Długo musieliśmy czekać na pierwszy, autorski materiał Sławka Uniatowskiego. 13 lat to okres, w którym może wiele się wydarzyć, to czas, w którym można dojrzeć i wydać album dokładnie taki, jaki się chce. Metamorphosis, bo o nim mowa promowany był singlem Honolulu. Jak w odbiorze wypada cały krążek?
W informacjach prasowych mogliśmy przeczytać, że Sławek Uniatowski już w wieku 13 lat zaczął komponować piosenki. Przez lata zagrał mnóstwo koncertów, w czasie których dał się poznać jako genialny wokalista o głosie porównywanym do Franka Sinatry. Świetnie czuje się w jazzie, soulu i ambitnym popie – i taka jest jego pierwsza długo oczekiwana autorska płyta Metamorphosis. Genialnie zaśpiewana, zmysłowa, z pięknymi melodiami, których nie da się zapomnieć. I z mądrymi tekstami, za które odpowiadają Tomasz Organek, Janusz Onufrowicz, Michał Zabłocki i Sławek Uniatowski. To zupełna esencja tego, co można napisać o pierwszym albumie artysty. Co prawda kazał nam na nią długo czekać, jednak zdecydowanie było warto. Otrzymaliśmy krążek kompletny, spójny, przemyślany. Taki, którego chce się słuchać, i do którego chce się wracać.
Album otwiera utwór Tell Me Who You Are, dosyć żywiołowy z lekkim jazzowym zacięciem głównie za sprawą wykorzystania trąbek i saksofonu. Następnie przechodzimy do spokojnego i nostalgicznego Someone, Somehow. Kompozycja ta ma niezwykle ujmujący klimat. Singlowe Honolulu to jedna z czterech utworów wykonywanych w języku polskim. I chociaż Uniatowski dobrze wypada zarówno w kompozycjach po angielsku, jak i polsku to trochę odzywa się we mnie mały buntownik i wolałabym, aby cały album był w naszym języku.
Niemniej debiutancki album Sławka Uniatowskiego to jeden z tych krążków, do którego z nieukrywaną przyjemnością będę wracać. Gdybym miała wybrać utwory, które najbardziej do mnie trafiły byłaby to kompozycja I Give Ia All To You To oraz Blisko. Melancholijne, klimatyczne i piękne. Generalnie artysta zadbał o to, aby jego pierwszy album był spójny i utrzymany w podobnym klimacie. Znajdziemy tutaj dużo spokojnych i kojących kompozycji. To jeden z tych krążków, które nastrajają i koją.
Sławek Uniatowski zniknął na jakiś czas ze świata muzyki, fani czekali wiele lat na jego pierwszy, autorski album. Sam w jednym z wywiadów wspominał, że początkowo nieco zgubiło go jego ego. Może dobrze się stało skoro teraz możemy słuchać przemyślanego i dojrzałego materiału. Na swoim pierwszym albumie artysta nie szarżuje, jednak słychać, że potrafi bawić się muzyką. Jeśli chodzi o warstwę tekstową to oscyluje ona wokół miłości, przyjaźni, rozczarowań, ale też nadziei. Co ciekawe w tych stonowanych kompozycjach mocno zaakcentowany jest silny wokal Uniatowskiego. Pamiętam Sławka Uniatowskiego z utworu Stay, już wtedy czekałam na jego materiał i bardzo żałowałam, że zniknął ze sceny muzycznej. Tym bardziej cieszę się z jego powrotu!

