Minęły 3 miesiące od momentu, kiedy na rynek muzyczny trafiła debiutancka EPka znanego duetu Superfruit (2/4 składu Pentatonix). Jej poziom pozostawiał wiele do życzenia, choć jak na pierwsze obcowanie z prawdziwą muzyką nie było źle. Chłopaki: Mitch i Scott ciężko pracowali przez te niecałe 80 dni i doszlifowywali materiał na drugi mini-album, który tworzy całość z jego poprzednikiem. Jak tym razem oceniam pracę Superfruit?
Drugi mini-album został zatytułowany po prostu Future Friends – Part Two. Przypomnijmy, że jego pierwsza część, która trafiła do obiegu 30 czerwca, nie była idealna. Na całej linii zawiodła nie tylko produkcja, ale także wokale chłopaków, którzy pomimo kilkuletniej współpracy, wzajemnie się przekrzykiwali i walczyli z dość głośną i jednostajną muzyką. Future Friends – Part One balansowało na granicy synthpopu, popu i dance’u. Końcówka mini-albumu, na tle całego materiału, prezentowała się dość interesująco i obiecująco względem kolejnej porcji muzyki, która miała być jego kontynuacją.
Z całą pewnością można stwierdzić, że część druga jest o niebo lepsza od pierwszej. Materiał zdaje się być bardziej dopracowany pod kątem produkcji i spójniejszy brzmieniowo (ograniczyli się do synthpopu). Dodatkowo chłopaki nie przekrzykują się z muzyką, przez co odsłuchiwanie mini-albumu nie budzi wewnętrznego niepokoju, tak jak było to w przypadku pierwszej części. Warto wspomnieć, że tak jak w Part One, całą EPkę pod kątem wokalnym zdominował Mitch. Scott, uzdolniony baryton, stanowi jedynie chórek dla Grossiego. Wyższe partię pierwszego pana, pomimo, że piękne, z każdym kolejnym utworem stają się nieznośne i irytujące.
Something about the last kiss felt so different
Then the first kiss on my lips
I can feel the distance in between us
Like the old us doesn’t exist
Podoba mi się zabieg, który przeprowadzili chłopaki. Otóż końcówka Part One (Future Friends) tworzy piękne przejście z początkiem Part Two (How You Feeling?). Obie piosenki utrzymane są w tanecznym, synthpopowym klimacie, przy którym można poruszać bioderkiem i „uderzyć” na parkiet. Słychać i czuć, że Mitch i Scott czują muzykę, płyną w dźwiękach i świetnie z nimi współgrają (Hurry Up! i GUY.exe). Ten feeling, zmiany tempa i zabawy wokalami są oszałamiająco dobre.
Piosenki zebrane na Future Friends – Part Two w większości przypadków są przyjemne dla ucha, choć zdarzają się utwory niezwykle nużące – Goodbye From Lonely, które pomimo, że posiada jeden z najlepszych tekstów, to jest niezwykle nudne. Jednostajna melodia sprawia, że 4-minutowa piosenka trwa w nieskończoność. Mniej monotonne, ale mocno drażniące jest zamykające wydawnictwo – Keep Me Coming, w którym ciągłe powtarzany jeden wers przyprawia o zawrót głowy.
Trzeba zauważyć, że Future Friends – Part Two stanowi lepszą część fizycznej płyty Future Friends, która trafiła do sprzedaży tego samego dnia co Pt. 2. Nie jest idealna, ale nie jest tak zła jak jego poprzednik. Wśród przyjemnych dla ucha kompozycji, znajdziemy kilka wyróżniających się dynamitów, które bardzo dobrze sprawdziłyby się w rozgłośniach radiowych. Jak na dłoni widać, że współpraca na linii Mitch – Scott i producenci, przebiegła owocnie, co przełożyło się na jakość płyty.

