Site icon All About Music

Sinéad kontra świat. „Wspomnienia” (2021) – Sinéad O’Connor (recenzja)

Wydawałoby się, że ze względu na buntowniczą naturę jego autorki, autobiografia Sinéad O’Connor będzie na ustach absolutnie wszystkich – stało się jednak inaczej. Wspomnienia to szczere, pozbawione metafor dzieło, które powie całą prawdę o tym kim była i nie była kobieta znana światu jako Sinéad O’Connor. Jednak czy warto po nie sięgnąć?

Ku mojemu zaskoczeniu, strona Wikipedii poświęcona tej książce opiewa zaledwie o jedno zdanie – zdecydowanie za mało jak na dzieło tego kalibru. A jaki to kaliber? Myślę, że nawet osoba zdająca sobie sprawę z przeszłości Sinéad O’Connor nie jest przygotowana na aż tak dosadną dawkę krwawych opisów przemocy domowej w rodzinie Sinéad, czy jej pierwszego kontaktu seksualnego. Z drugiej jednak strony, nie spodziewałem się też obcować z poruszającą historią niewinnej dziewczyny, której późniejsze problemy psychiczne, początkowo było tak bardzo niewinne, wręcz umiała znaleźć w trudnych emocjonalnie chwilach dużą dozę humoru. Może jednak wrócę do tego o czym w ogóle Wspomnienia są.

Autografia Sinéad O’Connor to opiewający na trzy rozdziały zbiór historii z jej życia, które zostały ułożone w porządku chronologicznym. Od pierwszego wspomnienia dotyczącego rodzinnego pianina, które skrywało w sobie głosy przodków, po ostatnie związane z jej występem w irlandzkiej telewizji we wrześniu roku 2019. Cześć pierwsza w pełni poświęcona została śmieszno-strasznemu dzieciństwu autorki, które ukształtowało ją jako artystkę oraz matkę z rozdziału drugiego. Wtedy też Sinéad rozprawia się ze swoją medialną karierą, która w oczach opinii publicznej skończyła się wraz z występem w programie „Saturday Night Life” w roku 1992. Trzecia część Wspomnień natomiast to podsumowanie jej bogatej, ponad 35‑letniej twórczości oraz kilka dodatkowych spraw związanych z chociażby Lou ReedemPrincem (oczywiście), czy nawet Whitney Houston.

Pytanie jednak jak to się wszystko czyta? Niech za punkt odniesienia będzie fakt, że pierwszy akt przeczytałem zaledwie w dwie godziny, gdzie w zwyczaju nie mam tak szybkiego czytania czegokolwiek. Nawet czytając te niezwykle przerażające opisy, nie mogłem przestać – tak czułem się wciągnięty w opowieść Sinéad O’Connor. Ponadto im dalej w las, tym więcej drzew, więc z czasem pojawiało się co raz to więcej smaczków, które sprawiały, że chciałem widzieć co będzie dalej i dalej, aż do ostatniego rozdziału.

Niewielką, choć zauważalną wadą Wspomnień jest chaotyczność pomiędzy pojedynczymi akapitami danych historii, choć nie w narracji samej autobiografii. Co prawda te pojawiające się co jakiś czas wtrącenia nie wpływały na postrzeganie całej opowieści snutej przez swoją autorkę, tak nie dało się ich nie zauważyć. Na szczęście ten problem wynagrodziło mi samo pióro Sinéad O’Connor, które jak już wspomniałem jest niezwykle angażujące. Ponadto autorka pisze zwięźle, krótko i wprost. Nie znajdziecie tutaj zbędnej charakterystyki przyrody, czy szczegółowych opisów danych postaci z życia O’Connor. Zwykle wystarczał jeden, dwa znamienne szczegóły, a resztę mogłem dopowiedzieć sobie zupełnie sam.

Istotnym wątkiem jest też na ile te szokujące opisy istnieją z potrzeby narracji, a na ile dla zwykłej pokazówki w mediach? Sądząc po tym, że praktycznie nie słychać o Wspomnieniach w telewizji, czy internecie, drugi scenariusz okazałby się w takiej sytuacji ogromną porażką. Niemniej wydaje mi się, że Sinéad O’Connor po prostu po raz kolejny pokazała, że nie ma dla niej tematów tabu, będąc urodzoną buntowniczką. Takie było jej ówczesne życie, które w dodatku miała przeżyć w separacji od swojego wewnętrznego głosu, czego należy jej współczuć, a przede wszystkim zrozumieć. Na szczęście te mroczne momenty przeplecione zostały tymi absurdalnymi, bądź zabawnymi, przez co jej historia zyskuje na zwykłej autentyczności. Wspomnienia nie mają na celu wzbudzenie w czytelniku litości, lecz wciągnięcie w go absurdalny ciąg wydarzeń, który ją dotknął i został przez nią po prostu bardzo dobrze zredagowany.

Wspomnienia autorstwa Sinéad O’Connor to lektura jakich mało – o prawdziwym życiu, gdzie radość bywa złudna, a smutek i traumy paradoksalnie otwierające drzwi do wolności. Kimkolwiek Sinéad jest dzisiaj, zdaje się być w dobrym emocjonalnie miejscu, czego dowodem jest istnienie tej książki. Teraz już wiem o kim śpiewała swój największy przebój, więc jeśli również i Wy jesteście tego ciekawi, sięgnijcie po tą szczególną muzyczną autobiografię.

Exit mobile version