Nieustraszony rycerz, najsłynniejszy ratownik, poszukiwacz wolności, prawdziwy ocalały, najczęściej oglądana gwiazda telewizyjna na świecie – to część tytułów jakie zaskarbił sobie David Hasselhoff przez blisko 50-letnią aktorską i muzyczną karierę. Przede wszystkim jest to jednak człowiek o ogromnym poczuciu humoru i dystansu, za co uwielbiają go miliony, w tym również ja. Artysta powraca z 16. albumem studyjnym i zaprasza do wspólnej zabawy.
David Hasselhoff wielokrotnie odkrywał siebie na nowo w swojej długiej karierze, czy to jako aktor, czy piosenkarz, często wkraczając na nowe drogi. Niedawno zaskoczył nagraniem własnej wersji The Passenger, klasyka Iggy’ego Pop’a, który Ojciec Chrzestny Punku wydał na swoim albumie Lust For Life w 1977 roku. Piosenka jest pierwszą singlową przystawką z albumu Party Your Hasselhoff, który właśnie trafił do rąk potencjalnych imprezowiczów. Podobnie jak w przypadku wydanego w 2019 roku albumu Open Your Eyes, gdzie jeden z najsłynniejszych ratowników na świecie rzucił się na głęboką wodę by stawić czoła muzyce rockowej i klasykom gatunku, tym razem również sięga po dobrze wszystkim znane. Z jedną sporą różnicą – artysta powraca do korzeni i przypomina o największych parkietowych przebojach XX wieku. Mamy tu zlepek brzmieniowo zupełnie różnych utworów, mimo iż narodziły się one w zbliżonych dekadach. Ostatecznie David całkiem trafnie wycelował w mój gust, a spora część repertuaru, który znalazł się na najnowszym krążku, zagrzał sobie miejsce w moich dotychczasowych playlistach. Chociażby rockowe I Was Made For Loving You, uznawane za najbardziej łagodne wcielenie zespołu KISS, czy przebojowy soundtrack z filmu Dirty Dancing – Hungry Eyes.
Zacznijmy jednak od podstaw. Na przywitanie wychodzi Sweet Caroline Neila Diamonda, które najwyraźniej David niezwykle sobie upodobał chociażby dlatego, że utwór znalazł się również na wcześniejszym wydawnictwie w odmiennej aranżacji. Wersja 2k21 ma w sobie pozytywne, wakacyjne wibracje w stylu poprawnej popowej piosenki, która z pewnością rozkręci publikę na niejednym przyszłym koncercie. Ogólnie rzecz biorąc, Hasselhoff wybierał tylko piosenki, które były wielkimi hitami, zwłaszcza w Niemczech, ponieważ jego praprababka Meta Hasselhoff pochodziła z okolic Bremy, a więc od zawsze miał bardzo szczególny związek z niemiecką publicznością. Looking For Freedom jedynie przypieczętowało tę relację. Tak też powstał cover Verdammt Ich Lieb Dich Matthiasa Reima. Obaj wokaliści mieli swoje największe przeboje w tej samej epoce no i przyjaźnią się od dawna. Cover Damnit I Love You nie wyróżnia się niczym wyjątkowym. Do niemieckiego szlagieru dorzucono anglojęzyczne wersy i electro-popowy bit.
Po raz kolejny potwierdza się, że świetny utwór obroni się niemal w każdej wariacji. Tak jest z I Was Made For Loving You. Mocny wokal dobrze wpasowuje się z jego klimat, ale jeszcze bardziej zaskakuje sama aranżacja. Po gitarach zaginął ślad, a mimo to sama melodia wciąż kołysze. Jakby było mało elektroniki, na przestrzeni całego utworu można usłyszeć znajome dźwięki zapożyczone od I Feel Love Donny Summer. Szalone połączenie, ale kto zabroni samemu królowi dyskotek?
Myśląc o tym jak wyglądała impreza w latach 80-tych z pewnością nie mogłoby zabraknąć przebojów jak Always On My Mind, We Didn’t Start The Fire, czy I Just Died In Your Arms. Pierwszy z nich oryginalnie wykonywany przez Elvisa Presleya, a następnie rozpędzone przez grupę Pet Shop Boys w ustach Davida Hasselhoffa brzmi dość unikatowo. Wykonawca połączył dynamiczną melodię od PSB z tembrem głosu bardziej zbliżonym wykonaniu Elvisa. Równie ciekawie brzmi We Didn’t Start The Fire. Nie ma co prawda takiego przebicia co Billy Joel, ale to nadal wciąż doskonały numer, a jego odświeżenie wcale go nie popsuło.
Z całej zaprezentowanej imprezowej dwunastki najlepiej wypadło I Just Died In Your Arms niegdyś śpiewane przez Cutting Crew. Jeszcze niedawno mogliśmy go słyszeć w wersji Komodo, ale z całym szacunkiem, dziś David bije ją na głowę. Poza tym, że utwór ma najbardziej dopracowane instrumentalnie z całej płyty, dotąd często powściągliwe emocje wykonawcy również dały tu swój upust. Na liście klasyków znalazło się miejsce także dla Hungry Eyes. Wielki przebój, który zyskał sławę dzięki kultowemu filmowi Dirty Dancing, dziś nadal nie daje usiedzieć na miejscu. Dotąd nikomu nie udało się wykonać go lepiej, niż sam Eric Carmen. Tym razem tego wyzwania podjął się The Hoff i w efekcie wyszła całkiem przyzwoita taneczna interpretacja, która może stanowić niekiedy przyjemną odskocznię od pierwowzoru.
Party Your Hasselhoff to nie tylko skoczne szaleństwo, ale również momenty, w których można zwolnić tempo. Ballady nie są na tym wydawnictwie najmocniejszą stroną, jednak Can’t Help Falling In Love od Elvisa Presleya z brzemieniem country, czy lekkie Right Here Waiting Richarda Marx’a z przyjemnością się wysłucha, ale nie chwycą za emocje tak skutecznie jak miały w swoim zamyśle. Warto jednak zwrócić uwagę na jedyną autorską kompozycję Davida zatytułowaną I Will Carry You. Jedno się potwierdza, artysta będzie zawsze silniej odczuwał i utożsamiał się z dziełem, które sam stworzył. Tak jest w tym przypadku. Tembr głosu, uczuciowość wykonawcy są tu najbardziej autentyczne, a co za tym idzie, słuchacz wyczuwa już od pierwszych dźwięków. W pewnym momencie miałam gęsią skórkę, a to na zakończenie albumu bardzo dobry znak.
