Site icon All About Music

Spięty – Black Mental (2021), recenzja Alicji Surmiak

Niezmiernie smutną wiadomością była dla wielbicieli Lao Che wieść o zawieszeniu działalności tego legendarnego polskiego zespołu. Choć przed nami jeszcze seria przełożonych koncertów grupy, w najbliższej przyszłości nie ma co liczyć na nową muzykę. Dwójka muzyków z zespołu – Filip Różański i Maciek Dzierżanowski – zdążyli stworzyć już zupełnie nowy eksperymentalny projekt NANGA i wydać album CISZA W BLOKU. Wokalista Lao Che – Spięty – postanowił natomiast wrócić do solowej twórczości. Black Mental to wyjątkowe wydawnictwo, które jest następcą debiutu artysty (Antyszanty z 2008 roku). A z black metalem nie ma nic wspólnego. 

Jest trudno i eklektycznie. Dzieje się tyle, że głowa pęka. Zaszufladkować się tego nie da pomimo starań. Wszystko oparte na ciężkich choć piekielnie dobrych bitach i w zupełności nieschematyczne. Gdy pierwszy raz w moich słuchawkach rozbrzmiała TRYBUNA MAŁPOLUDU poczułam, że to tego potrzebowałam w towarzyszącym mi od jakiegoś czasu stanie muzycznego marazmu. Pierwszy singiel zapowiadający wydawnictwo jest po brzegi wypchany dętymi dźwiękami i wymykającym się poza konwencję rapem. Takie odczucie towarzyszy zresztą nie raz podczas słuchania Black Mental. Rapu jest tu naprawdę sporo, ale jest on bardzo nietypowy i mimo jego obecności, trudno nazywać ten krążek albumem stricte hiphopowym.

Nie powiem, że ta płyta jest idealna, ale skłamałabym gdybym próbowała sugerować, że są tu piosenki, które nie próbują się bronić. Mam swoich ścisłych faworytów. Pierwszy z nich to istny banger, jakim jest porywający NARODOWY SOCJALIZM KOSMOSU oparty na energicznym syntezatorowym podkładzie. Obok niego stawiam rytmiczną OKUDŻABĘ, którą na dobrą sprawę mogliby parę lat temu nagrać Lao Che. Niezmiernie ciekawie wypadają LEJCE KTÓRE LECZĄ, gdzie dość ciężki tekst opakowany jest w dyskotekową wręcz elektronikę. 

Kontrasty, kontrasty i jeszcze raz kontrasty. To sprawia, że trudno solowego Spiętego pomylić z Lao Che. Mowa tu nie tylko o kontrastach w obrębie całej płyty, lecz poszczególnych utworów. I tak mamy WANTED, które rozpoczyna się okropnie ciężkim, niepokojącym (choć wcale nie w negatywnym znaczeniu) wstępem zestawionym z trochę lżejszą, ciekawą nawijką artysty. Inspirowane space popem NIE MARUDŹ #MeToo również zaskakuje nagle wyskakującą partią rapu i elementami przywodzącymi na myśl orientalne inspiracje. Te z kolei kontynuowane są na początku ZWIEZDY ŚMIERCI, zachwycającej też gitarowymi, zakorzenionymi w rocku elementami i bogatym, głośnym bitem (perkusja!). To wszystko by tuż po jej zakończeniu usłyszeć śpiew a capella otwierający HOMO SAPIENS ERECTION, które zaskakująco wykorzystuje walczykowaty rytm. Po chwili znów wracamy do electro-rockowych brzmień w KARATE KIT, płynnie przekształcającym się w przerywnik ARCHIWUM XXX. Całość, otwartą surową BITWĄ O CO2, świetnie zwieńcza rozbudowane i przewrotne KOPCIUSZKO. 

Wstrętny, zmienny, ambiwalentny, dziwny, zbyt relatywny – tak brzmią jedne z ostatnich słów padających na Black Mental. I taki jest Spięty na tej płycie. Ale to te wszystkie przymiotniki sprawiają, że ten album jest tak wyjątkowy. Hubert Dobaczewski nadal bez skrupułów bawi się słowem i nie wychodzi z wprawy. Muzycznie zaś jest tu niezwykle szalony – jakby poczuł zupełną artystyczną wolność i nie mógł się zdecydować w czym zakorzenić to wydawnictwo. I dobrze! Jako ogromna fanka eksperymentów w muzyce chylę czoła przed Black Mental, które stanie w pojedynku na najlepszą polską płytę 2021 roku z innymi gorącymi premierami. To dziwna, trudna i wymagająca płyta, ale warta czasu. Chapeau bas! 

Exit mobile version