To były najlepsze Mikołajki ever! Skepta razem z ekipą BBK przyjechał do Progresji w ramach trasy SK LEVEL i dał jeden z lepszych rapowych koncertów w tym roku!
Wieczór w Progresji w roli supportów zaczął Lancey Foux, a zaraz po nim zamaskowany LD. I z całym szacunkiem, ale ich występy były totalną klapą. Miałem nadzieję, w Warszawie dostaniemy genialny wieczór z grimem od samego początku, ale na ten trzeba było chwilę poczekać. Lancey i LD bardziej wcielili się w rolę swoich własnych hypemanów, aniżeli kompletnych artystów. Poziom uratował na szczęście Frisco, który pokazał młodszym kolegom, jak powinien wyglądać grime’owy koncert.
Przyszedł czas na krótki secik od DJ-a Maximum i na scenie pojawił się Skepta. Trzeba mu przyznać, że wszedł z mocnym przytupem, bo pierwszą pozycją w setliście był jego wspólny kawałek z A$AP Rockym, którym podbili w tym roku rap scenę. To co się działo na Praise The Lord i późniejszym That’s Not Me zwiastowało zajebisty koncert. Ciągłe skandowanie BBK (Boy Better Know, kolektyw założony przez Skeptę i jego brata Jme), niezła znajomość tekstów i ciągłe otwieranie mosh pitów pod sceną. W Progresji zebrało się naprawdę wielu czlonków energy crew!
Następnie raper z Wielkiej Brytanii zabrał nas w podróż do 2012 roku i EPki Blacklisted, z której wykonał kawałek Ace Hood Flow, a po nim pojawiło się Skepta Interlude z płyty More Life Drake’a oraz Lirycs.
Po mega energicznym początku Skepta zwolnił klimatycznym Bad Energy. To co mi się spodobało to fakt, że w tłumie, jak przed każdym nowym kawałkiem, otwarty był spory mosh pit, ale kiedy tylko poleciały pierwsze dźwięki Bad Energy, pit momentalnie się zamknął, a ludzie wczuli się spokojne rytmy. Docenił to również Skepta i pochwalił nas za to swojemu dj-owi. Dodatkowy klimat podczas piosenki wprowadziły lasery mieniące się na przeróżne kolory.
Odpoczynek trwał jednak tylko chwilę. Adenuga znowu sięgnął po jego ostatni album i utwór Crime Riddim, a następnie dołączył do niego LD i raperzy razem wykonali Neighbourhood Watch.
Brytyjczycy zeszli do sceny, a cała Progresja zaczęła śpiewać It ain’t safe for the block, not even for the cops. I dostaliśmy to czego chcieliśmy. Skepta po powrocie zaczął właśnie od kawałka It Ain’t Safe, a następnie zagrał Man. Od tych dwóch utworów nie było już mowy o odpoczynku pod sceną. Do rapera na chwilę dołączył kolejny członek BBK, Shorty. Zagrał Let That Go oraz jego największy hit What’s Goin On, którym mimo wszystko nie porwał zatraconej w szaleństwie publiczności.
Genialny koncert Skepty w Progresji zamykały single Detox, który wykonał razem z Frisco, Grime Freestyle, No Security, wyczekiwane przez wszystkich Shutdown, a zaszczytne ostatnie miejsce w setliście przypadło bangerowi Pure Water, podczas którego na scenie szalała już cała ekipa Boy Better Know obecna w Warszawie.
Zagrał bardzo krótko, bo niecałą godzinę. Do pełni szczęścia zabrakło jeszcze dosłownie 2-3 piosenek. Mimo tego gig Brytyjczyka z pewnością można zaliczyć do jednego z lepszych rapowych, które miały w tym roku miejsce w Polsce. Na pewno zajął miejsce w moim osobistym Top 3, w którym znaleźli się jeszcze Vince Staples i Danzel Curry.
Przypominam również, że raper pojawił się u nas w ramach pierwszej edycji Cypher Weeku, a mi nie pozostaje nic innego jak trzymać kciuki za następną odsłonę!

