Letnie Brzmienia Festiwal to wydarzenie, które zwieńczyło letni cykl koncertów o tej samej nazwie. Przez praktycznie dwa miesiące fani muzyki mogli bawić się na koncertach polskich artystów, które odbywały się w 9 miastach. 27 sierpnia odbył się jednodniowy festiwal, na którym wystąpili najlepsi polscy muzycy, a także ci mniej znani, ale bardzo obiecujący wykonawcy. Byliśmy tam i przygotowaliśmy dla Was relację, dlatego serdecznie zachęcamy do przeczytania!
Letnie Brzmienia Festiwal to dawka naprawdę dobrej muzyki – 27 sierpnia miałam okazję na usłyszenie w jednym miejscu, na Błoniach PGE Narodowego, najlepszych polskich artystów, którzy odnoszą ogromne sukcesy zawodowe. Niektórych artystów na festiwalu usłyszałam dopiero po raz pierwszych w życiu, a koncertów niektórych z nich jestem stałą bywalczynią. Na festiwalu wystąpiło, aż 10 artystów, na dwóch scenach, na głównej scenie swoje występy dali: Kaśka Sochacka, Mery Spolsky, sanah, Mrozu oraz Krzysztof Zalewski, a na drugiej scenie: Arek Kłusowski, Baasch, Kacperczyk, Natalia Szroeder oraz Bloo Crane. Koncerty na głównej scenie nie pokrywały się czasowo z koncertami na małej scenie, jednak zaczynały się dosłownie tuż po sobie. Już na samym początku festiwal złapał lekkie opóźnienie, wszystko przez to, że sam wstęp na teren został opóźniony o pół godziny, a to z kolei spowodowane było tym, że organizatorzy ratowali sytuację i odpompowywali wodę z terenu, żeby zapewnić uczestnikom jak największy komfort podczas festiwalu. Chwała im za to! Ostatecznie w pewnych miejscach błotko i tak było, ale organizatorzy radzili zabrać ze sobą kalosze, ja skorzystałam z tej rady i było to bardzo dobre posunięcie! To lekkie 10-20 minutowe opóźnienie trzymało się przez cały festiwal, jednak konsekwentnie każdy z koncertów zaczynał się później, tak aby nikt nie musiał dodatkowo ograniczać swojej setlisty. Z racji, że na festiwalu wystąpiło, aż 10 artystów, to koncert każdego z nich opiszę jedynie po krótce.
Kaśka Sochacka, Bloo Crane
Kaśka Sochacka rozpoczęła koncerty na Main Stage, a Bloo Crane na Second Stage. Tę dwójkę artystów, a właściwie artystkę i duet opiszę razem, po pierwsze ponieważ ich występy trwały dość krótko, a po drugie nie ukrywam, że niespecjalnie znam ich twórczość. No może niespecjalnie znałam, bo dzięki festiwalowi mogłam poznać ich muzykę bliżej. Bloo Crane to elektroniczno-popowy duet składający się z wokalisty i tekściarza Michała Polańskiego oraz producenta muzycznego Krzysztofa Kołodziejczyka. Duet w 2020 roku wydał debiutancką płytę Bloo Feelings i jak łatwo się domyślić, podczas Festiwalu Letnie Brzmienia chłopaki zaprezentowali kilka utworów właśnie z tejże płyty. Ci młodzi muzycy rozpoczęli cały festiwal, chwilę po godzinie 17.00, koncert był okazją do usłyszenia m.in. utworów takich jak: Can we go back, Attention czy Wings. Duet podczas koncertu zaśpiewał również jeden utwór po polsku!
Zaraz po chłopakach, na dużej scenie, wystąpiła Kaśka Sochacka, która na swoim koncie ma jeden, debiutancki album pt. Ciche dni, który ukazał się w bieżącym, 2021 roku. Należy wspomnieć, że wcześniej, w 2019 roku ukazała się EP-ka od artystki. Kaśka Sochacka swój występ rozpoczęła utworem Jeszcze, a zaraz po nim wybrzmiało Spędź ze mną trochę czasu jeszcze. Jeżeli dobrze liczę, to artystka zaprezentowała łącznie 10 kawałków, nie mogło zabraknąć Wiśni, tytułowych Cichych dni, Z soboty na niedzielę oraz Boję się o Ciebie. W oryginalnych wersjach niektórych kawałków razem z Kaśką śpiewają goście, tacy jak Kortez, czy Vito Bambino. Podczas tego wieczoru nie zagościli na scenie, ale Kaśka z zespołem dali radę i bez udziału gości te utwory również wybrzmiały świetnie! Koncert artystki zakończył się utworem Balkon. Ze względu na festiwalową formułę nie można było liczyć na Bisy, no może poza jednym wyjątkiem, o którym przeczytacie w dalszej części relacji.
Występy tej dwójki były dla mnie dobrą okazją do zapoznania się z ich twórczością, najpierw z elektronicznym vibem chłopaków z Bloo Crane, a potem z delikatną muzyką Kaśki Sochackiej.
Arek Kłusowski
Kolejno, na małej scenie (małej tylko z nazwy!) wystąpił Arek Kłusowski – artysta na którego koncercie w tym roku już udało mi się być, ale album Lumpeks jest tak genialny, że wręcz marzyłam o tym, aby posłuchać Arka ponownie. No i na szczęście miałam taką okazję, bardzo się cieszę, że Arek Kłusowski dość intensywnie promuje swój nowy album, pojawiał się nawet na występach emitowanych w telewizji – absolutnie trzymam kciuki za tego chłopaka, dlatego cieszy mnie, że robi się o nim coraz głośniej! Na koncercie w ramach Festiwalu Letnie Brzmienia Arek wykonał kawałki głównie ze swojej najnowszej płyty, ale nie zabrakło jednego utworu z poprzedniego albumu, czyli Po tamtej stronie. Gdyby nie konieczność okrojenie setlisty, w porównaniu do zwykłej, a nie festiwalowej formuły, to na pewno usłyszelibyśmy coś jeszcze z pierwszego albumu Arka.
Arek Kłusowski rozpoczął swój koncert prawdziwą energetyczną petardą, czyli kawałkiem Lumpeks! Klasycznie podczas koncertu nie mogło zabraknąć singli z albumu Lumpeks, czyli Idealnego Syna oraz Antarktydy, ale podczas koncertowego wieczoru była okazja, aby usłyszeć również m.in. Papierowy Dom, czy utwór Nie kochasz się. Wybrzmiał również Rocznik 92 w specjalnej wersji oraz utwór Nasza Klasa i Szarobury. Arka Kłusowskiego, oprócz za umiejętności wokalne, należy pochwalić także za utrzymywanie kontaktu z publicznością, podczas całego show, a także genialne ruchy sceniczne! Koncert Arka idealnie rozgrzał publiczność i przygotował na kolejne emocje związane z występami następnych artystów.
Pamiętajcie słowa powtarzane na koncercie Arka Kłusowskiego:
POLSKA DLA WARIATÓW.
MIŁOŚĆ,
WOLNOŚĆ,
SZACUN.
Mery Spolsky
W ramach Festiwalu Letnie Brzmienia swój koncert dała również Mery Spolsky, która w ostatnim czasie nie wydała nowego albumu, dlatego koncertuje (głównie) z Dekalogiem Spolsky, który być może niektórym jest bardzo dobrze znany, zresztą mnie samej też, ale uważam, że dobrej muzyki nigdy za wiele! Osobiście zawsze bardzo czekam na nowe wydawnictwa danych artystów i koncerty z tymże materiałem, ale chwilę później uświadamiam sobie, że nowa płyta = nowe utwory na koncertach = nieśpiewanie starszych kawałków (lub śpiewanie w ograniczonej ilości) i po prostu cieszę się możliwością posłuchania danej muzyki, przed wydaniem nowej. Koncerty Mery Spolsky zawsze są niezwykle dopracowanym show. Podczas Festiwalu Letnie Brzmienia mieliśmy okazję posłuchać utworów takich jak: FAK, Sorry From The Mountain, Bigotka, czy Mazowiecka Kiecka, czyli singli z albumu Dekalog Spolsky. Nie zabrakło utworu z debiutanckiego albumu Mery, czyli płyty Miło Było Pana Poznać – wybrzmiał tytułowy utwór. Były też swojego rodzaju niespodzianki, czyli piosenki poza albumowe, takie jak hot16challange czy Królestwo Kobiet oryginalnie wykonywane z Kayah, której osobiście tego wieczoru nie było, ale mimo wszystko Mery Spolsky zadbała o to, aby udział Kayah w tej piosence był słyszany podczas tego koncertu! Należy zaznaczyć, że Mery, tak jak i Arkowi, nie można odmówić świetnego kontaktu z widownią!
Jak już wspomniałam, koncerty Mery Spolsky są niezwykle dopracowane, w związku z tym nie mogło zabraknąć specjalnego Intro, które wprowadziło widownię do Świata Spolsky. Mery na scenie towarzyszył tylko, albo aż No Echoes – tylko, bo razem z Mery w tak małym gronie robią ogromną robotę, ale aż, gdyż Grzesiek grał na gitarze, na basie, padach elektronicznych i tomie! Nie można nie wspomnieć o genialnym stroju Mery, oczywiście w barwach Spolsky. Muszę przyznać, że koncert Mery Spolsky minął mi chyba najszybciej z wszystkich koncertów tego wieczoru – to na pewno dlatego, że po prostu bawiłam się na nim świetnie!
Przy okazji utworu Królestwo Kobiet mogliśmy usłyszeć:
DO DZIEWCZYN, DO KOBIET, DO BOGIŃ I KRÓLEWIEN
JESTEM WDZIĘCZNA WOBEC ŚWIATA, ŻE JESTEM JEDNĄ Z WAS.
sanah
Przyszedł również czas na występ sanah – młodej, ale bardzo popularnej artystki w Polsce. Był to mój pierwszy koncert Zuzi, dlatego wybrałam się na niego z dużym zaciekawieniem. Artystka w tym roku wydała album Irenka i podczas tego wieczoru mogliśmy usłyszeć sporo utworów pochodzących z tego wydawnictwa. Nie zabrakło również hitów z Królowej dram – dla mnie był to bardzo fajny przekrój przez twórczość tej młodej artystki. W końcu miałam okazję posłuchać tych utworów na żywo i mimo, że nigdy nie uważałam się za wielką fankę sanah, to koncert był bardzo przyjemnym doświadczeniem! Koncert był mixem utworów pochodzących z Królowej dram, czyli albumu wydanego w 2020 roku oraz tegorocznej Irenki. Jeżeli chodzi o Królową dram, wybrzmiał m.in. tytułowy utwór, Melodia, Szampan, Proszę Pana. Z Irenki mogliśmy usłyszeć m.in. Kapela gra, Ale jazz, 2:00, etc. (na disco).
Należy również zwrócić uwagę na wygląd sceny – kwiaty, dużo kwiatów – ale też huśtawka, na której sanah przysiadała podczas niektórych utworów. Artystce nie można odmówić częstego kontaktu z publicznością – sanah oprócz tego, że śpiewa, to również mówi, bardzo dużo i szybko, co może jest specyficzne, ale może mieć też swój urok. Sanah podczas koncertu pochwaliła się również, że 2 miesiące temu została magistrem sztuki i żartując, że jest to jej jedyne duże życiowe osiągnięcie, będzie się tym jeszcze trochę chwalić, jednak nie dłużej niż do września, bo potem to już wstyd. Podczas koncertu sanah zagrała również fragment góralskiego koncertu Szymanowskiego, który wykonywała właśnie na egzaminie magisterskim. Koncert tej młodej artystki był dla mnie nowym, acz ciekawym i miłym doświadczeniem.
Natalia Szroeder
Zaraz po sanah, na małej scenie, swój występ rozpoczęła Natalia Szroeder, która pracuje obecnie nad nowym albumem. Do tej pory wydała już kilka singli zapowiadających nowe wydawnictwo i to właśnie m.in. te utwory mieliśmy okazję posłuchać na Festiwalu Letnie Brzmienia. Koncert Natalii rozpoczął singiel Powinnam?, podczas wieczoru nie zabrakło utworu Przypływy, oryginalnie wykonywanego wraz z Ralphem Kaminskim. Koncert w ramach Letnich Brzmień był wyjątkowy dla Natalii i jej fanów, gdyż artystka po raz pierwszy wykonała utwór Para, który swoją premierę miał dwa dni przed koncertem.
Koncert był również okazją do usłyszenia utworów takich jak: Parasole, Lustra czy Pestki. Z racji ograniczonego czasu występu artystka zaprezentowała głównie najnowsze single oraz te, które ukazały się już po wydaniu albumu NATinterpretacje, jednak nie zabrakło też pewnego powrotu do tego albumu. Był to mój pierwszy koncert Natalii Szroeder, dlatego bardzo się cieszę, że w końcu miałam okazję do posłuchania tej artystki na żywo!
Mrozu
Przed Zabawą przyszedł czas na Złoto, czyli występ Mroza. Ostatnie dwa wydawnictwa tego artysty to naprawdę kawał dobrej roboty, który pokazał, że Mrozu to nie tylko Miliony Monet i „radiowy pop”, ale ciekawa muzyka z mądrymi tekstami. I mimo, że artyście kibicuję już od jakiegoś czasu, to jakoś nie miałam okazji być wcześniej na jego koncercie, dlatego Festiwal Letnie Brzmienia, Good Taste Production dziękuję Wam za taką możliwość i za to, że Łukasz znalazł się w Waszym line-upie. Mrozu to klasa sama w sobie – nienaganny wokal, look, ruchy sceniczne i kontakt z publicznością. Ten chłopak idealnie czuje rytm i nie boi się pokazywać tego na scenie. Pochwalić należy też genialny zespół Mroza, który jest niezwykle zgrany, a instrumenty dęte dodają naprawdę bardzo wiele uroku utworom. To wszystko sprawiło, że koncert był bardzo, bardzo przyjemny i wprowadził mnie w jeszcze genialniejsze samopoczucie. Naprawdę mogę rzec, że koncert Mroza był najlepszym występem podczas całego Festiwalu Letnie Brzmienia. O ile uwielbiam Krzysztofa Zalewskiego, którego opis koncertu przeczytacie poniżej, tak Mrozu po prostu zachwycił mnie! Być może mam, aż tak pozytywne odczucia dlatego, że był to mój pierwszy koncert Mroza w życiu i nie spodziewałam się, aż takiej energii! Z kolei np. na Zalewskim, tylko w to lato, byłam już dwa razy, a Letnie Brzmienia były trzecią okazją do usłyszenia tego artysty, stąd wiedziałam po prostu czego się spodziewać.
Koncert Mroza był tak naprawdę przekrojem przez kilkuletnią działalność artysty – wybrzmiał najnowszy singiel Złoto, ale też utwory z albumu Aura takie jak Zapnij Pas, Napad, Pablo E., czy tytułowa Aura. Nie zabrakło utworów z płyty Zew, wybrzmiał utwór Szerokie Wody i Asteroida. Ale skoro przekrój przez całą działalność, to nie mogło zabraknąć utworów Jak nie my to kto oraz Nic Do Stracenia. Podczas tego wieczoru Mrozu wytworzył naprawdę niepowtarzalną Aurę i totalnie mnie zachwycił – wiedziałam, że utwory Mroza w wersji studyjnej są naprawdę świetne, ale nie spodziewałam się, aż takiej energii na żywo, wow!!!
Krzysztof Zalewski
Na deser całego festiwalu wystąpił Krzysztof Zalewski, czyli dla mnie artysta niezawodny. Tak, chwaliłam Mroza, ale oczywiście Zalewski w wersji koncertowej również jest genialny, ale jest mi już bardzo dobrze znany. Mogę się założyć, że gdybym to na Krzyśka koncercie była w piątek po raz pierwszy w życiu, to właśnie jego koncert sprawiłby na mnie najlepsze wrażenie. Zalewski brzmi dobrze w każdej wersji – studyjnej, tej na żywo, jako wokalista, ale też jako muzyk. Artysta we wrześniu 2020 roku wydał swój najnowszy album, Zabawa, i to właśnie to wydawnictwo przeważało na koncercie w ramach Festiwalu Letnie Brzmienia. Jednak koncert rozpoczął utwór niepochodzący z Zabawy, bowiem Wilk – cieszę się, że wybrzmiał podczas piątkowego wieczoru, ponieważ na dwóch warszawskich koncertach w to lato ten utwór został pominięty na koncertowej setliście. Zatem było to moje pierwsze spotkanie z Wilkiem na żywo.
Na koncercie nie mogło zabraknąć utworów takich jak Tylko Nocą, czy Wszystko Będzie Dobrze. Ale koncertowy wieczór był także okazją do posłuchania utworu Początek, czyli Hymnu Męskiego Grania z 2018 roku. Nie zabrakło kilku kawałków z poprzednich wydawnictw artysty, wybrzmiały utwory takie jak Miłość Miłość, Polsko, Jaśniej, czy Luka. Podczas koncertu Krzysztofa Zalewskiego czekało na nas wiele niespodzianek, ale my, fani, również przygotowaliśmy pewną niespodziankę dla artysty. Podczas utworu Miłość Miłość podświetlaliśmy kolorowe serduszka, które zostały przygotowane specjalnie na ten koncert i rozdane przed występem artysty. Naprawdę uwierzcie, że widok był piękny, mam nadzieję, że doceniam to nie tylko ja, ale docenił to też sam artysta. Wielkie brawa dla publiczności za zaangażowanie się w całą akcję, której pomysłodawcami była Republika Złotej Meduzy (fanklub Zalewskiego)! Z kolei jeżeli chodzi o niespodzianki od artysty, to należy zwrócić uwagę już na sam wygląd sceny, na którą przed koncertem wjechało auto (znane m.in. z okładki albumu Zabawa). Oprócz tego podczas utworów Wszystko Będzie Dobrze oraz Miłość Miłość ze sceny zostały puszczone bańki, podczas finałowej Zabawy balono-piłki z symbolem „Z” oraz podczas kilku utworów, m.in. Tylko Nocą, specjalne lasery, które naprawdę tworzyły genialny widok! Pewną niespodzianką było również zaśpiewanie utworu Uchodźca, gdyż jak przyznał sam Zalewski, dawno nie wykonywał tego utworu na żywo.
Krzysztof Zalewski jako jedyny artysta podczas tego wieczoru wyszedł na BIS, ale to dlatego, że inni artyści, ze względu na festiwalową formułę, po prostu nie mogli tego robić, a Zalewski grał jako ostatni i mógł sobie na to pozwolić (ostatni na dużej scenie, przed After Party). Na BIS wybrzmiała Annuszka, której przecież nie mogło zabraknąć podczas tego wieczoru! Krzysztofowi Zalewskiemu jak zawsze towarzyszyli niezawodni: Andrzej Markowski, Bolek Wilczek oraz Szymon Paduszyński. Na koncercie nie zabrakło ważnego symbolu, czyli tęczowej flagi, którą Krzysiek wyciąga zazwyczaj na utworze Polsko. Muszę przyznać, że na koniec festiwalu organizatorzy przygotowali prawdziwą bombę energii, czyli koncert właśnie Krzyśka Zalewskiego!
Kacperczyk, Baasch
Należy zaznaczyć, że podczas Festiwalu Letnie Brzmienia swoje występy dali również bracia Kacperczyk oraz Baasch. Było to moje pierwsze spotkanie na żywo z tymi artystami i możliwość lepszego poznania ich twórczości, a właściwie po części nawet zapoznania się z ich twórczością. Niestety na braciach Kacperczyk zrobiłam sobie przerwę na strefę gastronomiczną, a ze względu na duże kolejki praktycznie cały koncert chłopaków słuchałam z oddali, dlatego też nie wskażę Wam co konkretnie śpiewali. Przyznam się również, że nie wskażę co śpiewali, gdyż nie jestem znawczynią tego duetu i po prostu nadzwyczajnie w świecie nie kojarzę ich utworów po tytułach, jednak mogę powiedzieć, że dali z siebie 100% i stworzyli świetną okazję właśnie do zapoznania się z ich twórczością.
Z kolei jeżeli chodzi o Baascha, grał on zaraz po Mrozie, ale chwilę przed Zalewskim, dlatego na koncert tego artysty podeszłam dosłownie na moment. Mimo, że chciałam posłuchać twórczości Baascha na żywo (nigdy wcześniej nie byłam na jego koncercie), to jednak chęć posiadania miejsca stosunkowo blisko sceny na finałowym koncercie (na Zalewskim) wygrała. Baasch i bracia Kacperczyk – chłopaki wybaczcie, że tak to właśnie wyszło! Dodam, że na sam koniec festiwalu, po koncercie Zalewskiego, Baasch zaprezentował swój najnowszy album, czyli NCRMX, a gościem była m.in. Zamilska.
Większość z artystów podczas festiwalu miała tylko około 30-40 minut na zaprezentowanie swojej twórczości, dlatego mogę uznać, że przedstawili się widowni w pigułce. Idąc na festiwal, na którym gra, aż 10 muzyków ciężko być fanem wszystkich, również ze względu na różny rodzaj muzyki, jaki prezentują, a także doświadczenie na scenie – i nie mam tu na myśli, że ten z mniejszym dorobkiem muzycznym = gorszy, ale ten z mniejszym dorobkiem = mniej znany szerszej publiczności. Ale ideą Festiwalu Letnie Brzmienia, oprócz zebrania w jednym miejscu naprawdę najjaśniejszych gwiazd polskiej muzyki, takich jak Zalewski, czy sanah, było także stworzenie okazji dla młodych, mniej znanych zespołów na zaprezentowanie się szerszemu gronu. Czasem jest to właśnie bardzo fajne, miłe i nowe doświadczenie pójść na koncert kogoś, kogo twórczości praktycznie wcale się nie zna i poznać ich muzykę nie w wersji studyjnej, ale już tej na żywo.
Bardzo się cieszę, że organizatorzy, czyli Good Taste Production wpadli na pomysł zorganizowania takiego festiwalu. Mimo, że trwał on jeden dzień, kilka godzin, to dostarczył mi tak dużo energii i dobrej aury, że wystarczy spokojnie na kilka tygodni! Festiwal Letnie Brzmienia to świetna inicjatywa, z którą zakończyłam koncertowe, plenerowe lato. Zgromadzenie tak wielu genialnych polskich artystów w jednym miejscu i jednym dniu to pomysł godny pochwały. Do tego bardzo dobra organizacja, świetna akustyka, niewygórowane ceny biletów, zaaranżowanie całego festiwalowego terenu spowodowały, że nie mogę na nic narzekać, a tylko cieszyć się faktem, że miałam okazję uczestniczyć w tak pięknym wydarzeniu.
W przyszłym roku liczę na tak samo piękne zakończenie wakacji właśnie z Festiwalem Letnie Brzmienia!

