Powstali w roku 1999. Nagrali sobie demówkę, o której wówczas nikt nie słyszał. Później, w 2005, wydali oficjalny debiut Primo Victoria. Minęło prawie 10 lat. No i teraz Sabaton to zespół uwielbiany i szanowany przez opinię publiczną. W rodzimej Szwecji, w całej Europie, nawet u nas. Nie neguję ich ogromnego sukcesu, ale nieco mnie on, przyznam, zadziwia. Czy potwierdzenie: „tak, Sabaton to bardzo dobra kapela” znajdę w najnowszym krążku Heroes?
Próbowałem się do nich przekonać. Naprawdę. Debiutanckie Primo Victoria lubię, a utwory pokroju tytułowego czy Metal Machine są naprawdę znakomite. Kolejne – Attero Dominatus – w sumie niewiele się od niego różni, ale też da się posłuchać. Niestety, z dalszych płyt już właściwie żadna mnie nie zachwyciła. Jak coś chwyciło za ucho, to ze 3-4 kawałki z krążka, nic więcej. Apogeum Sabaton osiągnął na naprawdę słabym Carolus Rex. Mizerne melodie, mało wyraziste kawałki (poza Carolus Rex oraz Killing Ground żaden mi się nie spodobał) i mnóstwo cytowania samego siebie – to wszystko przełożyło się na porażkę ostatniego dzieła. Heroes to płyta nieco lepsza. Ale nadal średnia.
Pierwszy singiel pochodzący z Heroes – To Hell and Back – nie na żarty mnie przeraził. Piosenka jest chwytliwa, aż za bardzo lekka, a przy tym… tandetna i niemiłosiernie irytująca. Niektóre jej fragmenty (tragiczny początek, banalny i wręcz prostacki refren) przypominają o debilnych, wiejskich potańcówkach. Moją wiarę, że może jednak z tego longplaya coś będzie, przywrócił singiel numer dwa. Resist and Bite to utwór znacznie mocniejszy, bardziej agresywny, z udanym gitarowym riffem. W przeciwieństwie do poprzednika tu bardzo podoba mi się refren. No i nie sposób zapomnieć o świetnej solówce gitarowej pod koniec.
Przy pierwszym przesłuchaniu płyta zrobiła na mnie całkiem pozytywne wrażenie. Im dłużej jej jednak słuchałem, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że to dzieło przeciętne. Owszem, lepsze od Carolus Rex, ale nadal niczym się niewyróżniające. Ponownie otrzymujemy od Sabatonu zestaw piosenek power metalowych. Zbudowanych bardzo podobnie: szybka, dynamiczna zwrotka; podniosły refren najczęściej z chórem; solówka. A przy tym grupa popełnia momentami niemal autoplagiat (posłuchajcie Smoking Snakes). Z przytoczonego schematu wyłamuje się jednak jeden utwór. The Ballad of Bull to, jak w tytule, ballada. Zagrana na instrumentach klawiszowych i… koszmarna. O ile Joakim na ogół nie śpiewa źle, tak w tym kawałku jego zawodzenia nie da się słuchać.
Czy są tu w ogóle jakieś kompozycje, które przypadły mi do gustu? Owszem. Otwierająca longplay kompozycja Night Witches – a szczególnie jej ostry początek i melodyjny, ale agresywny, dynamiczny refren – zdobyła moje uznanie. Utwór sprawie wrażenie mocniejszego, ale i bardziej charakternego od pozostałych. Uwielbiam również Inmate 4859. To kolejna kompozycja poświęcona Polakom. Jednakże o ile lepsza od 40:1 czy Uprising! Zaczyna się jak kołysanka, lecz szybko się rozkręca. Ogólnie jednak to wolniejszy od innych na Heroes kawałek. Joakim brzmi w nim znakomicie, bardzo emocjonalnie.
Jeśli coś poza kawałków z poprzedniego akapitu może uratować Heroes, to są to teksty. Ponownie opowiadają o wojnach i historii. O ile jednak powtarzalność melodyczna może irytować, tak pod względem warstwy lirycznej eksploatowanie tych samych tematów nie zawadza ani trochę. Najbardziej przemawia do mnie, rzecz jasna, Inmate 4859 opowiadające o naszym polskim bohaterze, Witoldzie Pileckim. Pozostałe teksty utrzymują zbliżony, wysoki poziom. Jest to zdecydowanie ta część płyty, na którą warto zwrócić uwagę.
Jeśli w muzyce nieważny jest dla Ciebie tekst, nie sięgaj po Heroes. Zamiast tego posłuchaj lepiej Primo Victoria czy nawet Metalizer. Sabaton tworzył wówczas muzykę całkiem podobną, a jednak ciekawszą i bardziej zajmującą. Nowy krążek sprawia natomiast wrażenie trochę zbyt powolnego (Hearts of Iron, The Ballad of Bull – szybciej, chłopaki, szybciej…), zdecydowanie za dużo tu także zapychaczy. Polecam więc posłuchać Inmate 4859, Night Witches oraz Resist and Bite, a resztę wolnego czasu… przeznaczyć na coś po prostu lepszego.
