Site icon All About Music

Stachursky – 2K19 (2019), recenzja Jakuba Kopanieckiego

W kategoriach kultowości, Stachursky wyrósł na Keeanu Reeves’a polskiego techno i szum wokół następcy 2009 oraz nadchodzącej trasy koncertowej urósł do niebotycznych rozmiarów. Dosko i Vademecum DJa zawsze traktowałem w kategoriach solidnego guilty pleasure z ogromnym potencjałem imprezowym, a na wizerunek wykreowany przez Stachurskiego spoglądałem z przymrużeniem oka. Pierwotnie chciałem napisać najkrótszą recenzję w życiu: „Ludzkość nie jest gotowa na tę muzykę, 10/10”, ale postanowiłem dać szansę płycie 2k19 i udać się w podróż do Galaktyki Światła z Potężnym Etyzerem. Teraz powracam i powiadam Wam – to była prawdziwa chłosta!

https://www.youtube.com/watch?v=LhujS93r3y8

Jeżeli ktoś oczekiwał nieustającej korby na miarę Doskozzy, to jej nie dostanie – płyta jest nie tyle urozmaicona, ile stylistycznie zabałaganiona. Mamy tutaj srogą elektronikę (Doskozza, naprawdę niezła To Moja Droga, Zaginaaay), hip-hop z podrasowanym basen (Zimna Lufa), klubowy materiał na letnie przeboje w stylu Filatov&Karas (Gdy Nie Ma Ciebie, Moje Serce), radiową, popową balladę pokroju Jedwabiu oraz Czuje i Wiem (Pragnienie Naszych Ciał), funk i disco (Funky Rider i NAPRAWDĘ kapitalne Moje Pragnienie), znalazło się nawet miejsce na cover Dżemu (Kim Jestem – Jestem Sobie), mamy też niestety disco polo. Szampan i Truskawki kłuje w oczy, uszy i duszę swoim prymitywnym brzmieniem i częstochowskimi rymami, piosenki bezwzględnie nie powinno być na tej płycie, nawet jeżeli jest żartem. Stachurskiego stać na dużo więcej i zamiast kawioru, szampana i truskawek powinien serwować wyłącznie Eliksir Etyzera i energię słoneczną.

Bo kiedy Jacek Stachursky bierze się za chłostanie basem, to robi to w naprawdę unikatowy sposób. To nie jest ekstraklasa muzyki klubowej, ale to zdecydowanie jego największe, osobiste osiągnięcie. Utwory są nabuzowane energią, rozbudowane formalnie, teksty są tak natchnione i odrealnione, jak tego oczekujemy, a strona techniczna stoi na naprawdę wysokim poziomie. To Moja Droga zgrabnie wplata etniczne dźwięki wprowadzając w „szamański” trans, a Doskozza, artystyczny manifest Stachurskiego na najbliższą dekadę, wdeptuje Jam Jest 444 lata świetlne w grunt- to nie jest tylko ordynarna łupanka, ale słychać i czuć w tym dużo zabawy brzmieniem, pojawiają się nawet autocytaty (Chłosta !!!!), słowem – na kawałek jest po prostu pomysł. Charakterystyczny, zachrypnięty głos wokalisty pasuje genialnie do takiej muzyki i najchętniej słucham go właśnie w takiej oprawie.

Kim Jestem – Jestem Sobie, chociaż dla fanów Dżemu będzie pewnie profanacją na miarę Here I Go Again Mandaryny, muzycznie bardzo elegancko wpasowuje się w główny nurt płyty (czyli, gwoli powtórzenia, solidne chłostanie basem), a tekst idealnie koresponduje z egzystencjalno-międzygalaktyczną narracją Stachurskiego. Również Funky Rider dobrze bawi się konwencją, łącząc stylistykę żywcem wyjętą z archiwum Franka Kimino z bardziej współczesnym beatem. Dlatego też wspomniane wcześniej popowo-balladowe piosenki trochę się gryzą z resztą i gaszą rozgrzane do temperatury czerwonego olbrzyma emocje. Są dobre i do samochodu, i do potańczenia, ale teksty są jakieś takie… zwykłe. Nawet Zimna Lufa, chociaż nie urzekła mnie jako utwór, całokształtem aż krzyczy, kto ją stworzył. Brakuje mi w nich polotu, beztroski i echa dużych ilości LSD. Naprawdę dużych.

Na deser Stachursky zostawił Moje Pragnienie, owoc ewidentnie długich sesji z twórczością Jamiroquai. To dobry utwór, po prostu, wyróżnia go figlarne, funkujące brzmienie z nutą retro, prosty, ale nie prostacki tekst i najnormalniej w świecie dobrze się go słucha. Wisienka na na międzygwiezdnym torcie – bardzo nieoczekiwana, ale bardzo smakowita.

Nie umiem sprawiedliwie ocenić 2k19. Stachursky jest gatunkiem, marką i wszechświatem samym w sobie, nie można podejść do jego działalności śmiertelnie poważnie, bo zawsze idzie na całość, robi to co objawi mu się w proroctwach i słucha swoich fanów, głodnych więcej Chłosty i Dosko. To nie jest płyta dobra, ale też nie jest zła, ona jest zupełnie odjechana, powtórzę, Doskozza i To Moja Droga rozsadzą Was swoją energią, brakiem nadęcia i fenomenalnie kontrolowanym, zamierzonym kiczem. Szkoda tylko, że na oczekiwanym od dekady, muzycznym monumencie Jacka Stachuskiego znalazło się tak wiele kawałków zupełnie spoza Galaktyki Światła. Ocena, którą wystawiłem, jest najbardziej obiektywna, jak byłem w stanie. Ale będzie od serduszka – jeżeli chcecie zobaczyć, co to dobra zabawa i zero hamulców w kreowaniu (wszech)świata przedstawionego, koniecznie przesłuchajcie 2k19. I idźcie na koncert dać się wychłostać. Na pewno nie pożałujecie.

Exit mobile version