Site icon All About Music

Tego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 37)

Za oknem deszcz i mało ciekawa aura. My jednak przesyłamy Wam masę pozytywnej energii wraz z 15 utworami, które Wam polecamy! Swoje piątki przygotowali dziś sami panowie: dwoje Łukaszy i Paweł. Jest John Newman, Leona Lewis, Miguel, Major Lazer i… Sami się przekonajcie!

Łukasz Mantiuk

John Newman – Come and Get It

Johna Newmana uwielbiam od Love Me Again. Debiutancki krążek jest znakomity i wszystko wskazuje na to, że drugi również będzie taki. Come and Get It siedzi mi w głowie od dawna i nie może wyjść. Jak dobrze, że polskie rozgłośnie radiowe tak chętnie go grają. W końcu to doskonały utwór.

Leona Lewis – I Am

Cztery na pięć utworów z mojej dzisiejszej piątki pochodzi z Wielkiej Brytanii. Leona Lewis to wielka diva, która podnosi się po drobnym upadku. Opuściła Simona Cowella i jego wytwórnię i próbuje sił w nowym miejscu. I wszystko wskazuje, że artystycznie będzie znakomicie. Fire Under My Feet gościło już w moich pięciu utworach jakiś czas temu, teraz czas na I Am. Znalazłoby się tu też miejsce na Thunder, bo również jest znakomite.

Calvin Harris feat. Disciples – How Deep Is Your Love

Lubię Calvina, lubię wiele jego utworów, jednak ostatnio zaczął się trochę powtarzać. A tu niespodzianka, podczas gdy już go prawie przekreśliłem ten wydaje utwór, który z tej piątki słucham najczęściej. Jest niesamowity – prosty – ale porywający, letni, znakomity. Serio, oszalałem na jego punkcie.


The Weeknd – Can’t Feel My Face

Fanem Abela nie byłem, jednak zacząłem nim być w czasie jak wszyscy – po Earned It na soundtracku do 50 Twarzy Greya. Tamten utwór jeszcze aż tak bardzo mnie nie porwał, późniejsze The Hills również nie. Dopiero gdy The Weeknd w całości postawił na pop i nagrał Can’t Feel My Face z Maxem Martinem – oszalałem. I to jesr przyszły numer jeden na Billboardzie – i bardzo dobrze!


Years & Years – Ties

Na sam koniec nie mogło zabraknąć Years & Years. Ich cały krążek chodzi mi po głowie od dnia premiery, ale Ties utkwiło w pamięci najbardziej. Next single please.


A aktualnie, moja codzienna playlista wygląda tak:

Łukasz Jaćkiewicz

John Newman – Lights Down

Lubię Johna Newmana i na jego nową płytę czekam z niecierpliwością.  Nie spodziewam się po niej nic odkrywczego, raczej podążania w kierunku wyznaczonym sobie podczas promocji pierwszej płyty.  Taki też jest pierwszy singiel Come and Get In – przebojowy, zaśpiewany zadziornym wokalem. Ja jednak postanowiłem podzielić się innym utworem z płyty. Light Down to ponownie retropopowy klimat wokalisty, którego przyjemnie się słucha 
 

CHVRCHES – Leave a Trace

 We wrześniu do najlepszych sklepów muzycznych trafi drugi studyjny album szkockiego zespołu CHVRCHES. Krążek zatytułowany Every Open Eye promuje piosenka Leave a Trace. Utwór ponownie brzmieniowo nawiązuje do dźwięków synthpopu, którymi jestem zafascynowany od kilku lat. Nie jest to może coś odkrywczego, ale taki klimat ich muzyki bardzo mi odpowiada. Cieszę się na ich powrót, choćby mieli ciągle tworzyć wszystko na jedno brzmienie.
 

Miguel – a beautiful exit

Jestem zafascynowany Miguelem i jego muzyką od dawna. Było to widać chociażby po recenzji jego nowego krążka na naszym portalu. Trudno jednak się dziwić, bo jest to naprawdę krążek warty polecenia. Nie spodoba się jednak każdemu, trafia on do wysublimowanego słuchacza. Jedną z perełek na krążku jest a beautiful exit. Świetna produkcja, trącająca o eksperyment. Przeplatające głosy z riffami elektronicznej gitary świetnie komponują się z wokalem. Miazga!

Natalia Przybysz – Kwiaty ojczyste

Ten rok w całej pewności należy do Natalii Przybysz. Ostatnio wokalistka podzieliła się z nami lyric video do nowego singla. Ja jednak chciałbym Was skłonić do zapoznania się do pięknego utworu jakim są Kwiaty ojczyste. Utwór ten to cover piosenki Czesława Niemena. Jej wersja jest zdecydowanie godna oryginałowi. Świetna aranżacja i równie pięknie pasujący do niej wokal!

Demi Lovato – Cool for the Summer

Lato w pełni, pierwsze wojaże za mną. Dlatego na koniec postanowiłem wybrać utwór, który bardzo mi o nich przypomina. Przy tym utworze zdarzyło się wiele dla mnie ważnych chwil, takich o których na pewno nie zapomnę. Spędziłem je z kimś dla mnie ważnym. Wracając do utworu – jest lekki, pozytywny, w sam raz na wakacje. Można sobie go ponucić, potupać nóżką, niesie dobre przesłanie. Trochę komercji też trzeba słuchać i nie widzę nic w tym złego ;) 
 

Paweł Markiewicz

Bring Me The Horizon – Throne

Od dawna czekałem na powrót BMTH i w końcu się doczekałem! Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak byłem podekscytowany. Najpierw zespół zaprezentował pierwszy singiel pt. Happy Song, a kilka dni później teledysk i premiera drugiego utworu pod wdzięczną nazwą Throne. Zdecydowanie do gustu przypadła mi ta druga kompozycja. Singiel ten różni się (oczywiście na plus) od utworów zawartych na poprzednim albumie Sempiternal. Teksty stały się bardziej dojrzałe i emocjonalne, a i Olivier (wokalista zespołu) zdecydowanie poprawił swój głos. Nie mogę doczekać się nowego albumu i mam nadzieję, że będzie on utrzymany w klimatach Throne. Na koniec chciałem dodać, że mam wrażenie, że Bring Me The Horizon poszli trochę w stronę brzmień Linkin Park i 30 Second To Mars.

Major Lazer feat. Ellie Goulding & Tarrus Riley – Powerful

Jestem fanem Major Lazer, oraz Ellie Goulding, więc nie dziwne, że Powerful z gościnym udziałem Tarrusa Rileya przypadł mi do gustu. Piosenka ta, ma w sobie coś, co trudno określić, a składa się na to wiele czynników – niecodzienny bit, uroczy głos Goulding, oraz specyficzny wokal Tarrusa. Kończąc na zachwalaniu utworu, chciałem przejść do teledysku… który jest magiczny i interesujący, niczym z opowieści Stephena Kinga – według niektórych ludzi klip ten jest nudny, a moim zdaniem wręcz przeciwnie, wideo ma w sobie nutkę tajemniczości. Albumu Peace Is The Mission jeszcze w swojej kolekcji płyt nie mam, jednak niebawem zakupie i nie mogę doczekać się kolejnego wydawnictwa Major Lazer, oraz solowego materiału Ellie Goulding, która ostatnimi czasy udziela się tylko gościnnie.

Lilly Hates Roses – Mokotów

Mokotów to pierwszy singiel, polskiego duetu znanego jako Lilly Hates Roses. Jest to jeden z wielu utworów, który znalazł się na drugim albumie i bardzo mi się spodobał, jednak dostrzegam w nim małą inspirację twórczością Moniki Brodki, przez co singiel staje się mało oryginalny. Tekst, teledysk, oraz słodki głos wokalistki na duży plus. Mam małą nadzieję, że o Lilly Hates Roses usłyszy niedługo cały kraj, a nie wąskie grono słuchaczy.

Elliphant feat. Skrillex – Only Getting Younger

Koniec na dziś polskich akcentów i czas przejść do kolejnego konkretu. Elliphant poznałem stosunkowo niedawno i od razu się w niej zakochałem (muzycznie oczywiście). Artystka ma swój oryginalny styl, który wyróżnia ją na rynku muzycznym, artystka potrafi śpiewać, oraz rapować – to drugie bardziej przypada mi do gustu, stąd też mój wybór Only Getting Younger. Nie zdążyłem się jeszcze dokładnie zagłębić w twórczość artystki, jednak wiem, że niedługo wyda kolejną płytę i rozpoczynam odliczanie do premiery.

MØ – Pilgrim

Na początku głos, jak i sama osobowość Mo doprowadzały mnie do szału. Nie mogłem przekonać się do albumu No Mythologies To Follow, z czasem polubiłem Waste of Time, następnie Major Lazer wydał płytę, na której znalazł się duet z Mo, wtedy postanowiłem dać jej drugą szansę – tak właśnie pokochałem utwór Pilgrim, oraz resztę wydawnictwa. Teraz uważam, że wokalistka tworzy coś niesamowitego i jest niedoceniania na światowym rynku muzycznym, lecz pewnie z czasem się to zmieni – czego z całego serca jej życzę.

Exit mobile version