LUNA to młoda, bardzo świadoma artystka z niesamowitą charyzmą i pomysłem na siebie. Jej utwory mają w sobie niezwykły klimat, który ona sama nazywa „kosmicznym”.
Niedawno miałyśmy okazję porozmawiać nie tylko o muzyce, nowym singlu, czy drastycznej zmianie wizerunku, ale między innymi też o różnych dziedzinach sztuki, snach, czy jej zainteresowaniu astrologią.
Przeczytajcie zapis wywiadu poniżej!
Adrianna Małolepszy: Gratuluję nowego singla. Jest świetny.
Bardzo dziękuję
Adrianna Małolepszy: Chciałabym żebyś powiedziała więcej na temat singla Mniej. Skąd ten niesamowicie złożony pomysł?
To może na początek opowiem troszkę o samym tekście tej piosenki. Jest on dosyć przewrotny. Jest to piosenka o ciemnej, trudnej, przytłaczającej miłości i o miłości, na którą patrzę w trochę inny sposób. O miłości jako sile nie dodającej nam czegoś, a wręcz przeciwnie, takiej która nam coś odbiera. O miłości jako o destrukcyjnej sile, w której można się całkowicie zatracić. Przez którą możemy poczuć, że zamieniamy się w ten cień, o którym śpiewam. Ten utwór jest swego rodzaju próbą uwolnienia i odzyskania siebie, swojego spokoju i przede wszystkim szczęścia. Jest trochę jak taka szczera rozmowa. Oczywiście to już zależy od słuchacza i jego interpretacji, bo może być to rozmowa z ukochanym o emocjach i uczuciach, może być to rozmowa z kimś bliskim, nie koniecznie z ukochanym, a może też być to rozmowa z kimś nieznajomym, z jakąś osobą prześladującą czy ze stalkerem, ale może też być to rozmowa z samym sobą.
Ja najbardziej widzę tę piosenkę jako taką rozmowę PRZED rozmową. Pisząc tę piosenkę wyobraziłam sobie dziewczynę, która jest już po prostu na granicy. Jest w bardzo złym stanie psychicznym. Czuje, że coraz bardziej zatraca siebie samą i idzie pod ten blok, do swojego chłopaka, w przemoczonym płaszczu, w rozmazanym makijażu i chce mu to wszystko powiedzieć. Chce się uwolnić, ale nie robi tego. Bo wcale nie musi do niego iść. Wystarczy, że przeprowadzi tę szczerą rozmowę sama ze sobą w swojej głowie.
Łączy mi się to też z tym teledyskiem, w którym bohaterka śpiewa wszystko do słuchawki telefonicznej i jest to trochę taki symbol tego, że czasami bardzo trudno jest powiedzieć coś twarzą w twarz, szczerze. Tu nie chodzi o jakieś zrywanie przez telefon. *śmiech*
AM: To jest dla mnie niesamowite co mówisz, bo ja ten utwór odebrałam zdecydowanie jako rozmowę z kimś kto Cię prześladuje, a ten telefon w teledysku jeszcze mi dopełnił ten obraz, a Ty mówisz tutaj o tak intymnych relacjach. Niesamowite jest to jak różnie można to odebrać.
Tak. To jest właśnie wspaniałe, że każdy może na swój sposób to odebrać i oczywiście każda interpretacja jest fantastyczna.
AM: A jak było z teledyskiem. On jednak wymagał wyjścia na zewnątrz zrobienia kilku rzeczy, których teoretycznie nie było wolno… Czy pandemia Ci przeszkodziła?
To był bardzo spontaniczny teledysk. Po prostu odkryliśmy, że w Warszawie istnieje taka idealna retro budka telefoniczna i nie trzeba wyjeżdżać do Londynu. Widząc tę budkę bardzo spontanicznie zrodził się pomysł żeby to nagrać. Było bardzo, bardzo zimno więc były dość ekstremalne warunki, ale był to pomimo tego bardzo fajny czas, bardzo dobrze się bawiłam i myślę, że wyszło naprawdę fajnie.
AM: Wyszło bardzo dobrze i ta wizja artystyczna pięknie się ukazała.
Dziękuję. Ta budka telefoniczna w bardzo fajny sposób podkreśliła tę ciasnotę i przytłoczenie, bo to bardzo mała, duszna przestrzeń. Jak robiliśmy zdjęcie na okładkę w tej budce to napuściliśmy do środka dymu, więc zupełnie nie dało się tam oddychać i mogłam jeszcze bardziej wczuć się w klimat tej piosenki i poczuć się jak ta stłamszona bohaterka.
AM: Przejdźmy może teraz do poprzedniego singla czyli do Zgaś. W moim przypadku, tak ja przy okazji Mniej stworzyła mi się w głowie jakaś spójna interpretacja, tak Zgaś stwarza tyle pytań w głowie, że słuchając go troszkę zgubiłam się w swoich myślach. Naprowadź może troszkę, nie tyle mnie co odbiorców, co miałaś na myśli.
Doskonale rozumiem i cieszę się, że ten utwór nie pozostawia z takim całkowitym niezrozumieniem. Trochę chodziło mi o to, żeby poruszyć głowy. Pisząc tę piosenkę wyobraziłam sobie po prostu taką zwyczajną rozmowę z samym sobą w lustrze. Bo wydaje mi się, że w lustrze przeglądamy się codziennie nawet po kilka, kilkanaście razy i w ogóle nie jest to dla nas odkrywcze czy zaskakujące. Wydaje mi się, że bardzo rzadko patrząc w lustro, patrzymy na siebie tak naprawdę. Nie myślimy o tym co tak naprawdę jest po drugiej stronie. Ten obraz, który tam zobaczymy może być dla nas bardzo zwyczajny, ale może nas też zaskoczyć, zaintrygować, może nas czymś zmartwić, zszokować. Ten obraz może być też zakrzywiony, trochę fałszywy, tak jak zakrzywiony jest płomień świecy. Czyli gdzieś tam to wszystko się łączy.
AM: Bardzo ciekawe podejście.
Dziękuję bardzo. W piosenkach staram się zostawiać otwartą drogę dla słuchaczy, żeby każdy mógł odebrać to na swój sposób. Zresztą dostawałam też dużo wiadomości, że dla kogoś jest to piosenka o samotności, o introwertyzmie… To też jest bardzo fajna myśl. Myślę, że to jest taka piosenka o pobyciu z samym sobą i zastanowieniu się „Co ja czuję?”, „Co jest tak naprawdę wewnątrz mnie?”, „Czy czuję jakiś żal?”. Bardzo wiele tam jest o chęci wyciszenia i wygaszenia tego co negatywne, tego co nas przytłacza.
AM: Tak jak już mówiłam masz niesamowicie ciekawe podejście do pisania utworów. Co lub kto Ci daję taką pierwszą iskrę, żeby zacząć coś tworzyć?
No i tu bywa bardzo różnie. Bo zdarza mi się znajdować inspirację we wszystkim, nawet w bardzo prozaicznych rzeczach. Bardzo często inspirują mnie sny. To co jest w nich ciekawe to to, że tam bardzo często czas i miejsce są zdeformowane, zupełnie inne od tych na jawie. Dlatego dla mnie tam jest kopalnia dziwnych pomysłów i zagadek do rozszyfrowania. Ja kiedy się budzę to czasami bardzo intensywnie myślę o co w tym moim śnie chodziło. Czy w ogóle o coś chodziło czy nie. Staram się o tym myśleć i przekładać to później na piosenki. W snach rysują się czasem niesamowite historie, które byłyby bardzo trudne do uzyskania na jawie. Jest to dla mnie bardzo inspirujące. Kiedy piszę staram się też odwoływać do wszystkich zmysłów. Staram się nie patrzeć tylko pod kątem tego, że na przykład to będzie piosenka o miłości, o szczęściu albo o mnie, tylko kiedy mam już jakiś zarys muzyki to staram się zamknąć oczy i pomyśleć jaki kolor ma ta piosenka, jak ona dla mnie pachnie, jakie budzi we mnie obrazy.
Zawsze wychodzę od obrazu i kiedy coś zobaczę to wtedy dużo łatwiej jest mi to opisać i podążyć za tą wizją w mojej głowie.
AM: Ze snami jest tak, że często bardzo szybko je zapominamy i nie jesteśmy w stanie dokładnie ich przywołać. Zapisujesz je?
Tak. Nawet słyszałam taką teorię, że jak się spojrzy w okno to się je momentalnie zapomina.
AM: Moja babcia zawsze tak mówiła.
Moja mama też. I rzeczywiście te sny bardzo umykają dlatego staram się je zapisywać. Nawet jak nie są jakieś super interesujące. Mam dziennik snów na telefonie i to jest bardzo fajna sprawa. Zwłaszcza, kiedy wrócę do snu na przykład sprzed miesiąca. Sny są bardzo symboliczne i fajnie jest po jakimś czasie wrócić i odczytać, że coś co nam się przyśniło potem naprawdę się wydarzyło.
AM: To mnie trochę przeraża.
Trochę tak.
AM: Teraz Twój wizerunek jest zupełnie inny od tego jak zaczynałaś. Zaczynałaś używając swojego imienia, a teraz zmieniłaś nie tylko pseudonim ale i wszystko inne. Styl, wytwórnie… Skąd to?
Była to trochę taka mała rewolucja, a właściwie bardziej po prostu droga. Musiałam w pełni odkryć siebie i zdecydować co ja konkretnie chcę przekazywać ludziom. Chciałam znaleźć tę stuprocentową prawdę w sobie i poczuć, że to jestem ja. Kiedy przyszedł do mnie jakoś samoistnie ten pseudonim Luna, poczułam w sobie jakieś takie światło i moc. Poczułam, że to jest naprawdę to, że ja się czuję w tym fantastycznie, i że to jest prawdziwe i szczere mimo, że to nie jest moje imię i nazwisko co by się wydawać dziwne.
Dla mnie ta strona, którą teraz przybrałam wydała mi się najbardziej moja. Przeszłam też pewną drogę. Poznałam nowych artystów, muzyków, osoby z którymi podjęłam współpracę…
Na początku te utwory były znacznie mniej rozwinięte produkcyjnie, to były bardziej kompozycje muzyczne. Tam nie było żadnej elektronicznej produkcji, ale z czasem zagłębiałam się w ten świat, poznałam go i zupełnie mnie on pochłonął. Zobaczyłam, że połączenie mojego naturalnego głosu z muzyką elektroniczną, bardzo powykręcaną, momentami dziwną jest czymś naprawdę bardzo ciekawym w moim odczuciu.
AM: To jest bardzo Twoje i to słychać.
Ta wizja muzyczna i artystyczna wyszła bardzo ode mnie i przyszło to do mnie jakoś organicznie. Wiem, że może to brzmieć trochę dziwnie i zaskakująco, ale nie było przy tym żadnych konkretnych inspiracji. Na pewno miało tutaj swój wpływ moje zainteresowanie astrologią i w ogóle kosmosem czy księżycem, ale jeśli chodzi o muzykę to bardziej przyszło to do mnie samoistnie.
AM: Rzuciło mi się w oczy, że jesteś bardzo zaangażowana w sztukę ogólnie. Podobno malujesz, gdzieś mi się przewinął jakiś epizod w teatrze… Wszystko to się składa w jedną wielką wizję sztuki.
Tak to prawda. Po prostu staram się łączyć różne sfery. Moje malowanie jest bardziej tylko dla mnie, maluję żeby się uspokoić, daje mi to bardzo dużo wytchnienia i oddechu. Bardzo się cieszę, że mogę łączyć to wszystko i widzę jak bardzo to wpływa na moją muzykę, na teksty. Oczywiste jest, że im więcej czytam czy oglądam, tym to staje się ciekawsze.
AM: Oczywiście. Fajnie jest mieć taki otwarty umysł.
Staram się też go otwierać coraz bardziej.
AM: Powiedz mi jeszcze na koniec, jakie masz najbliższe plany? Szykujesz dla Nas coś jeszcze?
Oczywiście. Mam nadzieję, że powoli zacznie się niedługo wszystko powoli otwierać. Mam zamiar wydać w tym roku płytę, ale też parę singlowych premier również się zbliża.
AM: Bardzo Ci dziękuję i życzę powodzenia ze wszystkimi planami i z płytą i oby było nam już coraz łatwiej.
Dziękuję. Oby nam było już coraz jaśniej i lepiej w tym roku.

