Przegraliście w tym roku w Whamageddon? Niewtajemniczonym tłumaczę, że to gra, tocząca się przez dwadzieścia cztery dni przed Świętami Bożego Narodzenia i skazująca swoich uczestników na porażkę. Zadaniem jest bowiem dotarcie do Wigilii nie usłyszawszy ani razu piosenki Last Christmas zespołu Wham. Jeżeli planuje się chociaż trzy razy wyjść z domu przez cały grudzień szansę na wygraną stają się nieopisanie niskie. Topnieją mniej więcej tak, jak polski śnieg, reagujący na nieuważny głos meteorologa sugerujący możliwość białych świąt.
Piosenki świąteczne jako gatunek pojawiły się wraz z masową muzyką popularną – a więc jest wręcz nieoderwalnie związana z radiami i z popem. Za archetyp takiego utworu uważany jest utwór Binga Crosby’ego; „White Christmas” z 1942 roku. Z założenia nie są one – tak jak kolędy – skupione na opowiedzeniu historii religijnych, ale na uchwyceniu wyidealizowanego, przedświątecznego nastroju, czy oczekiwaniu na odpoczynek z bliskimi. Jednocześnie faktycznie wykorzystywane są jako narzędzie nakręcające skupioną na nadchodzących świętach konsumpcję. W końcu, w sklepach usłyszeć je można – razem ze wspomnianym Last Christmas na czele – już od początku listopada.
Proces komercjalizacji świąt – wpisany w generalną komercjalizację całego życia społecznego – jest szeroko krytykowany, ze strony osób o różnych poglądach ekonomicznych i obyczajowych. Jestem jedną z tych osób. Nie przeszkadza mi to jednak czuć się coraz weselej, kiedy listopadową chandrę powoli zastępuje oczekiwanie na święta – połączone z przygotowywaniem prezentów dla moich ulubionych osób i właśnie muzyką – pełną dzwoneczków, oczekującą wygrzebania lampek choinkowych i wyprawy na gorącą czekoladę. Lubię Mariah Carey równie mocno, co stare amerykańskie piosenki świąteczne i Karpia – kiedyś Trójki, teraz Radia 357.
Ale są różne święta. Nie da się co roku być tak samo entuzjastyczną i roześmianą jak głupia do sera, niezależnie od szczerych, corocznych chęci. I ja właśnie w tym roku nie umiem słuchać na okrągło Glenna Millera, piosenki o Rudolfie, Czerwononosym Reniferze, ani o tym, że Pada śnieg, pada śnieg, pada śnieg. Niezależnie jednak od tego, bardzo chcę czuć, że idą te święta, że idzie dzień bardzo ciepły, choć grudniowy.
I tutaj właśnie na ratunek przychodzą wszystkie Wcale Nie Aż Tak Wesołe Piosenki Świąteczne. Nazwa jest aż tak długa, bo wcale nie chodzi o utwory smutne. Zawsze w muzyce w grudniu szukam szczęścia i nadziei, nie zawsze tylko znajduję te cechy w amerykańskim hurra optymizmie. Tym sposobem moją piosenką świąteczną może stać się wszystko – co półświadomie postanowię obdarzyć takim mianem.
Moje piosenki świąteczne to więc na pewno banalna Taylor Swift śpiewająca w Lover o zostawianiu światełek świątecznych tak długo jak przyjdzie ochota. I wzniosły Cohen, śpiewający swoim najniższym głosem ponure moralitety. I wszystko pomiędzy, wszystko co niepewne, a wzruszone, zrozpaczone, a pełne nadziei. O tym przecież jest historia o Narodzeniu Jezusa z Nazaretu, historia o uchodźcach przyjętych pod dach, przez najuboższych, kiedy bogaci odwracali oczy.
A więc na pewno jedną, i może najważniejszą z nich jest God is in the house Nicka Cave’a.
Well-meaning little therapists // Goose-stepping twelve-stepping, tetotalitarianists // The tipsy, the reeling and the drop down pissed we got no time for that stuff here // Zero crime and no fear // We’ve bred all our kittens white so you can see them in the night // And at night we’re on our knees as quiet as a mouse, since the word got out from the North down to the South // For no-one’s left in doubt there’s no fear about if we all hold hands and very quietly shout Hallelujah God is in the house God is in the house // Oh I wish he would come out // god is in the house
Maleńcy terapeuci o dobrych intencjach // Maszerujące krokiem defiladowym zastępy totalitarystów // Podpici, zataczający się i upadający, tutaj nie mamy czasu na te bzdury // Zerowa przestępczość i żadnego strachu // Wyhodowaliśmy wszystkie nasze kociaki na białe, żebyś mógł je dostrzec nocą // A nocą klęczymy na kolanach, tak cicho jak myszki, od kiedy niesie się słowo z północy na południe // Aby nikt nie pozostał w niepewności że nie ma się o co bać Jeżeli tylko chwycimy się za ręce i bardzo cicho krzykniemy Alleluja Bóg jest w tym domu Bóg jest w tym domu // Och chciałbym żeby stąd wyszedł // Bóg jest w tym domu
Dobrych Świąt

