Zaczynałam się już niepokoić. Selena Gomez, gwiazdka ze stajni Disney’a, wydawała płyty co roku. A na czwarty, „Stars Dance„, kazała nam czekać aż dwa lata. W tym czasie wielokrotnie schodziła i rozstawała się z Justinem Bieberem (znosząc przy okazji groźby fanek wokalisty, by zostawiła go w spokoju, bo inaczej pożegna się z życiem), zagrała w kilku filmach oraz powiedziała bye bye kolegom z The Scene, którzy byli obecni przy nagrywaniu trzech poprzednich albumów. Ruch całkiem dobry, bo chłopcy i tak dużo do roboty nie mieli. O ile wcześniej ich gitary czy perkusja wykorzystywane były sporadycznie, tak przy Stars Dance tylko by się kurzyły, bo krążek jest typowo komputerowy.
Poprzednie trzy albumy Seleny Gomez przyprawiały mnie o ból głowy (i uszu). Debiutancki Kiss & Tell, na którym próbowano połączyć taneczne melodie z gitarowymi wstawkami, w efekcie otrzymując monotonny i męczący krążek. Drugi album, A Year Without Rain, przyniósł małą poprawę. Selena poprawiła swój warsztat i nagrała po prostu przyjemniejszą płytę, na której pokazała swoje wrażliwsze oblicze (dwie ballady – Ghost of You, Live Like There’s No Tomorrow). Trzeci album, When the Sun Goes Down, zapowiadał się dobrze. Udane single (Who Says, Love You Like a Love Song) oraz dwie inne piosenki dobrej noty jednak same nie wywalczą, jeśli reszta nadaje się do kosza.
Stars Dance nieco różni się od pozostałych. Selena postawiła jedynie na elektronikę. Nowe utwory są więc mieszanką electropopu, muzyki tanecznej, dubstepu itp. Chociaż przesłuchałam czwarty krążek gwiazdki kilka razy, nie pamiętam ani jednej piosenki. Dlatego cieszę się, że byłam na tyle zapobiegliwa, że robiłam notatki. Zaczyna się naprawdę dobrze. Utwór Birthday jest całkiem przyjemny, odznacza się imprezowym klimatem. I chociaż bliżej mi do Birthday Destiny’s Child, to numer Seleny mogę zaliczyć do najlepszych ze Stars Dance. Slow Down brzmi niestety taniej niż poprzednik. Dobija mnie końcówka refrenu, gdzie Selena strasznie zmodyfikowanym głosem jakby literuje słowa
Song, blow, blow (PL: Piosenka, uderz, uderz).
Tytułowy kawałek, Stars Dance, nie wyróżniałby się niczym specjalnym, gdyby wokal Seleny brzmiał tak monotonnie jak w innych jej utworach. Na szczęście aktorka stara się nim bawić i fajnie jej to wychodzi. W Like a Champion, a konkretnie refrenie tego numeru, kojarzy mi się z Britney Spears z czasów płyt Britney i In the Zone. A sama piosenka jest nieco mniej elektroniczna niż wcześniejsze.
W dubstepowym Come & Get It Selena pokazuje nam swoje bardziej seksowne oblicze. Szkoda, że sama piosenka trwa o połowę za długo. Jednak wypada dobrze, kiedy zestawimy ją obok zaczynającego się spokojnie Forget Forever. Szybko jednak zmienia się w dyskotekowy kawałek bez ładu i składu, nafaszerowany zupełnie nie potrzebnymi komputerowymi dźwiękami. Aż głowa od tego boli. Tragedia. Tak jak sam tytuł mówi – zapomnij na zawsze. Save the Day to klubowy banger z irytującym refrenem. Ukojeniem po tych elektronicznych koszmarkach jest B.E.A.T., które posiada ciekawą linię melodyczną i fragmenty, gdzie Selena mówi a nie śpiewa. Osoby, które lubią w wykonaniu wokalistki spokojniejsze piosenki, powinno w pewnym stopniu zadowolić Write Your Name. Utwór zapowiadał się bardzo przyjemnie, aż szkoda, że został popsuty przez elektroniczne wstawki. Jednak da się do tego przekonać. Undecover to kolejna propozycja z szuflady „dobre zwrotki, ciężkostrawny, rąbankowy refren” a zamykająca krążek (słyszycie ten początek zagrany na pianinie?) Love Will Remember to jedna z najprzyjemniejszych kompozycji na Stars Dance. Odpoczynek dla uszu.
https://www.youtube.com/watch?v=FA5GAkfXGgU
Do nowej płyty Seleny Gomez podchodziłam z nieufnością. Nie byłam zresztą nawet ciekawa, co nam gwiazdka Disney’a zaproponuje tym razem. Poprzednie trzy płyty tylko pokazały, że wokalistka jest dość nudną, która nie potrafi się zdecydować, w którym kierunku chce pójść. Pop rock, elektronika czy zwykła popowa muzyka? Na Stars Dance Selena wreszcie dokonała konkretnego wyboru. Czy słusznego? Nie jestem fanką electropopu i różnych odmian muzyki komputerowej, ale nie zemdliło mnie podczas słuchania Stars Dance. Jest tu wprawdzie kilka koszmarków (Slow Down, Save the Day), ale całość można odebrać całkiem pozytywnie. Od Seleny nie należy na razie oczekiwać pięknych, poruszających ballad czy popowych klasyków. Sama pokazała, że dorasta powoli. Chyba się zgodzicie, że nowy album brzmi odważniej niż poprzednie. Tak trzymać, Selena.
https://www.youtube.com/watch?v=siA8neQVoHw
