Zespół charakterystyczny, który można albo uwielbiać albo totalnie nie trawić, który w ciągu ostatnich sześciu lat podbił polską scenę muzyczną (nie tylko metalową) i został nagrodzony Fryderykiem, właśnie wydał nowy album. Tym razem Nocny Kochanek zaprezentował nam projekt, jakiego jeszcze nie było! Czy Stosunki Międzynarodowe mają szansę zyskać miano kultowych, jak chociażby Zdrajcy Metalu?
O Nocnym Kochanku zrobiło się głośno razem z jego studyjnym debiutem, czyli płytą Hewi Metal, która dała mi zupełnie nowe spojrzenie na muzykę metalową i jej odmiany. Świetne, ciężkie brzmienie, genialne riffy, wciągający głos Krzyśka Sokołowskiego i te tak bardzo na pierwszy słuch nietypowe, ale błyskotliwe teksty, że na początku sama nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. No ale totalnie wciągnęło przy Zdrajcach Metalu, by trzymać i nie puszczać przez całą Randkę w Ciemność, zwłaszcza, że piosenki od razu skojarzyły mi się z legendami gatunku, czyli np. AC/DC, Scorpionsami, Iron Maiden, czy Judas Priest.
Wiem, że grupa od samego początku wzbudza dużo emocji – dla jednych jest czymś zupełnie nowym, świeżym spojrzeniem na polski heavy-metal, dla innych zaś to coś jak disco-polo, tylko ubrane w otoczkę ciężkiego brzmienia. Ja zawsze traktowałam zespół jako mega ciekawy eksperyment, który nie dość, że tworzy świetną muzykę, to jeszcze jest w stanie krytycznym okiem, z dużą ilością świetnego humoru, przedstawić świat heavy-metalu w krzywym zwierciadle, uwypuklić krążące na jego temat stereotypy i zrobić z tego nagradzaną muzykę (Fryderyk w kategorii Album roku – metal za Randkę w Ciemność). Co ciekawe, najpewniej ze względu na odważne i bezkompromisowe teksty, grupa nie jest grana w popularnych stacjach radiowych (jeśli już gdzieś słychać kawałki Nocnego Kochanka, to w Antyradiu, gdzie kilka razy udało mi się na nie trafić) – nie przeszkadza to jednak, by ta podbijała listy sprzedaży płyt.
Jak tylko Panowie ogłosili, że nadchodzi ich najnowszy, czwarty album studyjny, było wiadomo, że nie będziemy mieli do czynienia z czymś typowym. Tak oto dostaliśmy projekt, zatytułowany Stosunki Międzynarodowe, czyli zestaw dziewięciu coverów klasycznych kawałków najbardziej znanych zespołów grających heavy-metal bądź muzykę z jego pogranicza. Nie są to jednak typowe interpretacje, gdyż słyszymy w nich polskie teksty autorstwa Krzyśka, które jednak nie są dosłownymi tłumaczeniami. Wokalista Nocnego Kochanka z wykształcenia jest anglistą, nic więc dziwnego, że był w stanie świetnie odnieść się do oryginalnych wersów, ale przy tym, jak było obiecane, zachować specyfikę naszego języka, zależności kulturowe i charakterystyczny, żartobliwy styl zespołu.
Album otwiera świetny Piorun, czyli polskie spojrzenie na kultowy kawałek Thunderstruck AC/DC – tekst został genialnie przełożony na nasz język. Za każdym razem jak słucham tej piosenki uśmiech nie schodzi mi z twarzy, bo z jednej strony wiem, że bardzo dobrze znam ten numer, z drugiej mam wrażenie, jakbym słuchała czegoś zupełnie innego, nowego. Fajnie, że ten charakterystyczny zakrzyk ‘Thunder’, czyli tutaj ‘Piorun’ brzmi bardziej mrocznie od oryginału – po tym od razu wyczuwa się ducha Nocnego Kochanka. No i wokal Krzyśka – nie naśladuje, ale po mistrzowsku oddaje manierę Briana Johnsona. Jeśli chodzi o śpiew, to warto też zwrócić uwagę na Aleję Akacjową 22, gdzie lider zespołu podołał trudnemu zadaniu, jakim zdecydowanie jest, próba odwzorowania sposobu śpiewania, opowiadania muzycznych historii w stylu Bruce’a Dickinsona. To jednak co innego brzmieć jak ten muzyk na swoich własnych płytach, a co innego odnaleźć się w jego piosence i to jeszcze z pierwszej płyty Iron Maiden, na której się pojawił. Jestem pod ogromnym wrażeniem.
Najmocniejszą pozycją na płycie jest dla mnie Pan Od Tortur (czyli Mr. Torture Helloween). Piosenka brzmi genialnie, wokal Krzyśka pasuje mi dużo lepiej od Andi Derisa, a tekstowo lider Nocnego Kochanka stworzył totalnie wciągającą opowieść o tytułowym Panie – numer ciągle gra na moich słuchawkach. To samo dotyczy piosenki Daj Mi Siebie, czyli dla mnie niemal nowej wersji Whole Lotta Love Led Zeppelin. Pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy, kiedy usłyszałam ten numer? Odważnie tak wziąć się za klasyk i pokazać, że może muzycznie jest genialny, ale jednak jego tekst już taki wybitny nie jest. Jeśli chodzi o warstwę muzyczną – w ucho rzuca się przede wszystkim charakterystyczny riff, który słychać w intro Whole Lotta Love, a który w Daj Mi Siebie nabrał jeszcze bardziej metalowego charakteru. Jednym słowem – zinterpretować tak legendarny utwór po swojemu, w taki sposób, że słuchacz wie, czego słucha, ale czuje też, jakby miał do czynienia z czymś nowym, to jest bardzo duża umiejętność.
Stosunki Międzynarodowe przypomniały mi dwa kultowe kawałki – o ile jeszcze Turbo Lover Judas Priest dość często można usłyszeć w radio, tak Animal (Fuck Like A Beast) już niekoniecznie (szkoda, bo to naprawdę świetna piosenka, z genialnym refrenem). W wykonaniu zespołu piosenki nabrały nowego życia, bo już chociażby śpiew w Turbo Kochasiu kojarzy mi się bardziej z Dickinsonem niż Robem Halfordem. Rżnę Się Jak Zwierz jest za to tak bardzo w stylu Nocnego Kochanka, że na spokojnie ktoś, kto nie zna oryginału, ale zna dokonania zespołu, mógłby go określić jako jeden z jego numerów.
Dopiero słysząc Lick It Up zespołu Kiss z polskim tekstem dotarło do mnie, jaka to jest zboczona piosenka! Muzycznie mam wrażenie, że ten numer, czyli tu Liźnij Go, w wykonaniu zespołu brzmi nieco ciężej od oryginału, który przecież promował pierwszy album Kiss podczas ery “bez makijażu”.
Do słabszych momentów zaliczyłabym podejścia do Aerosmith, czyli Rób Mi Tak i Guns N’ Roses, czyli Nocny Pociąg. Polskojęzyczne wersje Walk This Way i Nightrain nie przypadły mi do gustu, ale wynika to tylko i wyłącznie z tego, że nie jestem fanką oryginałów. No ale jednak Nocny Kochanek mnie do nich nie przekonał.
Stosunki Międzynarodowe zainteresowały mnie już od wypuszczenia pierwszego singla, czyli kawałka Piorun. Na każdą kolejną udostępnioną piosenkę natychmiast rzucałam się jak wściekła, powoli chyba rozumiejąc też, dlaczego zespół zdecydował się w ogóle coś takiego stworzyć. Już przy ogłoszeniu premiery płyty, grupa wyraźnie napisała, że ze względu na kontrowersyjne teksty, ich muzyka nie jest grana przez duże, topowe (żadne?) stacje radiowe. Tym samym rozgłośniom nie przeszkadza jednak puszczanie numerów, których warstwa liryczna nie grzeszy grzecznością i poprawnością, a które śpiewane są w innym niż nasz rodzimy języku. Ktoś powie, że na tym polega rock and roll? Jeśli tak, to dlaczego polskich artystów z odważnymi, prześmiewczymi tekstami w radio nie ma?
Nocny Kochanek swoją najnowszą płytą skutecznie obnaża tą hipokryzję, pokazując, o czym śpiewają największe światowe gwiazdy heavy-metalu, rocka i metalu w swoich najpopularniejszych przebojach. Nagle okazuje się, że numery te w polskiej wersji niewiele różnią się od tego, co w swoich kawałkach zawiera Nocny Kochanek – czy w takim razie miałyby one szansę zaistnieć w naszych rodzimych rozgłośniach radiowych? To pytanie towarzyszyło mi przez całą płytę i pojawia się za każdym razem, gdy wracam do wybranych kompozycji. Język angielski traktowany jest w tym przypadku jako jakiś niedostępny szyfr, którego ludzie nie rozumieją, co w dzisiejszych czasach jest totalnie nieprawdą. Dlatego właśnie tak bardzo podoba mi się ta płyta – to żaden cover czy tribute album, tylko projekt, który ma pokazać bardzo konkretną sprawę. Piosenki wpadają w ucho – no bo są znane, chce się ich słuchać, bo polskie teksty stanowią ogromną ciekawostkę. Do tego dochodzi ważna kwestia, którą porusza sam w sobie, całościowo jako projekt. Stosunkami Międzynarodowymi Nocny Kochanek dobitnie mi pokazał, że nieprzypadkowo znalazł się na polskiej scenie, a za ich prześmiewczym stylem bycia kryje się bystrość i konkretny pomysł na siebie.
