Site icon All About Music

Różowe roboty, punkowy huragan i muzyczne odkrycia. OFF Festival 2026 dzień po dniu

OFF Festival 2026 znów zamienił Dolinę Trzech Stawów w miejsce, w którym obok wielkich nazwisk najważniejsze bywają przypadkowe odkrycia. Pierwszego dnia scenę przejęli The Flaming Lips z gigantycznymi różowymi robotami, drugiego dnia…, a finał festiwalu należał m.in. do Johnny’ego Marra, Amyl and the Sniffers i Deafheaven. Tak wyglądała 19. edycja OFF Festivalu w Katowicach. Relacja autorstwa Wojciecha Grabarczyka i Kasi Rynkiewicz

Od 7 do 9 sierpnia Dolina Trzech Stawów po raz kolejny stała się jednym z najważniejszych punktów na muzycznej mapie Polski. Tegoroczny OFF Festival był już 19. edycją imprezy i ponownie udowodnił, że trudno znaleźć tu jeden dominujący gatunek, sposób grania czy nawet jeden właściwy sposób przeżywania festiwalu.

Jedni przyjeżdżają dla headlinerów, inni krążą pomiędzy mniejszymi scenami, szukając nazwisk, których wcześniej nie znali. I właśnie ta nieprzewidywalność po raz kolejny okazała się jedną z największych sił OFF-a.

Zdjęcie: Off Festival/Krzysztof Szlęzak

Dzień pierwszy: różowe roboty, zamrock i dużo konfetti

Piątek rozpoczął się zdecydowanie przyjemniej niż jeszcze kilka dni wcześniej zapowiadały prognozy. Choć rano nad Katowicami pojawił się deszcz, po rozpoczęciu festiwalu pogoda sprzyjała koncertowemu maratonowi. Nie było ani ulewy, ani męczącego upału.

Już od pierwszych godzin program zmuszał do podejmowania trudnych decyzji. Na sześciu scenach i w festiwalowych strefach koncertowych jednocześnie pojawiali się artyści reprezentujący jazz, elektronikę, folk, gitarową alternatywę i muzykę eksperymentalną.

Jednym z pierwszych występów zwracających uwagę był Tercet Imperial, łączący polską tradycję z jazzem i inspiracjami muzyką świata. Na Scenie Głównej z kolei Dana and Alden pokazali znacznie bardziej przebojową i słoneczną odsłonę jazzu.

Zupełnie inną energię przyniósł Joshua Idehen. Brytyjsko-nigeryjski poeta i muzyk połączył spoken word, elektronikę i klubowe brzmienia, szybko nawiązując bezpośredni kontakt z publicznością.

OFF potrafił jednak zmienić nastrój niemal w jednej chwili. Gdy Current Joys stawiał na gitarową intensywność, Dobrawa Czocher proponowała na Scenie Eksperymentalnej koncert oparty na ciszy, skupieniu i brzmieniu wiolonczeli. Towarzyszyła jej pianistka Natalia Czekała.

Zdjęcie: Off Festival/Krzysztof Szlęzak

W.I.T.C.H. – historia, która nadal brzmi świeżo

Jednym z najciekawszych punktów piątku był występ W.I.T.C.H., pionierów zambijskiego zamrocka.

Zespół pod wodzą Emanuela „Jagariego” Chandy połączył psychodelicznego rocka, funk i afrykańską rytmikę. Był to tym bardziej wyjątkowy koncert, że grupa, której historia sięga lat 70., po raz pierwszy wystąpiła w Polsce.

W tym samym czasie na Scenie Głównej można było słuchać Black Country, New Road, a OFF’n Jazz Club przyciągał publiczność koncertem kwartetu O.N.E.. Jazzowy namiot, który pojawił się na festiwalu już wcześniej, po raz kolejny cieszył się tak dużym zainteresowaniem, że dostanie się do środka nie zawsze należało do łatwych.

W.I.T.C.H.
Zdjęcie: Off Festival/Michał Murawski

The Flaming Lips i kontrolowany chaos

Najbardziej widowiskowy moment piątku rozpoczął się późnym wieczorem.

The Flaming Lips wrócili do Doliny Trzech Stawów po 16 latach i przywieźli ze sobą koncert oparty na materiale z albumu „Yoshimi Battles the Pink Robots”.

Już sama scenografia nie pozostawiała wątpliwości, czego można się spodziewać. Nad sceną pojawiły się ogromne nadmuchiwane różowe roboty. Do tego doszły balony, konfetti, lasery, wielka kula i kolejne elementy wizualnego spektaklu.

Wayne Coyne prowadził cały koncert niczym mistrz ceremonii kontrolowanego chaosu. Publiczność niemal bez przerwy była zachęcana do reakcji, a sceniczne atrakcje pojawiały się jedna za drugą.

W całej tej wizualnej ekstrawagancji nie zabrakło jednak muzyki. Utwory takie jak „One More Robot/Sympathy 3000-21” czy „Do You Realize??” przypomniały, dlaczego „Yoshimi Battles the Pink Robots” pozostaje jednym z najważniejszych albumów The Flaming Lips.

The Flaming Lips
Zdjęcie: Off Festival/Michał Murawski
The Flaming Lips
Zdjęcie: Off Festival/Michał Murawski

Pierwszy dzień zakończył się więc dokładnie tak, jak OFF lubi najbardziej – bez jednej dominanty. Obok wielkiego rockowego widowiska równie ważne były kameralne koncerty, jazz, eksperyment i nazwiska, które część publiczności mogła odkryć dopiero na miejscu.

– Wojciech Grabarczyk

Dzień drugi: irlandzka scena eksperymentalna i nostalgiczne podróże  

Drugi dzień festiwalu nabiera tępa a pogoda dotrzymuje mu kroku. Sobota zaoferowała nam rozstrzał gatunkowy, który w rezultacie prowadził do podejmowania ciężkich decyzji. 

Na scenach tego dnia nie zabrakło nowych głosów jak i kultowych klasyków.

Przy zachodzącym słońcu na głównej scenie pojawił się zespół Mlecze, warszawski skład, który operuje gatunkowo pomiędzy indie popem a alternatywnym rockiem. Ciepłe dźwięki które niosły się ze sceny pozostawały na dłużej, chociażby za sprawą nostalgicznych tekstów i świeżego brzmienia. 

Ludzie Wschodu grają Nowa Aleksandria

OFF poza tradycyjnymi formami koncertów, zawsze potrafi zaoferować coś nietuzinkowego. Tak też było w tym roku, gdy 40 latach po wydaniu, „Nowa Aleksandria” Siekiery album wybrzmiał na nowo, w wykonaniu zespołu Allarme, którzy oddali przy tym ducha polskiej zimnej fali. 

Arthur Verocai i Aukso Orchestra zaczarowali główną scenę. Pionier muzyki brazylijskiej w wieku 81 lat nadal potrafi sprawiać, że odpływamy przy jego muzyce. Natomiast Eimsturzende Neubauten porwali swoim hipnotyzującym industrialnym graniem prosto z Niemiec.

Ludzie Wschodu grają Nowa Aleksandria
Zdjęcie: Off Festival/Michał Murawski
Eimsturzende Neubauten
Zdjęcie: Off Festival/Michał Murawski

Festiwal muzyki irlandzkiej, tak wielu określa to co zaoferowała nam scena eksperymentalna drugiego dnia festiwalu. Od Chalk którzy porwali publikę grając połączenie punku z techno, do The Marry Wallopers którzy swoim folkowym graniem sprawili, że poczułam się jakbym wkroczyła do irlandzkiego pubu w sercu Dublina. 

Do tego dochodzi Madra Salach, którzy oferowali folk indie rock przy wykorzystaniu mieszanki syntezatorów i gitar. Coś wspaniałego

Chalk
Zdjęcie: Off Festival/Krzysztof Szlęzak
Madra Salach
Zdjęcie: Off Festival/Krzysztof Szlęzak

Oklou zaczarowała publikę 

Francuska artystka dała nam promyk światła pośród chaosu.  

Niesamowita oprawia wizualna jaka towarzyszyła temu koncertowi zapraszała nas do świata eksperymentalnego popu. Tak proste rzeczy jak wykorzystanie latarek na scenie czy dwóch operatorów kamery, którzy śledzili to co się działo na scenie zbudowali niezapomniany klimat, który bardzo dobrze komponuje się z muzyką jaką oferuję nam Oklou. 

Natępnie przyszedł czas na healdinerów tego dnia – Yung Lean & Bladee. Dwie wielkie postacie współczesnego rapu zebrały szerokie grono fanów które wiernie wyczekiwali pod barierkami na koncert swoich idoli od samego początku dnia. Artyści dali energetyczny występ, któremu towarzyszyła imponująca oprawa.

Yung Lean i Bladee
Zdjęcie: Off Festival/Zuza Sosnowska
Yung Lean i Bladee
Zdjęcie: Off Festival/Zuza Sosnowska

Dla tych co mieli jeszcze siły, zarówno Clams Casino jak i Sega Bodega, oferowali taneczne zamknięcie tego dnia festiwalu. 

– Kasia Rynkiewicz

Dzień trzeci: od Podlasia po australijski punk

Po dwóch dniach koncertów niedziela mogła teoretycznie oznaczać spokojniejsze tempo. Program OFF-a nie pozostawiał jednak na to większych szans.

Ostatni dzień rozpoczął się po godz. 16 i ponownie oferował bardzo szeroki przekrój stylistyczny. Na scenach pojawiali się m.in. Współgłosy, Sw@da x Niczos, Johnny Marr, Nu Genea, Amyl and the Sniffers, Deafheaven i Sunny Day Real Estate.

Jednym z najbardziej charakterystycznych polskich punktów programu był koncert Sw@da x Niczos.

Duet łączy podlaską gwarę i tradycyjne melodie z baile funkiem, phonkiem i amapiano, określając swoje brzmienie jako „Podlasie bounce”. To połączenie lokalności z nowoczesną elektroniką znakomicie wpisuje się w filozofię OFF-a, który od lat chętnie zestawia muzyczne tradycje z zupełnie współczesnymi formami.

Sw@da x Niczos
Zdjęcie: Off Festival/Michał Murawski

Johnny Marr – gitara, która wciąż inspiruje

Jednym z najważniejszych nazwisk niedzieli był Johnny Marr.

Legendarny gitarzysta The Smiths od dekad pozostaje jednym z najbardziej wpływowych muzyków brytyjskiej alternatywy. Po zakończeniu działalności zespołu współpracował m.in. z The The, Modest Mouse i The Cribs, równolegle rozwijając własną karierę.

Jego obecność na OFF-ie dobrze pokazywała, jak szeroko festiwal rozumie dziś muzykę alternatywną. Obok artystów dopiero budujących swoją pozycję pojawił się muzyk, którego charakterystyczny gitarowy styl od lat inspiruje kolejne pokolenia zespołów.

Johnny Marr
Zdjęcie: Off Festival/Krzysztof Szlęzak

Chwilę później klimat zmienił się diametralnie za sprawą Nu Genea live band. W ich muzyce spotykają się funk, disco, elektronika i śródziemnomorskie melodie inspirowane Neapolem i włoską muzyką lat 70. i 80.

Amyl and the Sniffers bez hamulców

Wieczorem główna scena należała do Amyl and the Sniffers.

Australijska grupa zbudowała swoją pozycję przede wszystkim dzięki koncertowej energii, a jej centralną postacią pozostaje Amy Taylor. Surowy punk rock, szybkość i bezpośredniość sprawiły, że był to jeden z najbardziej żywiołowych momentów całej niedzieli.

Po eleganckiej gitarze Johnny’ego Marra i tanecznych rytmach Nu Genea OFF po raz kolejny zmienił kierunek bez najmniejszego ostrzeżenia.

I właśnie takie zestawienia najlepiej definiują ten festiwal.

Deafheaven i finał bez oczywistych wyborów

Niedługo po Amyl and the Sniffers na Scenie Orlen pojawił się Deafheaven.

Kalifornijski zespół od lat wymyka się prostym gatunkowym etykietom, łącząc black metal, post-rock i shoegaze. Do Katowic przyjechał już po wydaniu albumu „Lonely People with Power” z 2025 roku.

Ich koncert był jednym z najmocniejszych punktów końcówki festiwalu, ale ostatnie godziny OFF-a wciąż pozostawiały kilka możliwości.

Deafheaven
Zdjęcie: Off Festival/Michał Murawski

Późnym wieczorem główną scenę przejęli Sunny Day Real Estate – zespół, który odegrał istotną rolę w kształtowaniu amerykańskiego emo i alternatywnego rocka lat 90.

A gdy wydawało się, że festiwal dobiega już końca, pozostawały jeszcze nocne koncerty Rusowsky’ego oraz LSD and the Search for God.

Trzy dni bez muzycznej instrukcji obsługi

OFF Festival po raz kolejny pokazał, że najlepiej działa wtedy, gdy nie próbuje zamknąć się w jednej estetyce.

Przez trzy dni w Dolinie Trzech Stawów obok siebie mieściły się gigantyczne różowe roboty, zambijski rock, kameralny jazz, podlaska gwara, australijski punk, shoegaze, elektronika i jedna z najbardziej rozpoznawalnych gitar brytyjskiej muzyki alternatywnej.

Można przyjechać tutaj dla konkretnego nazwiska. Można wcześniej rozpisać plan przemieszczania się między scenami. Ale OFF i tak prędzej czy później ten plan zmieni.

Bo jego największą siłą nadal pozostaje to, że koncert, który będzie się wspominać najdłużej, niekoniecznie jest tym zaznaczonym wcześniej grubym markerem w festiwalowym harmonogramie.

– Wojciech Grabarczyk

Exit mobile version