Całkiem niedawno Sara Bareilles wydała krążek Once Upon Another Time, warto jednak cofnąć się do 2010 i przypomnieć sobie płytę Kaleidoscope Heart, która jest drugim tworem muzycznym artystki. Przypominamy Wam ją również, dlatego, że dzisiaj pojawi się również recenzja najnowszego albumu artystki.
Fanów takich wykonawców jak Norah Jones, Katie Malua, czy Tori Amos zapraszam do odpowiedzi! Czy przesłuchali Państwo już najnowszą płytę Sary Bareilles? Jak Wam się podoba? Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to śmiało możecie wrzucać ją do odtwarzaczy. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie.
Póki co myślę jednak, że warto przypomnieć sobie poprzedni, drugi album młodej artystki. Przed dwoma laty dała się poznać (i zapamiętać) dzięki utworowi Love Song. Krążek Kaleidoscope Heart– miłość, miłość i jeszcze raz miłość- to temat poruszany na płycie, no i jeszcze… miłość- jej różne oblicza, różne odsłony. Wyśpiewywana przez Sarę i wygrywana na pianinie- no można uronić łzę, potańczyć w euforii, po prostu- rozwinąć wachlarz emocji.
Jak podpowiadają recenzenci, Sara to artystka pełną gębą. Totalne i oryginalne są nie tylko kompozycje muzyczne – ona cała jest swoim tworem. Dystans do siebie samej okraszony nieprzeciętnym urokiem osobistym ukazują wokalistkę w iście innowacyjnym świetle. Zarówno przyjemnie się jej słucha, jak i ją ogląda. Około trzydziestoletnia piosenkarka ma pomysł na siebie i z powodzeniem go realizuje od wczesnych lat młodzieńczych. Zaczynała w młodości będąc członkiem chóru i występując w teatrze, gdzie wystawiała swoje musicale. W trakcie studiów brała udział w przeróżnych konkursach muzycznych. Dzięki temu miała okazję wystąpić z Maroon 5, z którym zresztą wyruszyła w trasę. Ale nie jest to jedyny znany artysta, z którym grywała. Sara występowała u boku takich muzyków jak James Blunt, czy Rachael Yamagata. Warto wspomnieć, że grywała także po pubach i clubach- co moim zdaniem- zawsze da się wysłuchać w muzyce wykonywanej przez artystę, który posiada takowe doświadczenia.
Kaleidoscope Heart wystartowała już we wrześniu, promowana przez singiel King Of Anything. Album zawiera 13 utworów.
Wielką zapowiedzią jest tytułowy Kaleidoscope Heart. Piosenka zaczyna się delikatnie, niskim głosem Sary, po to, aby za chwile przejść przez „aaaaaaaa” (no słyszę te a, dlatego musiałam je napisać) i wyplumkać nam na pianinie, że piosenkarka ma:
I have hope/Inside is not a heart/But a kaleidoscope
Przykładam więc do oka kalejdoskop, przekręcam raz, drugi, trzeci, słuchając płyty Sary. Tak jest różnobarwna, różnomuzyczna i kolorowa i abstrakcyjna jak kształty zmieniające się w moim kalejdoskopie. Idealny wstęp sądzę, który jest świetną wizytówką całej płyty. Polecam szczególnie smakoszom delikatnego rocka, czasem ocierającego się o soul, aczkolwiek zamykającego się w ramach popu.
No co tu dużo pisać. Śliczna i cukierkowa po prostu jest muzyka przez nią tworzona. I nie ma też,co tu się zastanawiać – wystarczy sięgnąć po nią, włożyć do odtwarzacza i nacisnąć play- reszta sama się stanie. Zauroczycie się (bo niekoniecznie zakochacie) w prostocie, lekkości i energii, która wydobędzie się z głośnika. Muzyka jest jak najbardziej mało skomplikowana, choć wyczuwam w niej nutkę wyszukania. Warto poświęcić swój czas i ucho na przesłuchanie.
