Poniedziałkowe wydanie rubryki Tego Słuchamy tym razem trafiło w ręce Zuzanny, Dominiki oraz Michała. Nasi redaktorzy przygotowali dla Was łącznie piętnaście kompozycji, które zawładnęły ich playlistami. Sprawdźcie je koniecznie!
Mariah Carey – The Star
Nie ma drugiej takiej gwiazdy, która tak mocno kojarzyłaby mi się ze świętami Bożego Narodzenia. Mariah Carey nie dość, że wydała dwa albumy inspirowane tym czasem, to jeszcze wylansowała jeden z największych „christmasowych” przebojów w historii. Jej nowość, The Star (numer powstał na potrzeby bajki noszącej ten sam tytuł), sukcesu All I Want For Christmas Is You nie powtórzy, ale cieszy moje uszy. Mariah brzmi wspaniale a całość jest ładną balladą przywodzącą mi na myśl lata 90. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebuję. Miła odmiana po „carey’owych” niewypałach ostatnich lat.
MGMT – Little Dark Age
Duet znany z hitów Electric Feel i Kids wyda w 2018 roku nowy album. Zapowiada go singiel, który po prostu musiał ukazać się w czasie poprzedzającym Halloween. Little Dark Age jest utworem łączącym wpływy indie rocka z synthpopem. Nad całością unosi się delikatny zapach gothic, a towarzyszące wyrazistemu, wibrującemu podkładowi wokale są niesamowicie puste, mechaniczne, zdehumanizowane. Pierwsza od 2013 roku nowość od MGMT szybko stała się jednym z moich ulubionych utworów 2017 roku. Oby tak dalej.
The Tallest Man on Earth – East Virginia
Szwedzki indie folkowy wykonawca nawiązał współpracę z amerykańską instrumentalną grupą, łączącą w swojej twórczości pop i muzykę klasyczną. Efektem jest epka, na której znajduje się polecany przeze mnie cover – East Virginia z repertuaru Joan Baez (1960 rok). Wersja Szweda jest bardziej szorstka, choć podobnie melancholijna i pełna tęsknoty. Wykonanie The Tallest Man on Earth przypomina za to śpiew Leonarda Cohena z lat 70.
Jake Bugg – Burn Alone
Można narzekać, że nowe piosenki Brytyjczyka z gitarą nie zachwycają tak jak te z jego dwóch pierwszych płyt, ale i na kolejnych wydawnictwach trafiają się perełki. Na Hearts That Strain najbardziej urzekło mnie żywiołowe, inspirowane rockabilly Burn Alone, w którym gościnnie na elektrycznej gitarze zagrał sam Dan Auerbach.
Ed Sheeran – Supermarket Flowers
Chociaż daleko mi do osoby zachwycającej się Edem Sheeranem, kilka nagrań w jego dyskografii naprawdę mnie poruszyło. Jednym z nich jest przesiąknięte smutkiem Supermarket Flowers, poruszające przygnębiający temat – Brytyjczyk śpiewa o śmierci bliskiej osoby.
Tune – Sky High
W końcu grupa Tune powraca z nowym albumem! Sky High jest pierwszym singlem zapowiadającym krążek zatytułowany III. Nie jest już tym samym progresywnym rockiem, jaki zespół prezentował kilka lat temu. Zdecydowanie bliżej mu do brzmień drugiego albumu Identity. Aż ciekawość zżera, co pojawi się już w grudniu na najnowszym wydawnictwie łódzkiej grupy.
Ed Sheeran – Lego House
Kiedy automatyczne wybieranie utworów na Youtube zaczyna krążyć po różnych gatunkach muzyki, nagle wpadają takie utwory jak ten. Właśnie wtedy przypomniało mi się jak delikatny, a tym samym piękny jest utwór Lego House. Może i nie jest to ten Ed Sheeran, którego teraz miliony kochają za kompozycje jak Shape of You czy Castle On The Hill. Ale właśnie tylko tego potrzeba do piękna muzyki. Zwykłej gitary, subtelnego rytmu i wokalu oraz wrażliwości Sheerana.
30 Seconds To Mars – Walk on Water
Mimo że ten utwór powoli zaczyna przejadać się, dzięki częstotliwości z jaką pojawia się na każdej radiostacji, to jest jednym z tych, dzięki którym czekamy na nowe płyty. Jak ważne jest to, aby pierwszy singiel zapowiadający wydawnictwa wpadał w ucho. Drużynie Marsów jak zwykle ta sztuka się udała, a dzięki ich muzyce możemy właśnie chodzić po wodzie.
U2 – You’re The Best Thing About Me
Z grupą U2 jest trochę jak z Nickelback, jedni ich kochają, drudzy nienawidzą. Ja zaliczam się zdecydowanie do tej pierwszej grupy. Pomimo tego, że obecnie muzyka jaką tworzą nie wyróżnia się niczym szczególnym to nadal potrafią stworzyć coś, czego chce się słuchać. Tak więc, singiel jest, płyta w drodze…. To kiedy w końcu ten koncert w Polsce?
Greta Van Fleet – Highway Tune
Czyżby to powrót Led Zeppelin? Nie! To całkiem młody i bardzo dobrze zapowiadający się amerykański band. Trzeba przyznać, że brzmienie jakie prezentują niczym nie odbiega od tego, co lata temu prezentowała nam grupa w składzie Jimmy Page, Robert Plant, John Bonham oraz John Paul Jones. Tylko czekać aż zespół zacznie podbijać światowe festiwale, a tęskniący za muzyką sprzed lat fani, licznie zgromadzą się pod największymi scenami.
Harry Styles – Sweet Creature
Moje dzisiejsze zestawienie jest mieszanką wielu stylów i inspiracji, które towarzyszyły mi przez ostatnie kilka tygodni. Na początek muszę jednak uderzyć się w pierś, gdyż pierwsza propozycja była przeze mnie omijana szerokim łukiem przez długi czas, a wszystko to za sprawą duchów przeszłości towarzyszących Harry’emu Stylesowi. Mając w głowie udział w projekcie One Direction, od razu spisałem na straty jego solowy debiut fonograficzny. Na szczęście mój instynkt muzyczny kazał mi wrócić do tego albumu, no i zaczęło się klasyczne zapętlenie.
Grzegorz Hyży – O Pani!
Tutaj bardzo podobna historia do powyższej, choć bez tak stanowczego happy endu. Utwór O Pani! poznałem słuchając… jego coveru na YouTube, a dopiero potem trafiłem na oryginał. Wywołał on u mnie niespodziewaną salwę radości, co było dość dziwne, gdyż raczej nie gustuję w tego typu twórczości. Cała płyta Hyżego jest co najwyżej średnia, ale ten jeden utwór brutalnie wwiercił się w moją pamięć długotrwałą. Ale to dobrze – wszak to całkiem przyjemny utwór.
Immortal Onion – When a Dog Poops on Your Carpet
Płynne przejście od popu do jazzu mogłoby normalnie sprawić trochę problemu, ale w tym przypadku zadanie jest o tyle ułatwione, że Immortal Onion nie grają stricte jazzowo. Ich styl jest bardzo charakterystyczny, więc wpychanie na siłę w którąś z marketowych szufladek byłoby nieodpowiedzialne. Tego po prostu trzeba posłuchać, aby poczuć jak trójka młodziaków stara się oswoić gatunek, który dla wielu jest wręcz mistycznym. To trochę czuć w proponowanym przeze mnie utworze, jednak z drugiej strony jest to tylko wyjęty z kontekstu fragment większej całości. Polecam odsłuch płyty Ocelot of Salvation od A do Z.
Catfish and the Bottleman – 7
Pora na rozluźnienie atmosfery lekkim, indie rockowym brzdąkaniem. Co prawda krążek The Ride, z którego pochodzi Siódemka, ma już przeszło dwa lata, lecz od czasu do czasu zdarza mi się do niego wrócić. Jest to bardzo nienachalna propozycja na te długie, jesienno-zimowe wieczory, kiedy między robieniem sprawozdania a dłubaniem w projekcie, poszukuje się chwili wytchnienia.
Daria Zawiałow – Na Skróty
Na koniec mały powrót do popu. Choć nie jestem wielkim fanem twórczości Darii Zawiałow, to bardzo szanuję talent i w jej dyskografii zdarzają się wyjątki, które wpadają mi w ucho. Na Skróty nie jest bynajmniej drogą na skróty, bo choć jest to prosta kompozycja, to właśnie w tym tkwi jej cały urok. Delikatna gitara, niezobowiązujący bit i przyjemny wokal, to połączenie idealne.

