Site icon All About Music

Skylar Grey – Don’t Look Down (2013), recenzja Filipa Wiącka

Skylar Grey już od prawie 10 lat próbuje przebić się do pierwszej ligi gwiazd. W 2006 wydała nawet album Like Blood Like Honey (pod swym prawdziwym nazwiskiem – Holly Brook). Przeszedł on jednak bez echa. Podobnie zresztą jak kolejne single wokalistki. Lepiej sprawdzała się jako song-writerka. Napisała kilka hitów (m.in. Love the Way You Lie) i została zauważona. Światło dzienne wreszcie ujrzał jej pierwszy poważny projekt – Don’t Look Down.

Przed wydaniem płyty artystka mówiła:

I don’t have high expectations for its sales or anything (PL: Nie mam wielkich oczekiwań w sprawie sprzedaży płyty lub czegokolwiek)

Skylar chciała raczej wydać płytę, by móc nagrywać teledyski i wyruszyć w trasę. Wydaje mi się jednak, że podświadomie zależy jej na popularności. Bo po co nagrywałaby kolaboracje z popularnymi raperami? Jedna z nich znajduje się na płycie – C’mon Let Me Ride nagrane zostało z Eminemem. Nie zdobyło szczytów list przebojów, ale dzięki niemu jej notowania trochę podskoczyły. Może gdyby nie ten kawałek, nie usłyszelibyśmy całej płyty…

Skylar miesza różne muzyczne style. Mamy trochę popu (bardzo nieradiowego), bardziej rockowe akcenty czy też hip hop (wprowadzany przez raperów) i elementy elektroniczne. Muzyka prezentowana przez wokalistkę w gruncie rzeczy jest jednak w miarę spokojna. Nie wróżę temu krążkowi sukcesu. Najbardziej komercyjnym i wpadającym w ucho kawałkiem jest bez wątpienia C’mon Let Me Ride. Nic dziwnego, że stało się singlem. W refrenie przemycony został fragment utworu Bicycle Ride zespołu Queen. Natomiast pod koniec piosenki usłyszymy Eminema, który już kilka razy współpracował z Grey. Ogólnie jednak szału nie ma. Piosenka jest zwykła i nieco nijaka. Podobne hity już wielokrotnie słyszeliśmy. Na jego singlowego następcę wybrano Final Warning. Jak dla mnie to dość niefortunny wybór. Choć dużo lepiej naświetla to, co znajdziemy na płycie, to nie wpada tak szybko w ucho. Przy pierwszym przesłuchaniu można nawet pomyśleć, że to nudny numer. Szybko się na szczęście do niego przekonałem. Dzisiaj uważam, że to całkiem niezły utwór w stylu Skylar.

Przy pierwszym przesłuchaniu płyta Don’t Look Down wydawała mi się bardzo nudna. Na szczęście szybko się do niej przekonałem. Warto dać jej drugą szansę. Mam jednak jedno zastrzeżenie. Słuchając tych piosenek, nie mogłem odpędzić się od myśli, że piosenkarka to osoba nieco wycofana i mało pewna siebie. Wszystkie utrzymane są w podobnym, nieco może monotonnym stylu. Jednak w tej ich „podobności” różnią się od siebie. Mamy tu bowiem zawierające wpływy bardziej rockowej muzyki Weirdo, przywodzące mi na myśl cyrk Wear Me Out czy bardziej hip hopowe Back from the Dead, w których gościnnie pojawiają się raperzy Big Sean oraz Travis Barker. Przyjemnie słucha się też utworu Sunshine. Oprócz jednak przebojowych kawałków takich jak C’mon Let Me Ride czy Pulse wokalistka umieściła tu kilka spokojniejszych. Tower (Don’t Look Down) nie jest jednak typową balladą. Zaczyna się pięknie, akustycznie. Kończy jak większość piosenek Grey. Mimo tego robi od nich lepsze wrażenie. W Clear Blue Sky słychać natomiast dziecięcy chórek, co dodaje mu sporo uroku. Jednak najlepszą piosenką na płycie jest zamykające krążek White Suburban. To piękna, zagrana jedynie na pianinie ballada. Artystka brzmi w niej cudownie. Szkoda, że podobnie nie mógłbym napisać o Glow in the Dark. Piosenka całkiem by mi się podobała, gdyby nie wokal Skylar w niektórych momentach.

Teksty zrobiły na mnie średnie wrażenie. Są takie zwyczajne i mało interesujące. Podoba mi się jednak ten do Weirdo, gdzie piosenkarka krzyczy, że po prostu jest dziwakiem czy sam pomysł wykorzystany w Pulse (mierzenie tętna w celu sprawdzenia prawdziwości miłości). Jednak najlepiej wypada tekst do Religion. Szczególnie początek jest ciekawy i zastanawiający:

I saw a man die the day he got out of jail I bought a new car and got caught in the hail (PL: Widziałam faceta który umarł w dniu w którym wyszedł z więzienia Kupiłam nowy samochód i złapał mnie grad)

W dalszej części wokalistka nawołuje, że żyjemy w dziwacznym świecie i ona sama mogłaby być religią. Reszta nie zwraca uwagi.

Przyznam, że wcześniej byłem do Skylar dość sceptycznie nastawiony. Jej poprzednie single (np. Invisible) średnio mi się podobały. Bałem się też, że sukces C’mon Let Me Ride sprawi, że wokalistka nagra cały album w takim komercyjnym stylu. Na szczęście tak się nie stało. Wokalistka poszła własną drogą. I tym wygrywa z innymi debiutującymi piosenkarkami. Mnie do siebie przekonała.

Exit mobile version