Trzeci album to już nie przelewki. W przypadku grupy Rudimental single, które z miejsca stawały się hitami, tylko podsycały aurę oczekiwania na ich kolejny krążek. Co tu kryć, po rewelacyjnym These Days i przebojowym Sun Comes Up fani spodziewali się, że pozostały materiał jaki znajdziemy na Toast to Our Differences będzie równie wyjątkowy. Czy najnowsze dzieło grupy dało radę sprostać temu zadaniu?
Rudimental to brytyjski zespół, który powstał w 2010 r. W skład grupy wchodzą Piers Aggett, Amir Amor, Kesi Dryden oraz Leon „DJ Locksmith” Rolle. Panowie na swoim koncie mają już dwa albumy studyjne Home (2013) oraz We The Generation (2015). W ciągu 9 lat swojej aktywności muzycznej stworzyli wiele hitów m.in. kultowe już Waiting All Night z Ellą Eyre czy Bloodstream z Edem Sheeranem. Teraz po czterech latach intensywnej pracy powrócili z nowym trzecim krążkiem zatytułowanym Toast to Our Differences. Jak sami członkowie zespołu przyznają ten album to celebracja różności. Tekstowo grupa postawiła na pozytywne historie o osobistej sile i trosce. Na krążku znajdziemy aż 16 piosenek, co dla niektórych na starcie może stać się przeszkodą. Łącznie materiał umieszczony na albumie trwa ponad godzinę. Sporo.
Płyta, jak to w przypadku Rudimental bywa, wypełniona jest po brzegi ciekawymi gośćmi. Nie brakuje także wielkich nazwisk. Tym razem grupa postawiła na znane dźwięki, nie ma tu większych eksperymentów. Stylistycznie zaserwowali nam pop, funk, d’n’b, reggae, i o dziwo znalazło się nawet miejsce na muzykę gospel.
Single promujące Toast to Our Differences obiecywały wiele. Skoczne, taneczne i bardzo dobrze wyprodukowane bangery podbijały stacje radiowe. Po ogromnym sukcesie rewelacyjnej kompozycji These Days nagranej w kolektywie Jess Glynne, Macklemore i Dan Caplen, oczekiwania były ogromne. Niestety, płyta jako całość, delikatnie mówiąc, zawodzi.
Jednak przejdźmy do pozytywów albumów. A tych jest kilka. Oprócz wspomnianej kompozycji These Days mamy jeszcze kolejny banger Sun Comes Up, w wykonaniu Jamesa Arthura. Dynamiczna, taneczna, bardzo wpadająca w ucho kompozycja, która pewnie zawładnęła już niejedną playlistą. Zdecydowanie obok These Days jeden z najjaśniejszych punktów albumu! Nie zabrakło również Anne-Marie, z którą grupa współpracowała już parokrotnie. Tym razem artystka wspomogła Rudimental w utworze Let Me Live. Słychać wyraźne wpływy muzyki reggae, a mocny głos wokalistki tylko dodaje tej kompozycji charakteru. Mówiąc o wokalu nie można pominąć przepięknego Walk Alone, w którym urzeka barwa Toma Walkera. Zdecydowanie kompozycja odbiega trochę od reszty, jednak to jej siła. Przepiękna, nieprzekombinowana piosenka z chwytliwym popowym refrenem. Na krążku nie zabrakło także najnowszego hitu grupy – Summer Love nagranego przy udziale Rity Ory. Delikatny i subtelny wokal to ciekawy kontrast do żywego dynamicznego refrenu.
Mówiąc jednak o słabych aspektach Toast to Our Differences, nie sposób nie wspomnieć o trwającym w nieskończoność No Pain (tutaj jedynie brawa za tekst), tandetnie popowym Scared of Love czy nudnym Do You Remember (podobne odczucia towarzyszyły mi przy przesłuchaniu Adrenaline i Leave It Tomorrow – nic odkrywczego). Mam także zastrzeżenia, co do kompozycji Dark Clouds, w której w początkowej fazie kompozycji grupa zdecydowanie przesadziła z autotunem. Na całe szczęście kawałek ratuje wokal Jess Glynne, dzięki czemu piosenka nie wydaje się być aż nadto przekombinowana.
Podsumowując, na Toast to Our Differences znajdziemy kilka niezaprzeczalnych hitów. Trzeba przyznać, że grupa miała nosa, co do singli, na które wybrała same najlepsze kompozycje. Niestety cała reszta jest nijakim tłem, zapychaczami, nie wnosi nic ciekawego. To kolejny raz, kiedy takie coś zdarza się tej grupie (polecam ponowne przesłuchanie dwóch pozostałych krążków). Mieszają gatunki, eksperymentują, bawią się konwencją, stylami, jednak w pewnym momencie coś przestaje działać tak jak powinno. Toast to Our Differences to płyta bardzo niespójna, czasem bardzo topornie się jej słucha. Bronią się jedynie pojedyncze kompozycje.

