Site icon All About Music

Pomidorowy zachwyt czy zawód? sanah — Kaprysy, 2024 (recenzja)

Sanah

„Każdy poeta pod jakimś wpływem: Dante — Beatrycze. Andrzejewski wąchał jabłka. Breza gruszki. sanah — pomidory”. Gałczyński nie pogardziłby takim cytatem, jednak jeśli sanah miałaby odpowiedzieć na większość pytań dotyczących albumu Kaprysy, to albo byłoby zdanie: „Miałam taki kaprys” albo „pomidor”. Nawet pomidor zawitał na okładce tego albumu, żeby ukazać jej pomidorowe kaprysy.

Można mówić, że już za dużo jest tej sanah w muzyce. Sama miałam okres zmęczenia jej muzyką i po Poezyjach moje zainteresowanie jej twórczością spadało z singla na singiel. Wręcz czułam, że pomimo wydania pojedynczych singli jakoś nie odbiły się większym echem (poza Marcepanem czy Pocałunkami Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej). Jednak w tym roku poczułam, że na nowo odkrywam piosenkarkę i wtedy cała radość z nowej muzyki od wokalistki powróciła.

Do przesłuchania Kaprysów zachęciły mnie tak naprawdę single, zapowiadające piąty krążek wokalistki. hip hip hura! z urokliwym teledyskiem, a także tekstem i linią melodyczną przenosi nas do początków sanah, kiedy to jej utwory naprawdę poruszały prostymi słowami i cieszyły się ogromnym uznaniem. Za to Śrubka nietuzinkowo przedstawiła obraz kobiecości, podkreślając, jak bardzo feminizm jest ważny w dzisiejszych czasach.

Od razu przykuło moją uwagę zbyt ostry autotune towarzyszący piosence Sad, a także w trakcie pierwszego refreni singla było, minęło. Może to był jeden z jej kaprysów taka zabawa mixem, jednak skutkiem może być zniechęcenie do dalszego słuchania. Z dalszym odsłuchaniem było, minęło autotune oraz chórki jest unormowany. Tekstowo na tle hip hip hura! czy Śrubki wypada dosyć blado, za to na plus wychodzi teledysk do piosenki z jego sielską aurą.

Odczuwam fakt, że Nimbostratus jest niedocenianą pozycją, o której dosłownie mówi się za mało. Skoczny, bardzo rymowany utwór, w którym sanah bawi się ze słuchaczem z bardzo chwytliwym refrenem. Kaprys gis-moll grany oczywiście na skrzypcach dopełnia swoimi smyczkowymi dźwiękami, jednocześnie wprowadzając słuchacza do następnego utworu, jakim jest Miłość jest ślepa.

Sanah w Kaprysach powróciła do umieszczania tzw. interlude. Ot takie małe kaprysy. Zachwyt twórczością Paniniego tak bardzo wciągnął wokalistką, że na albumie znajdzie się 5-sekundowa Coda z solową partią skrzypiec. Czy to 5 sekund coś zmieniło nagle w jej twórczości? Absolutnie nie. O ile wspomniane Kaprys gis-moll czy Arco zwiastują dalszy ciąg płyty, tak Coda odgrywa rolę zapychacza. W efekcie mamy taki oto kwiatek odbierający miejsce bogatszym czy też wartościowym pozycjom.

Jeśli mowa o wartościowych pozycjach, a raczej o tej, która tego nie posiada, nie sposób nie wspomnieć o Fafarafa, będące próbą stworzenia szant z elementami country z asłuchalnym refrenem. Szkoda, ponieważ zapowiadały się te country-szanty dosyć przyzwoicie jak na smutny tekst Natomiast kaprys jodłowania mnie nie kupił, a wręcz spietruszyłam do przycisku zmiany utworu jak najszybciej się dało.

Jest jednak inna, dosyć podobna tematycznie pozycja, która swojemu sielskiemu urokowi naprawdę mnie poruszyła i okazała się strzałem w dziesiątkę. Mowa tu o Wiśta wio! opowiadający o trudnym rozstaniu, nawiązując dodatkowo do Leopolda Staffa, a także przerabiając popularne przysłowie Baba z wozu, koniom lżej na Chłop z wozu, a koniom lżej odnosząc się do zakończenia trudnej relacji ze strony kobiety.

Genialną robotę robią goście, którzy nie są wymienieni pod żadną piosenką, ale odgrywają znaczący wpływ na piąte wydawnictwo piosenkarki. Mowa tu o Vito Bambino otwierający Pańskie łzy to woda wyśpiewując Balladę o pancernych, budując napięcie, jakie towarzyszy w dalszej części ballady. Z kolei w O miłości możemy usłyszeć Dawida Podsiadłę, który razem z sanah przekazuje silną moc, jaką jest miłość nawet w najtrudniejszych momentach. Te współprace są najlepszymi kaprysami, jakie na tej płycie usłyszycie!

Nie jest to album dla każdego. Humor sanah jest wręcz momentami przesadzony, choć takie były jej kaprysy. Niektóre wręcz irracjonalne, inne typowo sanahowe oraz zaskakujące. Jest to misz masz, w którym momentami można się po prostu pogubić. Mojego stosunku do pomidorów (a bardziej do zupy) na pewno nie zmienił ten album, ale sądząc po całokształcie tych kaprysów, słowo „pomidor” byłoby adekwatnym określeniem mojej opinii na temat piątego wydawnictwa wokalistki.

Exit mobile version