Muzyka z Polski bywa różna. Jedna zaskakuje, a druga odtrąca. Mamy jednak jedną artystkę Spolsky, która daje wiele pozytywnego. Mery prezentuje nam całą siebie bez ograniczeń. Trzeba tylko iść na jej koncert i całkowicie się zaskoczyć.
Moja historia z Mery jest dość długa, bo jej twórczość poznałem jeszcze na długo przed wydaniem debiutanckiej płyty. Od tamtego czasu wspieram ją jak mogę, z całych sił i całkowicie bez oporu. To jedna z tych artystek młodego pokolenia, która wyznacza nowe trendy w muzyce i tworząc swój image jest w tym autentyczna i całkowicie oryginalna. Wszystko to zaprocentowało i wiele z jej koncertów jest sold outami. Całkowicie zasłużenie, bo chyba nikt nie wychodzi z nich smutny albo zobojętniały.
Trasa Bigotka Tour zawitała w tym roku również do Torunia, który był kolejnym przystankiem promującym jej nowy album Dekalog Spolsky. To utwory właśnie z tej płyty są trzonem każdego z jej najnowszych koncertów. Mery nie zapomina równiez o piosenkach z pierwszej płyty, z których jest znana i przy których publiczność bawi się w najlepsze. Słowo „zabawa” w ogóle jest najlepszym odzwierciedleniem tego co wydarzyło się tego wieczoru. Szalejący tłum jej fanów całkowicie opanował klub NRD tańcząc, śpiewając, krzycząc i wiwatując na jej cześć. Z trudem się oddychało, ale było warto!
Mery ma w sobie kilka podstawowych cech bez których jej koncerty nie mają sensu. Po pierwsze jest uśmiechnięta, spontaniczna i całkowicie zafiksowana w tym co robi. Umie przy tym stworzyć niesamowity klimat, który udziela się każdemu z obecnych. Rozwesela, zaskakuje i po prostu jest Spolsky. Ma także oddanych fanów, z którymi dzieli się tym co umie najlepiej. Ci natomiast odwajemniają to dobrą zabawą i… bardzo długimi kolejkami po koncercie. Mery słynie bowiem z tego, że po swoich występach spotyka się z fanami i spędza z nimi naprawdę dużo czasu. Z każdym porozmawia, wymieni spostrzeżenia, zrobi sobie zdjęcie, podpisze płytę. Schodząc ze sceny jest taka sama jak na niej.
Może moje słowa zabrzmią tu nieco patetycznie, ale naprawdę warto poznać twórczość „zbyt pewnej Mery”, która „polubiła swoje cztery litery”. Jeżeli cierpicie na złe albo nudne teksty w piosenkach, to utwory Mery Wam to wynagrodzą. A potem marsz na koncert! Na pewno się nie zawiedziecie.

