Site icon All About Music

Wodzony na pokuszenie. Shady Lady – Pokussa Na Parkiecie, 2022 (recenzja)

Zapewne każdy fan sztuki dragu kojarzy takie postacie jak Alaska Thunderfuck, Shea Couleé czy Trixie Mattel. Polacy jednak nie gęsi i swoje królowe mają. Shady Lady to jedna z niewielu, jeśli nie pierwsza polska drag queen, która może pochwalić się pełnoprawnym albumem. Pokussa Na Parkiecie zdecydowanie kusi pomysłami, jednak czy to nie za mało, aby wyróżnić się pośród anglojęzycznych artystek i artystów tego nurtu?

Uwielbiam drag, ponieważ znajduję w nim wszystko, co lubię – taniec, śpiew, modę, żart oraz komentarz na temat współczesnych standardów piękna i płci. Amerykańską edycję programu „Drag Race” znam w zasadzie na pamięć, nic więc dziwnego, że wraz z każdym kolejnym sezonem co raz trudniej o realne zaskoczenie. Na dodatek, w gronie blisko 200 uczestników i uczestniczek show, naprawdę niewiele z nich potrafiło stworzyć coś muzycznie godnego uwagi. Tym samym nie mam wątpliwości, że w Polsce, gdzie drag nie jest tak rozpowszechniony, jest to jeszcze trudniejsze. Co więc skłoniło Shady Lady do stanięcia w szranki w tej walce o muzyczną atencję polskiej tęczowej gawiedzi? Nie wiem, ale efekt jej pracy jest na tyle interesujący, abym mógł coś o nim napisać.

Pokussa Na Parkiecie to zaledwie dwudziestominutowa epka, która być może nie jest szczególnie odkrywcza pod względem muzycznym, jednak jedno robi świetnie – ma na siebie pomysł. Oto szara codzienność zwykłej polskiej drag queen, która robi różne typowo gwiazdorskie i typowo gejowskie rzeczy. Cieszy się seksem i swoją seksualnością, robi prasówkę najnowszych memów, lubi szybkie samochody i ostrą jazdę, przeklina, ma wiele do powiedzenia na temat polityki, obraca się w socjecie polskich celebrytów i przede wszystkim nie bierze siebie nazbyt poważnie. Shady Lady doskonale wiedziała co chciała osiągnąć za sprawą Pokussy Na Parkiecie i myślę, że na tyle, ile pozwoliły jej umiejętności i fundusze, jest to projekt udany. Pomysły jednak to niestety nie wszystko…

Nie ma co się czarować – Shady Lady nie jest wokalistką i dobrze, że nie próbowała nią zostać, nie licząc jednego małego wyjątku. Nie zmienia to jednak tego, że niestety nie każdy jej wykon stoi na najwyższym możliwym poziomie. Pokussa Na Parkiecie przede wszystkim stoi porządną melodią, choć nie mogę nie wspomnieć o równie udanych tekstach, które zdecydowanie stanowią najlepszą składową tego albumu. Trudnym jest stworzyć teksty w języku polskim, które nie tylko będą zabawne i lekkie, a na dodatek nie będą się gryźć z prowokującą do tańca melodią.

Niestety, ogólny obraz Pokussy Na Parkiecie nie przekłada się zbytnio na zaintrygowanie jego pojedynczymi numerami – każdemu z nich czegoś brakuje, co oczywiście nie oznacza, że nie mogą umilić czasu. Niestety, są tutaj dwie piosenki, gdzie zupełnie nie sprawiły mi ani trochę przyjemności. W MENSTILERCE Shady Lady zaliczyła najgorszy wokalnie występ, zaś POKUSSA z udziałem thekayetana to najgorsza propozycja całego album, będąc zupełnie wyzutym z chęci do tańca.

VITAY i ŻEGNAJ natomiast to najlepsze propozycje Shady Lady, gdzie ten pierwszy cudownie buduje erotyczny klimat i zaprasza do dalszej eksploracji albumu, drugi zaś świetnie go zwieńcza, dosłownie zamykając usta niepochlebnym opiniom innych. ZSYP i YAZDA również się udały, w zabawny poruszając temat naszej idealnie nieidealnej polskiej rzeczywistości. OH WOW z udziałem cudownego Nicka Sincklera jest prawie idealne – gdyby w refrenie nie powtórzono tego tytułu tyle razy, byłbym w niebie.

Nie znam drugiego polskiego albumu jak Pokussa Na Parkiecie. Shady Lady oddała nam 21:37 minut muzyki, która tak samo może zainteresować, jak i od siebie odrzucić. Niemniej, jest to dzieło pomysłowe i intryguje, co jest kluczowe do dalszej przygody Shady Lady z muzyką. Jak na pierwszy tego typu album na polskim rynku, myślę, że jest dobrze i liczę, że będzie tylko lepiej. Idealna muzyka do świętowania miesiąca dumy, więc bawcie się dobrze.

Exit mobile version