Za nami jedno z najważniejszych wydarzeń w festiwalowym świecie anno domini 2023. Koncertową niedzielę tegorocznej Coachelli zamknął szeroko komentowany występ Franka Ocean. Sprawdź, jak przebiegł oraz jakie kontrowersje wzbudził koncert headlinera.
Frank Ocean podsycił apetyt fanów do ekstremum. Artysta, który od siedmiu lat trzyma nas w stanie ciągłego oczekiwania na nowy album objął rolę headlinera ostatniego dnia Coachelli przerywając sceniczną ciszę. Tak istotna pozycja sugeruje, że fani zgromadzeni pod sceną w Kalifornii będą uczestniczyć w ogromnym widowisku… Czy niedzielny występ Franka podołał oczekiwaniom słuchaczy?
Kontrowersje zaczęły się od odwołania przez artystę livestreamu z koncertu chwilę przed planowanym rozpoczęciem występu. Planowanym, ponieważ muzyk pojawił się na scenie z półtorej godzinnym opóźnieniem spowodowanym nagłą decyzją o zmianie aranżacji sceny (wymagało to rozmrożenia ogromnej rzeźby z lodu i anulowania przygotowanych do występu łyżwiarzy figurowych).
Na domiar złego, koncert zakończył się przedwcześnie ze względu na wprowadzoną podczas festiwalu godzinę policyjną. Trudno się dziwić gorzkim słowom zawiedzonych fanów, którzy opuścili teren festiwalu oglądając zaledwie krótki urywek planowanego występu idola.
Koncertowy set stanowiły głównie nowe wersje utworów z poprzednich płyt Franka. Artysta potwierdził również, że jest w trakcie pracy nad trzecim albumem, który będzie dedykowany jego zmarłemu bratu.
20 kwietnia potwierdzono również, że artysta nie wystąpi podczas drugiego weekendu Coachelli.

