Site icon All About Music

Run the Jewels – Run the Jewels 3 (2016), recenzja Macieja Wojszkuna

I to się nazywa doskonały prezent na Święta. Choć w sumie można było się spodziewać, że panowie El-P i Killer Mike w niestandardowy sposób podejdą do premiery swego nowego albumu (przypomnijcie sobie choćby absurdalne opcje preorderowe RTJ2…) – to i tak udostępnienie RTJ3 w Święta Bożego Narodzenia, kilka tygodni przed oficjalną datą, było sporym zaskoczeniem… Tym samym Panowie, jak to mają w zwyczaju, sporo namieszali w muzycznych podsumowaniach roku 2016. Ta nietuzinkowa kooperacja na linii Atlanta – Nowy Jork zaowocowała wcześniej trzema wyśmienitymi albumami (dwoma RTJ – z czego szczególnie dwójka to dla mnie pozycja wybitna – i albumem R.A.P. Music Mike’a) – czy kolejny strzał okazał się równie celny?

…Wbrew pozorom, nie jest łatwo odpowiedzieć mi na to pytanie. Wszystkie składniki są na miejscu – po pierwsze, prima sort rap dwóch inteligentnych i bezkompromisowych weteranów mikrofonu. Niewybredne, absurdalnie śmieszne, naszpikowane metaforami i nawiązaniami do popkultury bragga – obecne, tak samo pieprzne, balansujące na granicy dobrego smaku sex rapsy (Stay Gold, Panther Like a Panther). Dodatkowo, RTJ3 to najbardziej upolityczniony z albumów duetu – co nie powinno dziwić, wszak Killer Mike zawsze był bardzo politycznie zaangażowany, plus – wszem i wobec wiadomo, jak zakończyły się kontrowersyjne wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych (pierwsze wersy Talk to Me: Went to war with the Devil and Shaytan/He wore a bad toupee and a spray tan – czy są jakieś wątpliwości, o kim mowa?). Mike i El-P nie przebierają w słowach, dając upust swej wściekłości, bezlitośnie piętnując odpowiedzialnych za chaos we współczesnym społeczeństwie. RTJ3 to – nade wszystko – soundtrack do rewolucji, do opozycji przeciw obłąkanym „władcom”, prawdopodobnie najostrzejszy lirycznie album Run the Jewels.

Po drugie: znakomita produkcja. El-P zawsze będzie dla mnie jednym z najlepszych producentów gatunku, dzięki niepodrabialnemu stylowi łączenia elektroniki z klasycznym, nowojorskim, boombapowym sznytem. RTJ3 tylko potwierdza jego klasę. Minimalistyczne, świdrujące Call the Ticketron, wślizgujące się pod skórę, zimne Don’t Get Captured, frenetyczne Panther Like a Panther, a już szczególnie brzmiące jak futurystyczny, posępny, apokaliptyczny kuzyn Fallin’ Alicii Keys i Affirmative Action The Firm 2100 – to jedne z najbardziej hitowych i elektryzujących podkładów, jakie kiedykolwiek wyszły spod palców El Producto.

Mimo wszystko jednak – mam wrażenie, że na poprzedniej płycie mieliśmy do czynienia z większą różnorodnością brzmień. Srodze rozczarował mnie (pod względem muzycznym, tekstowo bowiem to najlepszy, najbardziej poruszający utwór na albumie) track Thursday in the Danger Room z gościnnym udziałem znakomitego saksofonisty Kamasi Washingtona – jego wykwintne, jazzowe trąbki nie kleją się dobrze z zimnym, elektronicznym beatem El-P. Do pięt nie dorasta to psychodelicznym solówkom z A Christmas Fucking Miracle czy Angel Duster

RTJ3 to bardzo dobry album, z pewnością jeden z najlepszych w swym gatunku z 2016 roku, to formuła Run the Jewels zrealizowana do perfekcji – a jednak w mojej opinii album trochę rozczarowujący. Złóżcie to na karb moich wygórowanych oczekiwań – ale oczekiwałem przełomu i rewolucji, jaką była RTJ2 w stosunku do RTJ…. Zamiast tego dostałem zestaw najwyższej klasy bangerów – acz bangerów standardowych dla Run the Jewels. Zamiast nowatorstwa, poszukiwań – zatrzymanie się w jednym miejscu, wyściełanie sobie przytulnej niszy…

Przychodzi mi do głowy analogia – albumy RTJ to taka swoista trylogia filmów Władca pierścieni (bądź w tym przypadku, jak kto woli, Władcy klejnotów… G-O-L-D!). RTJ to Drużyna pierścienia, obiecujący, znakomity początek, Dwie wieże to doskonała kontynuacja przebijająca oryginał rozmachem, zawierająca najlepsze momenty całej serii (Na potrzeby przykładu – Lie, Cheat, Steal, Crown, Angel Duster to odpowiednik bitwy o Helmowy Jar…), Powrót króla zaś – to epickie, acz problematyczne zamknięcie trylogii. Znakomicie zrealizowane, utkane ze znanych i lubianych elementów – ale za nic nie mogące przeskoczyć ustawionej wcześniejszym filmem poprzeczki. Podobnie jest z RTJ3. 

Owszem – to pozycja obowiązkowa, panowie Dżułelsi to sprawdzona firma, która wysmażyła najpotężniejsze rapowe sztosy 2016 roku – ale wiem, że Mike’a i El-P stać na więcej. Niemniej jednak – sprawdzić RTJ3 (tym bardziej, że panowie udostępnili go za darmo), jak i całą kwadrologię Run the Jewels polecam gorąco.

Exit mobile version