Site icon All About Music

Stanisław Soyka – Muzyka i słowa Stanisław Soyka (2019), recenzja Jakuba Kopanieckiego

Z dzieciństwem nieodzownie kojarzy mi się płyta Acoustic Stanisława Soyki – jej charakterystyczna okładka spoglądała na mnie z półki, więc często, jak na gust kilkulatka, trafiała do odtwarzacza. Nie rozumiałem wtedy tej muzyki, ale Cud Niepamięci czy Hard To Part zachowały się w mojej pamięci do dziś. Niemal dwadzieścia lat później, słuchając płyty Muzyka i słowa Stanisław Soyka, nareszcie mogę zrozumieć, co mnie do tych dźwięków przyciągało.

Tym czymś jest refleksja, czynność niemal zupełnie obca dziecku, a nawet młodemu człowiekowi, takiemu jak ja, wciąż daleko do podsumowań. Muzyka i słowa Stanisław Soyka to jedenaście utworów napisanych przez dojrzałego mężczyznę, który powraca myślami w przeszłość i patrzy na to, co otacza go teraz. Przyszedł czas na zmiany – dzieci odchowane, czasem ktoś może wpadnie w gości, ale trzeba nauczyć się żyć w nowych okolicznościach, niekiedy bardzo pustych. To płyta wyraźnie poświęcona miastu, bo jak stwierdza sam autor, Lubię wracać do Warszawy. Ma on tutaj swoją ulubioną Ławeczkę – bajeczkę, z której obserwuje świat i upływający czas. Nie śpieszy się, na nic nie czeka, może w pełni oddać się patrzeniu i analizowaniu wydarzeń. Miasto się zmienia, o wielu sprawach zapomina, „Tam gdzie była synagoga, dzisiaj jest wieżowiec”. Pewne rzeczy chciałoby się zatrzymać, przywrócić, ale czas płynie i jest nie do powstrzymania niczym Wielka rzeka. Dlatego najważniejsze, aby z każdego dnia czerpać, aby każdy był wartościowy i radosny. Trzeba marzyć i śnić „bez względu na to, czy się spełni, czy nie”.

Słuchając albumu nie mamy wątpliwości, że to Soyka. Utwory znakomicie łączą pop z jazzem i poezją. Nie brak również wpływów innych gatunków – gdzieniegdzie posmakujemy nieco reggae (Przyszedł czas na zmiany), niektóre utwory przywiodą na myśl polską alternatywę (Zależy mi), a nawet rocka pokroju Budki Suflera (Ciszy nie unikaj). To jednak tylko ornamenty, kolorystyka dla kameralnego brzmienia żywych instrumentów, przyjemnie naturalnego i surowego. Ono zaś stanowi oprawę dla głosu Stanisława Soyki – niezmiennie ciepłego, kojącego i co budzi u mnie niesłabnący podziw, pełnego lekkości, a miejscami i nonszalancji (w najlepszym rozumieniu tego słowa!). To śpiew bliski niekiedy mowie, podkreślający poetyckość tekstów. Mamy wrażenie, że słuchamy wewnętrznego monologu artysty, siedzącego na ławeczce i myślącego o sobie, swoich bliskich i swoim mieście.

Nowa płyta Stanisława Soyki nie jest rewolucyjna, nie wprowadza nowej jakości ani na polski rynek, ani do repertuaru autora. I wcale nie musi! Soyka robi to, czym zasłynął i co niezmiennie pozostaje jego niekwestionowanym atutem – zatrzymuje nas, czaruje, skłania do refleksji, ale w niesamowicie łagodny, pogodny sposób. Pragnę kiedyś spojrzeć na swoje życie tak, jak robi to Stanisław Soyka na tej płycie, z pełną świadomością wszelkich sukcesów i porażek, ale z uśmiechem na ustach, nadzieją w sercu i niesłabnącą pasją.

Exit mobile version