
Shay Lia pochodzi z małego afrykańskiego państwa Dżibuti, o którym słyszeli zapewne jedynie pasjonaci geografii. Szybko jednak stwierdziła, że nie ma dla niej przyszłości w tym liczącym zaledwie milion mieszkańców kraju. Wyemigrowała do Kanady, gdzie zaczęła obracać się w doborowym towarzystwie.
Artystka nawiązała wówczas znajomość z Louisem Celestinem, który dziś znany jest jako Kaytranada. Cieszący się dziś znaczną renomą producent zaprosił ją do współpracy przy debiutanckim albumie 99,9% (jej głos pojawia się w kompozycji Leave Me Alone). U jego boku zaliczyła swój pierwszy występ na scenie. I to nie w byle jakich okolicznościach, lecz od razu… na festiwalu Coachella. To było w 2017 roku, a teraz Lia walczy o to, by wkrótce stanąć przed wielotysięcznym tłumem, który przyszedł specjalnie dla niej.
Kilka tygodni temu afrykańska wokalistka oddała w nasze ręce swoją debiutancką epkę Dangerous. Na mini album złożyło się siedem nagrań, ale spokojnie Shay mogłaby wcisnąć na niego jeszcze ze dwa (swój pierwszy singiel, 3 Months, wydała w 2014 roku) i moglibyśmy wówczas mówić o jednym z lepszych rhythm’and’bluesowychdługograjów bieżącego roku.
Epka rozpoczyna się smooth-rhythm’and’bluesowym kawałkiem tytułowym, w którym artystka, po zakończeniu jednej relacji, obawia się ponownego zakochania się w kimś. Swoje lęki wyśpiewuje łagodnym głosem, który kojarzy mi się z wokalizami Janet Jackson. Bardziej jednak podoba mi się oldskulowe, kołyszące Voodoo. Do lepszych momentów wydawnictwa należą również takie kompozycje jak Good Together i Rock Baby. Pierwsza z nich eksploruje ciemniejsze brzmienia. Jest także ciekawie przez Lia wykonana. Mamy tu bowiem nieco melorecytacji i efektów echa. Zmysłowe Rock Baby jest zaś utworem, do którego głowa sama chodzi w rytm niespiesznej muzyki. Nieźle wypada także Blue, w którym Shay liczyć mogła na wsparcie znanych znajomych – Kaytranady i BADBADNOTGOOD. Z ich pomocą powstała podbita elektroniką piosenka o dusznym klimacie. Fani hip hopu zainteresować się powinni Want You, w którym gościnnie udziela się Kojey Radical. Na deser zostaje najtisowy, leniwy numer I’ll be There.
Nie mogę być bardziej dumna ze swojej pracy – zdradziła po premierze epki Dangerous Shay Lia. I nie powinno się jej winić za brak skromności, gdyż jej debiutancki mini album naprawdę jest porcją muzyki na wysokim poziomie – w odpowiednich proporcjach miksującej elektronikę i r&b; słodkiej, ale nie infantylnej; nienachalnej, lecz jednocześnie nie ulotnej; przynoszącej ulgę po ciężkim dniu. I do tego takiej, do której chce mi się często wracać i męczyć przycisk replay. Dobra robota.

