem. Osobiście jest to dla mnie jeden z najlepszych i największych hitów Miley, która trochę zmarnowała potencjał tej piosenki. Nie mniej jednak, kocham bardzo!
Brodka – Sadza
Pod względem słuchaczy i fanów, nowa muzyka, którą od jakiego czasu częstuje nas Brodka, ma tyle samo zwolenników jak i przeciwników. Dla mnie jest to artystka kompletna, ciągle poszukująca nowych brzmień i rozwiązań. Utwór Sadza zasadził się w moim sercu natychmiastowo i nie mam zamiaru się go pozbywać.
Shady Lady & Nick Sinckler – OH WOW
Jakiś czas temu miałem wielką przyjemność poznać pierwszy raz w życiu drag queen i poobcować z nią w ramach swojego prywatnego projektu. Cudowne jest to, że po dziś dzień mamy bardzo dobry kontakt. Flow jaki złapaliśmy podczas rozmowy spowodował, że jej muzyka z debiutanckiego krążka Pokussa Na Parkiecie gości u mnie często, z sentymentem wspominając tamte chwile, a utwór z Nickiem Sincklerem jest absolutnym numerem jeden z tego albumu.
Sebastian Dziuda
Elvis Presley – Edge of Reality (Tame Impala Remix)
Już prawie miesiąc minął odkąd obejrzałem Elvisa na dużym ekranie. Seans ten był dla mnie jednym z najprzyjemniejszych doświadczeń tych wakacji. Sam film w reżyserii Buza Luhrmanna zrobił na mnie duże wrażenie i do tej pory uważam, że to najlepszy film jaki obejrzałem w tym roku w kinie. W pamięci zapadły mi nie tylko świetne ujęcia kamery, fenomenalna gra aktorska na czele z Austinem Butlerem w roli główniej, ale również genialny soundtrack, który łączy klasycznego Elvisa ze współczesnym brzmieniem artystów muzyki rozrywkowej. Jednym z moich ulubionych kawałków jest utwór Edge of Reality, zremixowany przez zespół Tame Impala.
Elvis Presley – Suspicious Minds
Po sierpniowym seansie, moja fascynacja osobą oraz muzyką Elvisa znacznie się pogłębiła. Świadczą o tym chociażby liczne utwory autorstwa Króla Rock n’Rolla, które dominują na moich playlistach. Jednym z takich kawałków jest Suspicious Minds, numer który oryginalnie nie został stworzony przez samego Presleya, lecz to właśnie on przyczynił się do znacznego wzrostu popularności tej piosenki.
Muse – We Are Fucking Fucked
Wydany pod koniec sierpnia nowy album Muse był najbardziej wyczekiwanym przeze mnie wydawnictwem roku. Nie zawiodłem się. Odnoszę wrażenie, że Matt Bellamy, Dominic Howard i Chris Wolstenholme osiągnęli na tym krążku dokładnie to co chcieli- zrobili album w stylu Greatest Hits, lecz z zupełnie nowymi piosenkami. Są tu momenty wolniejsze, typowo balladowe, okraszone typowymi dla wokalisty wysokimi partiami wokalnymi. Jest też sporo mocniejszych, bardziej rockowych momentów, a jednym z nich jest utwór zamykający album, o tytule We Are Fucking Fucked, który szybko stał się moim ulubionym numerem na całej płycie. Jeśli podczas jego tworzenia, panowie z Muse zastanawiali się jak zmieścić całą esencję brzmienia zespołu w jednym utworze, cóż…ta sztuka im się udała.
Coldplay – Yellow
Uwielbiam zespół Coldplay, a moja miłość do brytyjskiej grupy znacznie pogłębiła się po lipcowym koncercie tej kapeli na Stadionie Narodowym, na którym miałem szczęście być. Yellow to jeden z moich ulubionych utworów tej formacji. Lubię często do niego wracać, szczególnie kiedy mam słabszy humor. To pierwszy duży przebój w karierze Coldplay, który zagwarantował grupie międzynarodową sławę, niesłabnącą od ponad dwudziestu lat.
The Jimi Hendrix Experience – Purple Haze
Nigdy nie ogarnę jak Jimi Hendrix potrafił wydobyć z gitary takie dźwięki. Mistrz, wirtuoz, geniusz. To, że ten fenomenalny artysta zajmuje przeważnie pierwsze miejsca we wszelkich rankingach najlepszych gitarzystów w historii wcale mnie nie dziwi. Ostatnio często delektuję się namiastką jego możliwości, słuchając utworu Purple Haze, mojego ulubionego numeru autorstwa Hendrixa. A najlepiej jeśli jest to live wersja z Atlanta Pop Festival. Totalny odlot.

