Site icon All About Music

Tego słuchamy: Utwory, których nie możecie przegapić (Tydzień 282)

Ostatni tydzień upłynął pod znakiem antyrasistowskich protestów w Stanach Zjednoczonych. Wydarzenia te w dużym stopniu miały wpływ na najnowsze wydanie Tego Słuchamy.

Nikolina Zielińska

Nina Simone – Don’t Let Me Be Misunderstood

Jej głos był tak samo silny, jak jej osobowość. Nina Simone śpiewając, roztaczała wokół siebie niesamowity nastrój.

Sam Cooke – A Change Is Gonna Come

To utwór legendarny. Czasem mam wrażenie, że nie bez powodu brakuje mi słów, żeby opisać jak wielki ładunek emocjonalny się w nim kryje. Należy on do utworów, których nie wystarczy posłuchać, trzeba go usłyszeć.

Louis Armstrong – What A Wonderful World

Piękny utwór, z którym zawsze miałam problem. Znając historię Louisa i problemy, z jakimi przyszło mu się mierzyć w czasach, w których żył, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że w tym wszystkim, gdzieś głęboko kryje się żal i smutek.

Aretha Franklin – Respect

Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że wykonanie Franklin to cover byłam niesamowicie zdziwiona. Aretha uczyniła z Respect, oryginalnie wykonywanego przez mężczyznę niesamowity kobiecy hymn, który nadal ma w sobie siłę.

Beyoncé, Kendrick Lamar – Freedom

Kolejna kompozycja z mocnym przekazem. Chociaż utwór jest nowszy niż wszystkie poprzednie wskazane przeze mnie, ma w sobie coś klasycznego.

Miłosz Musiał

Kendrick Lamar – Alright

Kilka dni temu cały świat obiegła informacja o brutalnym morderstwie czarnoskórego George’a Floyda. Po wydarzeniach z 25 maja cała Ameryka zawrzała, wskutek czego nasiliły się protesty aktywistów z każdego zakątka kuli ziemskiej. Kiedy usłyszałem o tym, co wydarzyło się w Minneapolis, przypomniałem sobie o utworze Kendricka Lamara pod tytułem Alright, który mógłby zostać ścieżką dźwiękową ruchu Black Lives Matter. Utwór traktuje o brutalnym traktowaniu afroamerykanów przez policję, a więc pasuje do zaistniałej sytuacji jak żaden inny.

Miły ATZ – Czarny Swing

Od kilku miesięcy obserwujemy pewnego rodzaju zastój na polskiej scenie hip hopowej. Albumy coraz częściej brzmią jakby były odrysowywane od kalki, a zaufani raperzy zawodzą. Miłym wyjątkiem okazał się debiutancki krążek jednego z freshmanów ostatniej edycji Młodych Wilków Popkillera. Mowa oczywiście o Miłym ATZ i jego płycie Czarny Swing, która wprowadziła do rodzimej muzyki rymowanej powiew świeżości. Dawno nie słyszałem polskiej płyty, która w takim stopniu czerpie inspiracje z brytyjskiego grime’u. Zapamiętajcie sobie ksywę tego młodego zawodnika, bo coś mi podpowiada, że zdąży on jeszcze sporo namieszać. Tymczasem polecam sprawdzić jeden z singli promujących album, czyli tytułowy Czarny Swing.

Artur Rojek – A miało być jak we śnie

Najnowszy album Artura Rojka nie należy do płyt, które znalazłyby się w czołówce mojego końcoworocznego topu. Nie oznacza to jednak, że nie znajdziemy na nim piosenek godnych uwagi. Jedną z nich jest utwór A miało być jak we śnie. Kawałek w mistrzowski sposób demaskuje bolączki życia we współczesnym społeczeństwie. Tekst przepełniony jest żalem i krytyką otaczającej nas, sztucznie kreowanej rzeczywistości. Idealny soundtrack na ponure, deszczowe dni.

Stach Bukowski – Saint-Tropez

Mimo, że kalendarzowe lato rozpocznie się dopiero za kilka dni, już teraz możemy poczuć jego namiastkę dzięki wakacyjnym singlom, którymi od kilku dobrych tygodni zalewa nas przemysł muzyczny. Do premierowych utworów, od których czuć wakacyjną aurę należy najnowszy singiel promujący debiutancką płytę Stacha Bukowskiego. Utwór, jak i przygotowany z myślą o nim teledysk emanują radosnym klimatem. Nie pozostaje nam nic innego, jak wsiąść do Czerwonego SUVa Bukowskiego i razem z jego ekipą wybrać się do słonecznego Saint-Tropez.

Pearl Jam – Jeremy

W ubiegłym tygodniu do sieci premierowo trafiła oryginalna wersja teledysku, który grupa Pearl Jam przygotowała do utworu Jeremy. „Nowa” wersja klipu robi piorunujące wrażenie i nadaje historii opowiedzianej w utworze nowego znaczenia. Przy okazji premiery wideo, odświeżyłem sobie materiał z debiutanckiego albumu Pearl Jam, który nosi tytuł Ten. To monumentalne dzieło amerykańskiego grunge’u ani trochę nie straciło na jakości pomimo upływu lat. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się zobaczyć grupę ze Seattle na żywo, a tymczasem odsyłam was do mojego ulubionego kawałka z ich pierwszej płyty.

Jakub Lachowicz

The 1975 – If You’re Too Shy (Let Me Know)

Nigdy nie byłem wielkim fanem twórczości zespołu The 1975. Szanowałem, bo jednak jest to wysokiej jakości muzyka, ale raczej na szacunku się kończyło. Ostatnio się to trochę zmieniło, ponieważ za sprawą singla If You’re Too Shy (Let Me Know) zainteresowałem się ich ostatnim albumem. To takie brytyjskie, przyjemne, niewymagające granie. Jeżeli macie ochotę się zrelaksować, to posłuchajcie perkusji w tym numerze.

Queen – Too Much Love Will Kill You

Zespół Queen powraca do mnie niczym bumerang. Nie mogę napisać, że słucham ich na co dzień, bo tak nie jest. Kiedy jednak już wpadnę, to ich płyty nie „wychodzą” mi z słuchawek tygodniami. Tak też było w ostatnim czasie. Nie wiem czy wiecie, ale w szwajcarskim Montreux nad Jeziorem Genewskim znajduje się pomnik Freddiego. Zdjęcie rzeźby zdobi okładkę albumu Made In Heaven z której wybrałem Wam na dziś wyjątkowy utwór. Nie chciałem, żeby to było coś bardzo osłuchanego, więc postanowiłem przypomnieć Too Much Love Will Kill You – z albumu, który ukazał się już po śmierci Freddiego. Wyjątkowy utwór, który napisał Freddiemu Mercury’emu jego kolega z zespołu – Brian May. Zamysł był zupełnie inny, ponieważ miała on trafić na album Miracle, ale finalnie się tam nie znalazł.

(A, zwróćcie uwagę także na repryzę, która znalazła się na Made in Heaven! To utwór nie na każdą okazję, ale jeżeli jeszcze nie znacie, to koniecznie nadróbcie. 22 minuty piękna.)

Santana – The Game of Love (feat. Michelle Branch)

Nie wierzę w sny, ale ostatnio przyśnił mi się Carlos Santana. Może jestem ignorantem, ale nie wiem jak teraz wygląda i co robi. Wiem za to, że od zawsze miał dobrego czuja do duetów. W 1999 roku ukazał się album, który był dla niego przełomowy. Płyta nosiła tytuł Supernatural, a tam m.in duet z grupą Mana, Ericiem Claptonem, Robem Thomasem, Dido czy też z ówcześnie debiutującą, młodą amerykanką Michelle Branch. Państwu tak dobrze się razem współpracowało że kilka lat później postanowili to zrobić raz jeszcze i nagrali utwór Game of Love. Bardzo uspokajające, idealne jeżeli macie gorszy dzień lub chcecie sprawić, żeby był on po prostu lepszy.

Harry Styles – Watermelon Sugar

Zastanawiam się jak będzie wyglądało nadchodzące lato. Czego będziemy słuchać w radiu, kiedy wsiądziemy do nagrzanego samochodu, co będzie grało na plażach, nad jeziorami… Piosenki, które teraz się pojawiają mają duże szanse na tytuł przeboju lata, więc warto mieć uszy szeroko otwarte na nowości. Jedną z propozycji jest Watermelon Sugar, które zostało wydane jeszcze przed premierą całego albumu Harrego, ale teraz wróciło jako singiel. Posłuchajcie, wyobraźcie sobie przyjemną, wakacyjną sytuację. Będzie dobrze!

Kora – Wyjątkowo Zimny Maj

Kora znów miesza mi w głowie. Wróciłem do jej solowych albumów. Pamiętacie Ja Pana W Podróż Zabiorę z piosenkami z repertuaru Kabaretu Starszych Panów? Albo Bella Pupa z Maciejem Maleńczukiem? Było też bardziej rockowo – Ping-Pong z 2011 roku. Pojawiło się też kiedyś coś bardzo dziwnego. Kora Ola Ola!, czyli piosenki Kory i Maanamu w wersjach latino. Wśród utworów znalazło się miejsce dla Wyjątkowo Zimnego Maja, które w tej wersji nie brzmi tak mrocznie i tak smutnie jak w oryginale. Posłuchajcie, uśmiechnijcie się, (zimny) maj za nami.

Exit mobile version