Choć miał to być huk bardzo donośny, ten okazał się praktycznie niemy. Po dość długiej przerwie od wydawania nowej muzyki, Sevdaliza powróciła, racząc nas epką Raving Dahlia. Jak to wywodząca się z Iranu wokalistka ma w zwyczaju, cała otoczka towarzysząca jej twórczości zupełnie odstaje od jej brzmienia, jednak tym razem niestety na niekorzyść.
Wszystko zaczęło się dość niewinnie, bo od nowej wersji utworu Oh My God, który poznaliśmy już przy okazji premiery albumu Shabrang. Wydanemu jeszcze w październiku 2021 roku Oh My God (Sleepnet X Sevdaliza Remix) zdecydowanie bliżej do miana rozszerzonej wersji tego utworu, jak jego remiksu. A to wszystko za sprawą otwierającej kompozycję sekcji smyczkowej, jak i szalonych bitów ją zwieńczających. Niestety w obliczu dotychczasowej twórczości Sevdalizy, mam wrażenie, że nawet i ten najbardziej szalony utwór epki nie dorasta do pięt tym piosenkom, które już dobrze znam i po prostu kocham.
Raving Dahlia to jedno ze słabszych, jak nie najsłabsze wydawnictwo w karierze tej mieszkającej od dzieciaka w Holandii artystce. Po wielokrotnym przesłuchaniu epki, odnoszę wrażenie, że Sevdaliza postanowiła wrzucić na luz i pobawić się trochę swoimi aktualnymi inspiracjami. Stąd też Raving Dahlia to nie tyle czyste szaleństwo, co po prostu wolność wyboru, co nierzadko jest postrzegane jako objaw wariactwa. Niemniej to dla mnie zbyt słabe wytłumaczenie, aby zrozumieć powody stojące za poziomem tego dzieła.
Raving Dahlia to mieszanka alternatywnego rocka, trip hopu, elektroniki oraz charakterystycznej dla Sevdalizy poetyckiej warstwy lirycznej. Choć nie mogę powiedzieć, że jest to dzieło słabe, a co dopiero złe, tak nie poruszył mnie na tyle, aby go szczególnie docenić. Raving Dahlia brakuje pomysłu i tego tytułowego niepowstrzymanego obłędu. To po prostu sześć przeciętnych piosenek, które być może tworzą jakiś spójny muzycznie zbiór, jednak nie łączy ich spójna idea i koncepcja.
By tego było mało, również osobno piosenki te nie mają w sobie tego czegoś, co by wyróżniło je od tych już istniejących w dyskografii Sevdalizy. Pomimo, że obiektywnie nie mogę im niczego zarzucić pod względem produkcyjnym, tak z pewnością brakuje im pierwiastka nowości, świeżości i innowacyjność. Również sama liryka Raving Dahlia zdaje się być bardzo przewidywalna, co również nie pozwala mi zbytnio ekscytować się tą epką.
Przyszedł więc czas na krótkie omówienie pozostałych piosenek, a zacznę od System, który jest bardzo dobrym otwarciem tej epki, jak i jej najjaśniejszym punktem. Klasyczna Sevdaliza, która łączy mroczną melodię z poetycką warstwą liryczną. Ponadto, System przywodzi mi na myśli Drowned World / Substitute For Love Madonny, co z pewnością może być dobrą inspiracją dla nowych utworów samej Sevdalizy.
High Alone natomiast to absolutne przeciwieństwo System, będąc bardzo bliskim temu, co Loreen zaproponowała za sprawą albumu Ride. Ani rockowy, ani popowy, a już z pewnością nie pop rockowy. I tak jak w przypadku Loreen był to pomysł całkiem odświeżający, tak w Sevdalizy, nie odkrył przede mną jej żadnego nowego oblicza. Samym zaś przeciwieństwem High Alone jest Human Flow, będąc miłą gitarową balladą, która ani szczególnie razi, ale też jakoś szczególnie nie zachwyca.
Everything Is Everything to najgorsza propozycja na Raving Dahlia. Bardzo dawno nie słyszałem tak nijakiej piosenki z nurtu EDM, odgrzebanej rodem z roku 2013. Słuchając tego utworu, miałem wrażenie obcowania z produkcją, która przewinęła się wśród tych kilkunastogodzinnych playlistach na YouTube, kompletnie ginąc w oceanie tego typu melodii. Zdecydowanie zmarnowany potencjał, co zdarzyło się również w przypadku The Great Hope Design. Świetnie się zaczyna i równie fajnie kończy, ale w środku niemiłosiernie ciągnące się nudy, że po prostu szkoda mi było czasu.
Mam nadzieję, że Raving Dahlia to jedynie mało satysfakcjonująca przystawka przed głównym daniem, jakim będzie trzeci studyjny album. Sevdalizę z pewnością stać na artystycznie więcej, niż to mi w tym momencie nam zaoferowała. Pozostaje jedynie cierpliwie czekać na smaczniejsze kąski.

