Site icon All About Music

Sztuka muzycznego alter ego. bryska – jestem bryska, 2021 (recenzja)

Kiedy ktoś w branży muzycznej staje się niesamowicie popularny, znajdą się tacy, którzy będą chcieli skorzystać z jego, bądź jej przepisu na sukces. Na szczęście są również tacy artyści, którzy nie skorzystają z niego ślepo, a będą chcieli zrobić coś więcej. Artystka znana nam jako bryska jest idealnym przykład na to, że tworząc typową dla swojego czasu muzykę pop, można całkiem efektowanie pobawić się swoim wizerunkiem.

bryska to polska wokalistka, o której tożsamości nie wiadomo praktycznie nic, oprócz tego, że ma na imię Gabriela, ma 20 lat, a jej kariera zaczęła się wiosną tego roku. By tego mało, nie wiemy też do końca jak na co dzień wygląda artystka, ponieważ ta początkowo nie pokazywała swojej twarzy, skrzętnie ukrywając pod różową peruką. To chyba pierwszy taki przypadek na polskim rynku, kiedy to artysta na starcie swojej muzycznej przygody dąży do stworzenia swojego scenicznego alter ego. Tym bardziej byłem ciekaw tego, co bryska może mieć muzycznie do powiedzenia. Jednak czy cała ta otoczka wypełniona sukcesami, jak popularność zremiksowanej wersji utworu lato (pocałuj mnie), oraz ukrywanie się za różowym włosem to dodatek do dobrej muzyki, czy sposób na ubogacenie bardzo przeciętnych melodii?

jestem bryska to album, któremu udało się pożenić ze sobą bardzo skrajne dwa style w polskiej muzyce pop. Z jednej strony silny elektroniczny bit i kolorowy styl bycia Margaret, z drugiej zaś delikatność opakowana w nierzadko zawadiackie teksty oraz styl śpiewania sanah. I tak jak w przypadku typowej młodej wokalistki nie byłoby to porównanie szczególnie zaskakujące, tak w przypadku bryskiej jest to pewna wada. Gdyby bryska od początku „reklamowała” swoją muzykę własną twarzą, zdecydowanie łatwiej byłoby utożsamić jej numery z nią samą. Zatem porównanie do Margaret i sanah jest próbą odnalezienia kto mógłby wykonywać tego utwory, jednocześnie odsuwając mnie od poznania bryskiej, której wizerunku nie jest jeszcze tym, czym może być w przyszłości.

Niemniej jestem bryska to bardzo przyjemne dwadzieścia parę minut popowej muzyki, której nie można niczego szczególnie złego zarzucić. Melodie są przyjemne, zaś liryka autorki spokojnie można zaliczyć do tych lepszych, choć nie najlepszych. Tak jak na początku jestem bryska dawała mi nadzieję na coś fajnego i innego, tak im dalej w piosenki, tym kraina bryskiej zamieniała się w coś, co sanah wymyśliła sobie już kilkanaście miesięcy temu, i to z sukcesami. Nawet nie będąc muzycznym laikiem, nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że to jeszcze bardziej szałowe i elektroniczne wcielenie sanah, niestety.

Czysto muzycznie, jestem bryska to bardzo sympatyczne oblicze dość klasycznego elektronicznego popu, którego produkcja jest absolutnie wyśmienita, choć nie da się ukryć, że drzemie w niej potencjał na coś jeszcze lepszego. Do tej udanej pary należą też teksty piosenek, które bardzo zgrabnie balansują między klasycznym pisaniem o miłosnych uczuciach, a dystansem do siebie i do w zasadzie bardzo absurdalnej relacji słuchacz-artysta.

Dlatego też nie będzie zaskoczeniem gdy powiem, że najbardziej do gustu przypadła mi piosenka tytułowa, czyli jestem bryska. Świetnie wykreowany utwór, od ostrej melodii, po uroczo zadziorny tekst – uwielbiam. W podobnym tonie utrzymane są BFF i neonowe laczki, które również mogę polecić. Jednak bryska to nie tylko heheszki, bo ta potrafi też śpiewać o problemach związanych ze swoich stanem psychicznym, o czym śpiewa przy okazji utworu panika, czy nagłos. Natomiast w starciu lato (pocałuj mnie) zdecydowanie wygrywa wersja klasyczna – romantyczna, nostalgiczna i rzeczywiście jak Lana Del Rey.

bryska i jej winylowy debiut jestem bryska to niezwykle kolorowa i przyjemna propozycja w aktualnym świecie polskiej radiowej muzyki. Choć bryska ma przed sobą jeszcze parę lat muzycznych doświadczeń, już dziś może pochwalić się czymś, co po prostu może sprawić komuś przyjemność. Na artystyczne szlify i szukanie swojej muzycznej tożsamości przyjdzie jeszcze czas.

Exit mobile version