Fani Taco Hemingwaya już od lipca musieli przebierać nogami z niecierpliwości. Pewnego rodzaju tradycją stało się bowiem wydawanie przez rapera płyt właśnie w siódmym miesiącu roku. W 2017 dostaliśmy Szprycer, który zebrał bardzo podzielone opinie. Nie inaczej było z wydaną w 2018 roku Cafe Belga. Rok temu natomiast lipiec dał nam – w mojej opinii bardzo udany – lekki album POCZTÓWKA Z WWA, LATO ’19. Tym razem artysta musiał trochę dłużej przetrzymać swoich słuchaczy, tłumacząc, że na nowy projekt potrzebuje odrobinę więcej czasu. Ale nie zostawił nas z niczym – w sieci pojawiło się POLSKIE TANGO, a następnie Michael Essien Birthday Party. Jak się okazało, utwory to single zapowiadające kolejno dwa wydawnictwa: Jarmark i Europę. Już niedługo Polska – zapewne – oszaleje na punkcie tego drugiego krążka, którego premierę zaplanowano na 4 września. Ale zanim to nastąpi, warto wsłuchać się w Jarmark, który wywołał w słuchaczach – i to nie tylko tych, będących wiernymi fanami Hemingwaya – wielką ekscytację. W samym raperze chyba także, bo płyta ujrzała światło dzienne tydzień wcześniej, niż pierwotnie miała.
Ktoś wywołał mnie, bym pisał teksty polityczne? Nie, dziękuję. Wolę pisać o sobie.
rapował Taco Hemingway 4 lata temu w utworze Wosk
Jarmark pokazuje jednak, że raper ma dość już bycia głosem pokolenia, które nie ma nic do powiedzenia i na nowej płycie jest bardzo bezpośredni. Ogromnym zaskoczeniem było wydane 2 dni przed wyborami prezydenckimi POLSKIE TANGO, które muzycznie przypomina mi o kompozycjach sprzed Szprycera, za to lirycznie pozostawia z otwartą buzią. To najmocniejszy punkt całego wydawnictwa i jedyny wprost poruszający kwestie czysto polityczne. Co nie znaczy, że cała reszta wypada słabo.
Jarmark to płyta, która w 9 utworach połączonych trzema łańcuchami zamyka istotne, jeśli nie najistotniejsze, problemy współczesnego polskiego społeczeństwa. O ile często przykładałam dużą wagę w nagraniach Taco do warstwy muzycznej, tak na jego najnowszym albumie nie jestem w stanie postawić jej na równi z tekstową. Nawet jeśli brzmieniowo nie wszystkie produkcje mnie zachwycają, uważam, że to właśnie słowa są tutaj najważniejsze i nadrabiają wszelkie braki. Funkcję prologu pełni Łańcuch I: Kiosk, natomiast zakończenia Łańcuch III: Korpo. W połowie płyty przerywnikiem jest Łańcuch II: Korek. Wszystkie te części są swego rodzaju narracją płyty, a każdą z nich uzupełnia swoim śpiewem Artur Rojek. Wokal artysty zdecydowanie dodaje im charakterystycznego klimatu. Warto też docenić udział Tomasza Knapika w tych nagraniach.
Zasadnicza część wydawnictwa to jednak te 9 pozostałych piosenek. Pozytywne wrażenie zrobiło na mnie Panie, to Wyście! dobrze wskazujące na problem podziału w społeczeństwie, jednocześnie cechujące się wpadającym w ucho, melancholijnym refrenem, którego śpiewane wersy przerywane są agresywnymi wstawkami, przypominającymi po prostu wycinki z rozmowy. Do moich lirycznych faworytów zaliczam także Dwuzłotówki Dancing, prawiący o pewnych sprzecznościach działalności Kościoła z faktyczną wiarą, oraz W.N.P. – nagranie o wpływie pornografii na postrzeganie kobiet. Oklaski należą się także za 1990s Utopia, będące genialnym dialogiem na temat małżeństwa – drugą stronę związku odegrała tu Kacha Kowalczyk. Utwór swoim lekkim podkładem nawiązuje muzycznie do lat 90. Moim absolutnym faworytem jest jednak Szczękościsk oparty na niebanalnym basowym bicie – to jedna z moich ulubionych pozycji w całej dyskografii Taco.
Poza tym mamy tu także POL Smoke dotyczące uzależnienia od narkotyków oraz wkręcającą Influenzę krytykującą celebrytów-influencerów. W tym drugim nagraniu Hemingwayowi towarzyszy Gruby Mieltzky. Choć trudno na tej płycie wskazać typowo złą pozycję, najmniej ze wszystkich przypadło mi do gustu przepełnione autotunem Nie Mam Czasu.
Czytałam wiele opinii na temat Jarmarku – tuż po premierze internet wrzał od kolejnych komentarzy. Zauważyłam, że to co najczęściej było autorowi zarzucane to fakt, iż na płycie Taco Hemingway nie przedstawia nic odkrywczego – pisano, że to po prostu właściwie oczywiste obserwacje życia w Polsce; że raper nie daje też żadnych złotych rad, jak rozwiązać problemy, o których wspomina; że na tym wydawnictwie jest wszystko, co już wiemy; że jest overrated. Nie powiem, że zupełnie nie zgadzam się z tymi opiniami – może i nie są to żadne nowości, a sam artysta Ameryki nie odkrywa. Ale bardzo cieszę się, że ta płyta powstała. Cieszy mnie, że wszystkie te kwestie zostały zebrane tutaj, a nie rozsypane po wielu albumach, gdzie mogłyby pozostać niezauważone. Zważywszy na popularność Taco Hemingwaya, wydaje mi się, iż ta pozycja może być bardzo wpływowa dla wielu młodych osób. Na to liczę.

