Na nowy album od niegdyś nazywanej królową country-popu Shanii Twain przyszło nam czekać bardzo, bardzo długo. Poprzednik NOW został bowiem wydany aż 15 lat temu! Tak długa przerwa nie pojawiła się bez przyczyny. Ba! Było ich nawet więcej niż tylko jedna.
Artystka bardzo długo w ogóle nie mogła śpiewać. Problemy z głosem spowodowane były dysfonią, chorobą strun głosowych, która wręcz zupełnie odbiera nad nimi kontrolę. Jakby tego było mało pojawiły się też poważne problemy w życiu osobistym piosenkarki, o których troszkę więcej za chwilkę. Dlaczego w ogóle o nich wspominam? Bo miały znaczący wpływ na wydźwięk materiału znajdującego się na krążku. Shania zdecydowała się sama napisać wszystkie teksty na płytę. Nie powinno więc dziwić, że jej prywatne przeżycia to duża jej część.
I tak właśnie NOW otwiera bardzo osobisty, mocny kawałek. Swingin’ With My Eyes Closed. Wypełniony wypracowaną siłą i nadzieją singiel. Co ciekawe, jak mówi sama piosenkarka, pierwotna jego wersja niosła za sobą wręcz skrajnie odmienne emocje. W pierwszej fazie powstawania była to piosenka wręcz depresyjna. Nastrój ten spowodowany był przeżyciami związanymi z rozwodem z wieloletnim partnerem i producentem jej albumów w jednej osobie. Tak jak wspomniałam już wyżej, wydarzenie to odcisnęło piętno na całości materiału. Jednak jak twierdzi Twain w pewnym momencie w trakcie procesu twórczego zadziałał mechanizm „terapii” i zarówno przez Swingin’… jak i inne powstałe piosenki zaczęła przebijać nadzieja.
Zdecydowanie słychać to również w nawet bardziej energetycznym Life’s About To Get Good Optymizm aż bije z pierwszej propozycji promocyjnej. Shania rozlicza się w niej z przeszłością. Cały tekst przesycony jest przeżyciami porzuconej kobiety.
„I wasn’t just broken I was shattered”
Przedstawione są one jednak w kontraście z bardzo pozytywną wizją przyszłości. Co intrygujące nawiązania do tego co było nie kończą się na warstwie lirycznej. W samym teledysku do utworu wykorzystany został strój bardzo podobny do tego użytego w video do jednego z największych hitów artystki, Man! I Feel Like A Woman.
Uwadze spostrzegawczych, nie umknie też nostalgiczna okładka samego albumu. Trudno zapomnieć gdzie po raz pierwszy widzieliśmy charakterystyczne, długie rękawiczki w panterkę…
Ale dość dygresji. Idealnie wybrane single to nie jedyne świetne fragmenty tej płyty. Kolejnym, genialnym jest utwór Poor Me Zarówno pod względem samego wokalu, jak i tekstu. Próba uporania się z bólem po zdradzie. Szczere, czyste emocje, ubrane w świetną formę bardzo oddziałują na słuchacza, a sprytna gra słów nie tylko idealnie oddaje stan ducha podmiotu lirycznego ale też wywołuje swoją ironią uśmiech na twarzy odbiorcy.
„Poor me this, poor me that…
…Pour me another”
Oczywistym następstwem tego typu odczuć byłby pewnego rodzaju dialog. I tak też przed nami ewidentny zwrot do mężczyzny, w postaci Who’s Gonna Be Your Girl. Padają w nim bardzo ważne pytania i aż chciałoby się, aby druga strona mogła na nie odpowiedzieć. Znów, przepełniona szczerością ballada, wpuszcza nas nawet głębiej w świat Shanii Twain.
Kolejny etap świetnie prowadzonej narracji. I’m Alright. Podmiot powoli podnosi się z ziemi i zaczyna znajdować w sobie, potrzebną do rozpoczęcia nowego etapu, siłę. Ten zdecydowanie akustyczny kawałek, kryje w sobie też piękną niespodziankę. Jest nią wspaniała ostatnia minuta utworu przywołująca na myśl trochę r’n’b i trochę nawet muzykę gospel.
Tyle miłych słów padło w tej recenzji, że można się zasłodzić. A nie byłabym przecież sobą, gdybym się do czegoś nie doczepiła. Bo na NOW są też zupełnie zbędne zapychacze. More Fun i Let’s Kiss And Make Up kompletnie nic nie wnoszą i moim zdaniem powinny zostać w szufladzie producenta. Zwłaszcza, że pierwsza z wymienionych jest po prostu zła.
Teraz, kiedy tradycyjną łyżkę dziegciu w beczce miodu mamy z głowy, do tej i tak już zróżnicowanej, mieszanki przyszło nam dodać kolejne składniki.
Home Now to świetny utwór o odnajdywaniu siebie, muzycznie łączący elementy popu, country, a nawet… muzyki irlandzkiej! O dziwo to połączenie sprawdziło się i w rezultacie mamy idealny, energetyczny misz-masz stylistyczny.

