Po dość długiej przerwie Selena Gomez zdecydowała, że nadszedł najwyższy czas na zaprezentowanie światu nowego materiału. Dziewczyna dojrzała i bardzo zaangażowała się w proces tworzenia płyty Rare. Jaki jest tego efekt końcowy? O tym więcej w dalszej części recenzji.
Biorąc pod uwagę pierwsze zapowiedzi płyty, jakimi były Lose You To Love Me oraz Look At Her Now nie bardzo wiedziałem czego dokładnie mam się spodziewać. Ballada, która dała Selenie jej pierwszy #1 na liście Billboard 200, błyskawicznie skradła moje serce. Piękne, stabilne, nieprzerysowane wykonanie oraz szczery do bólu tekst przemówiły nawet do tych, którzy z początku nie byli jej fanami. Jak widać nagrywanie szczerej muzyki, która płynie prosto z serca artysty jest najlepszym sposobem zarówno na hit, jak i na rozkochanie w sobie zarówno fanów jak i wcześniejszych antyfanów. Z drugim utworem było już nieco gorzej. Ta piosenka z pewnością należy do dość specyficznych które krótko mówiąc, albo uwielbiasz albo nienawidzisz.
Pozostałe kompozycje były tajemnicą aż do dnia wydania albumu. Zacznijmy więc od utworu tytułowego, który sprawił mnie w lekkie zakłopotanie. Słuchając Rare byłem zmieszany i nie do końca potrafiłem odnaleźć się w tym nowym brzmieniu Seleny. Z każdym kolejnym odsłuchem płyty zaczynałem jednak coraz lepiej się w nim odnajdywać i z czasem polubiłem kawałek tytułowy. Ogromnym zaskoczeniem pod względem brzmienia była dla mnie kompozycja Ring. Krótko mówiąc, nie wiedziałem, że tak bardzo potrzebuję usłyszeć Gomez w takim klimacie. Zdecydowanie jeden z najbardziej klimatycznych i zarazem najlepszych utworów z płyty Rare. Błyskawicznie wpadł mi w ucho również kawałek People You Know, który ma w sobie bardzo prosty przekaz i jest stworzony w taki sposób, że momentalnie ciało zaczyna się poruszać w rytm wybrzmiewającego utworu.
Na podstawowej wersji płyty znajdziemy dwa duety. W obu usłyszymy gościnnie raperów. Tak jak uwielbiam Crowded Room za to, że Gomez w końcu postanowiła trochę poszaleć ze swoim wokalem i bardzo przypadł mi do gustu styl Sweeter Place, tak nie potrafię zrozumieć po co wrzucono tam dodatek w postaci raperów. Wprawdzie nie psują oni całkowicie wspomnianych kompozycji, jednak pozostawiają pewien niesmak. Końcówkę albumu poza wspominanymi piosenkami stanowią utwory Kinda Crazy, Fun oraz Cut You Off. Pomimo iż wszystkie znacząco się od siebie różnią, to każda z nich daje słuchaczowi możliwość odprężenia się i zwyczajnego pobujania do rytmu. Nie są to wprawdzie jakieś niebywale dobre kompozycje, ale trzeba przyznać, że po prostu miło się ich słucha.
Selena z pewnością dobrze wykorzystała lata, które minęły od wydania przez nią poprzedniego krążka. Dziewczyna dojrzała, postanowiła dać o wiele więcej z siebie przy tworzeniu nowego albumu i z pewnością stworzyła coś, co jak sama powiedziała „jest najbliższe temu kim jest”. Wśród tzw. perełek z pewnością muszę umieścić kompozycje Dance Again, Vulnerable oraz Let Me Get Me. Są to zdecydowanie najbardziej popowe utwory ze wszystkich zgromadzonych na albumie, jednak mimo to nie są krokiem wstecz w stronę albumu Revival. Stanowią one bardziej połączenie najlepszych i najmocniejszych elementów starego i nowego brzmienia wokalistki. Każdy z nich z łatwością mógłby zostać nominowany na kolejny singiel i jestem pewien, że bez problemu podbiłyby one radia zarówno w USA jak i na całym świecie.
Genialnym gestem w stronę fanów było stworzenie wersji deluxe płyty, na której znalazło się 5 wydanych w latach 2017-2018 przez Selenę utworów. Ta piątka stanowi idealny dodatek dla tych, którzy byli fanami od dłuższego czasu i czekali bardzo długo na nowości od Gomez. Znajdziemy tam Bad Liar oraz Fetish, czyli pierwsze zapowiedzi nowego, odmiennego brzmienia wokalistki oraz bardziej radiowe i typowo popowe kompozycje It Aint Me, Back To You oraz Wolves. Dla mnie wybór między podstawową wersją a deluxe był niezwykle prosty. Powyższe kompozycje nie dość, że rozszerzają płytę o prawie 40%, to na dodatek zwyczajnie są za dobre, aby nie znaleźć się na żadnym albumie. Gdyby nie ich obecność, to całościowa ocena albumu z pewnością byłaby nieco niższa.
Czekając na nowy album Seleny Gomez nie spodziewałem się następcy płyty Revival, a nawet liczyłem, że dostanę coś zupełnie innego, bowiem każda próba powtórzenia tamtego albumu z pewnością skończyłaby się fiaskiem. Na szczęście wokalistka dobrze wykorzystała przerwę oraz to czego w ostatnich latach nauczyło ją życie. Dziewczyna przekuła to wszystko na muzykę i to naprawdę słychać. Rare to bardzo dobra momentami mniej a momentami bardziej popowa mieszanka szczerych i dobrze przemyślanych kompozycji. Trzeba mieć jednak na uwadze fakt , iż nie jest to album na raz. Do pełnego zrozumienia go i zapoznania się ze wszystkimi kompozycjami w 100% potrzeba kilku odsłuchów. Obok tego krążka nie powinni jednak przejść obojętnie nawet Ci, którzy nie przepadają za Seleną. Dajcie szansę temu wydawnictwu, a kto wie, może zmienicie zdanie i dołączycie do grona jej fanów.

