
Sam Smith – Pray
Nowy album Brytyjczyka zbliża się wielkim krokami, a singiel Pray pokazuje, że naprawdę warto na niego czekać. Klimatyczna, niezwykle emocjonalna ballada, od którego ciężko się oderwać. Z pięknym, gospelowym refrenem. Współpraca ze słynnym Timbalandem sprawiła, że Pray zyskało także lekkiego, ale bardzo przyjemnego brzmienia R&B. Super.
Demi Lovato – Sorry Not Sorry (VEVO x Demi Lovato)
Występ nagrany specjalnie dla VEVO idealnie pokazuje, jak wiele może zyskać utwór w wersji na żywo. Wykorzystanie kilkuosobowego chóru było strzałem w dziesiątkę i sprawiło, że Sorry Not Sorry zabrzmiało kompletnie inaczej. O wiele lepiej. Piosenka nabrała gospelowego klimatu, do którego od zawsze mam słabość. Studyjna wersja utworu może już dla mnie nie istnieć.
Aly & AJ – Take Me
O tym duecie sióstr od dawna nie było głośno. Alyson i Amanda Joy Michalka, które zaczynały swoje kariery pod banderą Disneya, zniknęły na wiele lat ze świata muzyki. W pewnym momencie zmieniły nazwę zespołu oraz próbowały powrócić, ale nic z tego nie wyszło. W końcu zaprezentowały nowy singiel i zaskoczyły brzmieniem. Take Me to udana synthpopowa kompozycja, wyjęta wprost z lat osiemdziesiątych. Furory na listach przebojów nie zrobi, ale naprawdę warto jej posłuchać.
Camila Cabello – Havana (feat. Young Thug)
Jeden z najciekawszych singli tego roku. Cabello postawiła na karierę solową i pożegnała się z zespołem Fifth Harmony. Decyzja okazała się jak najbardziej słuszna, nawet pomimo słabego pierwszego solowego singla Crying in the Club. Szybko okazało się, że słuchaczom o wiele bardziej podoba się Camila w latynoskich klimatach, a Havana zyskuje ogromną popularność na całym świecie. Obok tak chwytliwego refrenu po prostu ciężko przejść obojętnie.
Jessie Ware – Selfish Love
Kolejny tegoroczny utwór utrzymany w lekkim, latynoskim klimacie. Wszystkie zaprezentowane przez Ware nowe single pokazują, że jej nadchodzący krążek Glasshouse może być jednym z najciekawszych wydawnictw jesieni. Minimalistyczne Selfish Love czaruje sensualnym brzmieniem i przypomina nieco eleganckie kompozycje z repertuaru słynnej Sade.
Ariel Pink – Feels Like Heaven
Długo nowy singiel amerykańskiego muzyka spędzał mi sen z powiek. Towarzyszyły mi myśli, że już to gdzieś słyszałam. Odpowiedzi postanowiłam szukać w latach 80., bo utwór artysty czerpie z nich pełnymi garściami. Okazało się, że nagranie Ariel Pink bazuje na pomyśle (Feels Like) Heaven szkockiego one-hit-wonder Fiction Factory. Nie jest to jednak cover, ale niezwykle relaksujący, bujający w obłokach z cukrowej waty remake.
Mój wrzesień, mimo wielu ciekawych płytowych premier, należał jednak do Leonarda Cohena i jego pierwszych pięciu studyjnych płyt. Resztę swojego „antenowego czasu” postanowiłam poświęcić właśnie jego twórczości:
Leonard Cohen – Master Song
Nagranie z debiutanckiej (wkrótce 50-letniej!) płyty kanadyjskiego poety i barda zachwyca mnie mroczniejszym klimatem, kontrolowanym dramatyzmem i dodającym całości klasy smyczkami, wyraźniej zaznaczającymi swą obecność w drugiej części nagrania.
Leonard Cohen – Bird on the Wire
To jedna z tych kompozycji, które zna się od lat, ale dopiero przy setnym podejściu coś się w człowieku odblokowuje i jest on w stanie przyznać, że przez te trzy minuty jej trwania coś się w nim zmieniło. Nie umiem tego inaczej opisać, wytłumaczyć. Cohen w piękny sposób śpiewa o byciu wolnym. Nadal nie jest znakomitym wokalistą, ale wspomniana doskonałość wynika z jego wczuwania się w atmosferę i śpiewania sercem.
Leonard Cohen – Diamonds in the Mine
Najżywsze nagranie na trzecim albumie Leonarda Cohena Songs of Love and Hate. Diamonds in the Mine jest piosenką zawierającą inspiracje country. Pojawiają się w niej słynne kobiece wokale, które towarzyszą rozgniewanemu, wręcz agresywnemu i zapitemu artyście.
Leonard Cohen – Famous Blue Raincoat
Bardzo spokojne, wręcz senne (It’s four in the morning śpiewa artysta) nagranie. Do tego bardzo melancholijne. Famous Blue Raincoat jest listem kierowanym do mężczyzny, z którego żoną podmiot liryczny miał romans. Samo wykonanie piosenki jest tak smutne, że za każdym razem udziela mi się grobowy nastrój.
Foo Fighters – La Dee Da
Moją część dzisiejszego zestawienia zaczynam mocnym rockowym akcentem. Ostatnio zasłuchuję się w najnowszej płycie Foo Fighters i coraz bardziej się do niej przekonuję. Dziewiąta płyta w dorobku zespołu niewątpliwie jest udanym wydawnictwem. A La Dee Da to świetna, energiczna kompozycja, która może przydać się na rozbudzenie po weekendzie!
The Killers – The Man
Pozostając w rockowych klimatach przenosimy się do niedawno wydanego albumu od The Killers. The Man z płyty Wonderful Wonderful to zdecydowanie mój ulubiony utwór – przebojowy i ciekawy. To on zachęcił mnie do przesłuchania całego nowego wydawnictwa i to on sprawił, że będę wracała do niego częściej.
Beck – Dear Life
Ta piosenka przekonała mnie z kolei prostotą, tekstem i spokojnym klimatem – przyjemnie się tego słucha. Nigdy nie byłam szczególną fanką Becka, ale chyba właśnie mnie do siebie przekonał. Dear Life to kompozycja, która gości u mnie w słuchawkach ostatnio zdecydowanie najczęściej.
Macklemore – Ain’t Gonna Die Tonight (ft. Eric Nally)
Ain’t Gonna Die Tonight to piosenka otwierająca najnowszy, solowy krążek rapera. Na pewno kojarzycie charyzmatycznego wokalistę z Downtown – Macklemore ponownie zaprosił Erica do współpracy. I powstała genialna, żywa, energiczna piosenka, która poprawia humor, motywuje i wywołuje uśmiech na twarzy. Sprawdźcie sami!
Mery Spolsky – Liczydło
Wracamy na nasze podwórko. Mery Spolsky to jedna z najbardziej obiecujących, intrygujących i oryginalnych debiutantek ostatnich lat na polskiej scenie muzycznej. Artystka niedawno wydała pierwszy album Miło Było Pana Poznać – wielu artystów byłoby dumnych z takiego spójnego i przemyślanego debiutu. Moje serce skradła szczególnie piosenka Liczydło!

