Site icon All About Music

Röyksopp – The Inevitable End (2014), recenzja Joanny Gulewicz

10 listopada ukazał się długo oczekiwany album norweskiego duetu Röyksopp zatytułowany The Inevitable End. Z cała pewnością wszyscy znamy dokonania Skandynawów całkiem nieźle, bo mimo, że krążek The Inevitable End jest zaledwie piątą studyjną płytą muzyków, formacja podbija serca fanów od ponad 16-tu lat i chyba wiele się nie pomylę, jeśli powiem, że bez tej utalentowanej dwójki prawdopodobnie trudno byłoby sobie nawet wyobrazić współczesną scenę elektroniczną.
Na swoim koncie mają między innymi nagrodę Grammy oraz MTV Europe Music Award i Brit Award. Kawałek What Else Is There nagrany z olśniewającym i z cała pewnością jednym z najbardziej charakterystycznych głosów naszych czasów należącym do Karin Dreijer Andersson na stałe wszedł na playlisty szanujących się klubów muzycznych, Eple pojawia się w filmie powitalnym systemu Mac OS X „Panther” a Follow My Ruin możecie posłuchać w soundtracku do gry FIFA 06.

Jeśli nazwa Röyksopp wciąż mówi Wam niewiele macie prawdopodobnie ostatnią szansę, by zapoznać się z twórczością Norwegów, tytuł krążka jest bowiem nieprzypadkowy i jak zapowiedzieli sami artyści to ostatnia płyta formacji.

Album otwiera ciężki i pełen niepokojącej, ciemnej energii utwór Skulls. Kawałek rozpoczyna się syntezatorowym, molowym motywem wiodącym, który wyznaczy linię melodyczną całości. Wraz z kolejnymi taktami kawałek obrasta w basy i mocno stechnicyzowany, pokryty syntezatorową patyną wokal, lecz do samego końca jest utrzymywany w ponurej i ciężkiej molowej atmosferze.

http://www.youtube.com/watch?v=yW1_IIn3W6s

Podstawę Monument stanowią stechnicyzowane basy połączone z niespiesznie sączącymi się, choć rytmicznymi partami syntetyzatorów ukrytych w tle. Wraz z rozwojem linii melodycznej pojawia się wokaliza, która tym razem należy do doskonale nam już znanej chociażby z gościnnego udziału w projekcie I Blame Coco szwedzkiej wokalistki Robyn. Całość twardo trzyma się stylistyki trip-hop i downtempo.

Wokalistkę usłyszymy również w przewrotnym kawałku Rong. Utwór bazuje na subtelnych i kojących elementach elektronicznych, przeplatających się z instrumentami smyczkowymi. Zestawienie wyżej wymienionych efektów z łobuzerskim tekstem What the fuck is wrong with you? daje całkiem pikantny, ale wciąż wysublimowany i wart wysłuchania efekt.

Kawałek Sordid Affair to urocza i rozmarzona kompozycja, w której pojawi się wokalista znany z zespołu Man Without Country. Utwór jest wielopłaszczyznową mozaiką złożoną z kilku partii linii syntezatorowych. Subtelna elektronika delikatnie rozlewa się wraz z rozwojem utworu, dając na moment zaistnieć efektowi dzwonków, to znów na plan pierwszy wysuwając basy, bo nareszcie wyciszyć całe tło i pozwolić pojawić się sennemu, i melancholijnie wdzięcznemu wokalowi. Wyciszenie efektów dźwiękowych i wyprowadzenie na plan pierwszy delikatnego wokalu, który w partiach refrenowych pokrywa się powracającym efektem dzwoneczków i wywołuje z ciszy linię elektroniczną odbijającą tutaj od linii wiodącej i wznoszącą się dźwiękiem w górę, owocuje stworzeniem szerokiej, kosmicznej przestrzeni. Na podobnej zasadzie został skonstruowany utwór You Know I Have To Go i I Had This Thing. Również tutaj dźwięki zostały zminimalizowane do niezbędnego i niespiesznie sączącego się z ciszy tła a na planie pierwszym pojawia się stłumiona i powoli rozwijająca się wokaliza.

Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa w przypadku Save Me. Już od pierwszych taktów prym wiodą synthpopowe i mocno zrytmizowane dźwięki, którym dotrzymuje kroku nieco senny, trancowy i rozmyty wokal. Mimo silnej dynamizacji partii syntetyzatorowych również i tutaj nad całością dominuje nastrój melancholijnego rozmarzenia, który został osiągnięty dzięki rozlewaniu się wokalu nad dynamicznie skaczącymi dźwiękami.

Here She Comes Again to kompozycja pozornie prosta, w której motyw wiodący wyznaczają trzy minimalowe, rytmizujące utwór pięciodźwięki. Dopiero wraz z rozwojem kawałka pojawia się stłumiona i wysubtelniona linia wokalna by pod koniec pozwolić nawiedzić się industrialowym, niepokojącym echom.

Running To The Sea z cała pewnością dla nikogo nowością już nie jest, bo premiera utworu miała miejsce pod koniec zeszłego roku. Kompozycja jest mocno trancowa, ale pozbawiona tak charakterystycznych dla tego nurtu muzyki rytmizujących, mocnych basów. Tutaj funkcję dynamizującą spełniają sporadycznie, acz regularnie pojawiające się klawisze a na plan pierwszy wybija się natężony, choć mglisty i pełen pogłosów wokal.

Compulsion to kolejna melancholijna, trip-hopowa i utrzymana w stylistyce downtempo kompozycja. Fundamentem utworu jest rytmicznie pulsujący, stechnicyzowany dźwięk syntetyzatora, któremu towarzyszy stonowany, wręcz szeptany wokal. Niezależnie od nich w tle rozwijają się coraz bardziej natężone partie elektroniczne, znacznie odbiegające od linii muzycznej, wyznaczanej przez melodię wokalizy, dzięki czemu kawałek „rozlewa się” w pustce przestrzeni.

Utwór Coup De Grace to pełna dramatyzmu i tłumionej rozpaczy kompozycja bliska projektom ambientowym. Kawałek bazuje na stałym motywie wiodącym, który jednak z każdym kolejnym powtórzeniem doznaje nieznacznych modyfikacji, eksperymentując z gamą i efektami dźwiękowymi, lecz wciąż nie odstępując od posępnej tonacji molowej i punkt kulminacyjny uzyskując wraz ze wzrostem natężenia dźwięków, które w części finalnej zaczynają spowalniać, by w końcu zniknąć.

Zamykający album utwór Thank You to wdzięczna i mocno stechnicyzowana propozycja, której kanwę stanowi silnie zelektronizowany wokal i dynamizująca linia klawiszowa ale oczywiście jak to zazwyczaj u Röyksopp bywa najciekawsze dzieje się na marginesach elementów wiodących i rozwija odeń niezależnie pozwalając muzyce pofrunąć.

The Inevitable End z cała pewnością powinniście dodać do listy krążków, których koniecznie trzeba posłuchać i to nie tylko ze względu na to, że to ostatni album Röyksopp, czy że mamy do czynienia z artystami, którzy brali udział w płodzeniu tego magicznego dziecka, jakim jest współczesna elektronika, ale chociażby dlatego, że panowie z Norwegii odwalili kawał naprawdę porządnej roboty.

Exit mobile version