Łukasz Sowiński i Michał Lange, czyli Sarcast nagrali album innowacyjny i świeży. Ani na moment nie nudzimy się podczas słuchania, wciągamy się i zatapiamy w ich muzycznym świecie. Syn Słońca to dawka pozytywnej energii zamknięta w aż 18 kompozycjach.
Podobno nie ocenia się książki po okładce. To samo można powiedzieć o płycie. Wydanie nie powinno mieć wpływu na ocenę. A właściwie dlaczego nie? Na samym początku zachwyciłam się właśnie wydaniem albumu. Nieszablonowe, dopracowane i wyróżniające się na tle innych krążków. Na naszym Instagramie możecie zobaczyć zdjęcia. Płyta została wydana w kartonowym boxie. Tekst każdego z numerów znajduje się na osobnym kartoniku ze specjalną grafiką. Całość dopełnia świetna okładka. Naprawdę bardzo estetycznie i porządnie wydany album. Tyle w kwestii wizualnej, jak jest z zawartością? Równie dobrze co z wydaniem.
Syn Słońca to elektroniczny hip-hop w nowoczesnym wydaniu. Elektronika delikatnie przewija się przez utwory, a całość wzbogacają wyraziste wokale. Oczywiście nasuwa się podobieństwo do Małych Miast, jednak Sarcast tworzy nową, swoją jakość. Na uwagę zasługuje również klimat płyty. Oryginalny, gęsty, miejscami ciężki, a przy tym mający niesamowitą energię. Jest coś w Synie Słońca, co sprawia, że nie możemy się oderwać dopóki nie skończymy słuchać. I chociaż czasami wokal jest aż nadto wyrazisty i czujemy się nim zmęczeni to jest to dobre zmęczenie. Orzeźwiające i oczyszczające. Panowie mają pomysł na siebie. Nagrali album koncept niosący przesłanie. To nie są zwykłe nawijki o życiu. To wędrówka przez życie. W harmonijnym odbiorze pomaga nam również nagranie albumu w jednym secie. Płynnie przechodzimy przez wszystkie 18 kawałków. Za to również należą się brawa. 18 numerów. Niejeden artysta wydałby to na 2 albumach.
Sam duet tak określa swój album:
Połączenie brzmień elektronicznych z hip-hopowym groove’em i tekstami, które uniwersalne wartości zamykają w przystępnej, łatwo przyswajalnej formie.
Syn Słońca to mieszanka różnych dźwięków, ale też nastrojów, nie sposób się przy nim nudzić. Na tej płycie dzieje się bardzo dużo, od energicznych numerów jak Spadam, przez spokojne i nastrojowe aż po iście klubowe brzmienia (Żyć). Każdy znajdzie coś dla siebie. Wokal Michała i rap Łukasza się uzupełniają, pasują do siebie i dobrze razem brzmią. Panowie są niezwykle emocjonalni i zaangażowani. Michał umie modulować głosem, by dobrze współbrzmieć z bitem, a rap Łukasza po nim płynie. Brzmienie i wokal to główne atuty tego albumu. To krążek, który nie sposób omawiać utwór po utworze. Jemu trzeba się oddać i przyjąć jako całość.
Powiało świeżością i oryginalnością. Panowie mają pomysł na siebie i go realizują. Pozostaje mieć nadzieję, że drugi album będzie równie ciekawy i pomysłowy. Jeżeli szukacie odskoczni, lubicie muzyczne eksperymenty, ale też doceniacie brzmienie to zapewne Syn Słońca Was zadowoli. I jeszcze raz zachwycę się nad wydaniem. Mistrzowska robota! Oby więcej takich albumów pojawiało się na naszym rynku.

