Site icon All About Music

SOPHIE – OIL OF EVERY PEARL’s UN-INSIDES (2018), recenzja Christiana Cieślaka

Od dobrych kilku tygodni przez moje facebookowe aktualności przewija się jedno z pozoru zwykłe imię, SOPHIE, choć jak widzicie, pisane z wielkich liter ma zupełnie inny charakter. Kim jest SOPHIE? Niestety, próżno szukać potwierdzonych informacji o tym kim tak naprawdę była, jest i zamierza być. Jednak bez większych problemów, możemy zapoznać się z jej prawdziwie plastikową twórczością. Debiutancki OIL OF EVERY PEARL’S UN-INSIDES zabiera nas w świat gumy, szaleństwa, fantazji oraz utensyliów codziennego użytku, nie pozwalając opuścić go za żadne skarby świata.

Jak do tej pory najbardziej rozpoznawalnym dziełem Samuela Longa, jak rzekomo nazywa się SOPHIE, jest utwór Bitch I’m Madonna w wykonaniu tytułowej Madonny. Nie znaczy to oczywiście, że jest jedyną tak owocną, i co ważne, wyjątkową współpracą. Na liście podopiecznych gwiazdy tej recenzji możemy też znaleźć Cashmere Cat, i przede wszystkim Charli XCX. Co mnie natomiast przyciągnęło do samej SOPHIE i jej debiutu to bardzo ciepła, żeby nie powiedzieć, że wręcz rozpalona reakcja krytyków na to perfekcyjnie sztuczne i nieludzkie dzieło jakim jest OIL OF EVERY PEARL’S UN-INSIDES. Nawet już sama bardzo ekstrawagancka okładka krążka, która nie tylko nawiązuje do najpopularniejszej post-subkultury XXI wieku, czyli seapunku, ale też jest pięknym obrazem samym w sobie, sprawiła, że byłem jeszcze bardziej ciekawy tego o co cały ten szum.

Już po pierwszym przesłuchaniu SOPHIE przeniosła mnie do świata wziętego rodem z okładki tego albumu. Zaczynamy od bardzo popowej, choć nie typowej ballady It’s Okay To Cry, którą nie tylko SOPHIE sama stworzyła, ale też go wykonała, co jest na tym krążku jednak rzadkie. Piosenka co prawda spodobała mi się, lecz została ona kompletnie przyćmiona przez to co mogłem usłyszeć tuż po jej zakończeniu. Ponyboy to chyba najbardziej pornograficzna piosenka w świecie, nie tylko poruszając tematykę tzw. horseplay, ale również melodyjnie kojarząc mi się gdzieś z tematyką BDSM. Co jeszcze ciekawsze, ten niemożliwy do opisania głośny, mechaniczny dźwięk, jest rzeczywiście bardzo rytmiczny i taneczny, mogąc spokojnie go zakwalifikować do gatunku muzyki pop. Faceshopping jest bardzo zbliżone muzycznie do Ponyboy, choć dzięki swojej treści na temat najdziwniejszych modyfikacji ciała, kulturze Instagrama oraz przyprawiającemu mnie o gęsią skórkę teledyskowi, staje się kolejną unikatową kompozycją w wykonaniu SOPHIE.

It Is Cold In The Water oraz Infatuation to nieco bardziej bajkowe i marzycielskie kompozycje w stylu It’s Okay To Cry, choć nie są tak przebojowe jak ten właśnie. Gdzieś pośrodku tego wszystkiego znalazło się Not Okay, które uderza w tony Ponyboy i Faceshopping, będąc dość konfundującą kompozycją, choć nie można o niej powiedzieć, że nie jest interesująca. Pretending, jak mówi sam tytuł, stwarza pozory rozwoju piosenki w coś jeszcze bardziej magicznego, niż już jest do tej pory, co w istocie jest bardzo sprytnym i żartobliwym spojrzeniem na muzykę. Co tyczy się Immaterial, to jest to najbardziej typowa i taneczna kompozycja na OIL OF EVERY PEARL’S UN-INSIDES, choć nie pozbawiając się swojej charakterystycznej plastikowej gładkości wszystkich jej dźwięków. Whole New World / Pretend World również nie przypadkowo ma dwa tytuły, ponieważ przechodząc z dynamicznego i ostrego jak żyleta uniwersum Whole New World, przenosimy się do magicznego królestwa, które mogliśmy usłyszeć już wcześniej w Pretending.

OIL OF EVERY PEARL’S UN-INSIDES to dzieło doprawdy wyjątkowe. Jeśli dobrze interpretuję jego tytuł, to rzeczywiście dostaliśmy coś płynnego, niby jednobarwnego, choć mieniącego się wieloma kolorami i coś czego nawet Google nie jest wstanie mi pokazać. Poruszając tematykę współczesnych problemów pierwszego świata, SOPHIE zabrała mnie w niezwykła podróż po miejscach pięknych, ale i z jej perspektywy obrzydliwych. Jeśli chcecie i nie boicie się doświadczyć czegoś kompletnie innego tego lata, to OIL OF EVERY PEARL’S UN-INSIDES jest propozycją idealną dla was.

PS Jeśli moja recenzja was nie przekonała, to może gdy wspomnę o tym, że sama Lady Gaga podjęła się współpracy z SOPHIE na potrzeby swojego najnowszego krążka, to przychylniej spojrzycie na bohaterkę dzisiejszej recenzji. ;-)

Exit mobile version