Po raz pierwszy połączyli siły w 2007 roku, efektem czego został pięciokrotnie nagrodzony Grammy album Raising Sand. Po czternastu latach Robert Plant i Alison Krauss zaprezentowali światu swoje drugie wspólne wydawnictwo – czy warto było na niego czekać?
23 października 2007 roku ukazał się pierwszy wspólny album Roberta Planta i Alison Krauss. Duet wokalisty legendarnego zespołu Led Zeppelin oraz uznanej skrzypaczki, nazywanej “divą bluegrassu”, był dla świata muzyki sporym zaskoczeniem. Płyta Raising Sand zyskała bardzo entuzjastyczne oceny ze strony krytyków. Doceniono przede wszystkim harmonię wokali artystów, produkcję, która nadała całości niezwykle surowego i autentycznego charakteru oraz wyjątkowe, szczere podejście do gatunku, jakim jest Americana.
Wydawnictwo zostało nominowane do pięciu nagród Grammy w 2009 roku i zdobyło je wszystkie – Plant i Krauss zostali w ten sposób najbardziej nagrodzonymi artystami na gali. Album miał także szansę na brytyjską nagrodę Mercury Prize. Już dwa lata po wydaniu Raising Sand, muzyk i skrzypaczka zaczęli pracę nad kolejną płytą, którą rzekomo miała powstać w ciągu raptem dziesięciu dni. Ponowne sesje nagraniowe skończyły się jednak niepowodzeniem, a cały materiał trafił do kosza. Na kolejny album od tej dwójki przyszło nam czekać aż czternaście lat, gdy nikt nie miał już większych nadziei na ponowną współpracę.
Tak oto 19 listopada 2021 roku swoją premierę miał album Raise the Roof. Projekt został zapowiedziany w sierpniu, to wtedy także artyści udostępnili pierwszy singiel, promujący całość – cover utworu Can’t Let Go Randy’ego Weeksa. Na podstawową edycję płyty trafiło w sumie dwanaście utworów (wersja deluxe wzbogacona jest o dwa dodatkowe), w tym nowe wersje kompozycji takich artystów jak Merle Haggard, Allen Toussaint, The Everly Brothers, Anne Briggs, Geeshie Wiley, Bert Jansch i wielu innych, ale także zupełnie nowa kompozycja, autorstwa Planta i T Bone Burnetta, który tu ponownie wcielił się w rolę producenta i muzyka sesyjnego.
Płytę otwiera utwór Quattro (World Drifts In), będący coverem zespołu Calexico. Według legendy, to właśnie on skłonił Alison do tego, by ponownie nagrać coś z Plantem. Ten utwór to swoista muzyczna magia, niesiona harmonią głosów obojga artystów. Całość nabrała dużo więcej autentyczności i mocy w stosunku do oryginału.
The Price of Love zdecydowanie powinien promować album – i to jako jeden z pierwszych singli. Chyba najbardziej z całej płyty zwraca słuchacza w stronę dźwięków Raising Sand. Ciężka perkusja, gitara elektryczna w tle, wzniosły głos Alison i chórek, jaki stanowi tu dla niej wokal Planta sprawiają, że całość nabiera bardzo psychodelicznego charakteru. W podobnym tonie utrzymane są, zbudowane na identycznej zasadzie Trouble with My Lover oraz surowy You Led Me to The Wrong. Co ciekawe, w tym utworze, przez większość czasu, muzyka schodzi na drugi plan, oddając główną rolę głosowi Planta, który jak nikt opowiada historię tej nieszczęśliwej miłości z tragicznym skutkiem.
Prosto, spokojnie, bardzo country, ale też z delikatną, popową nutą, brzmi za to nowa wersja klasycznego utworu Anne Briggs. W Go Your Way dominuje wokal Planta, tak różny od jego rockowych dokonań, tak prawdziwy, wciąż świetnie brzmiący. Briggs tworzyła bardzo charakterystyczną muzykę, odwołując się do pieśni ludowych i właśnie tak też brzmi oryginał – niemal ascetyczny muzycznie, ubarwiony przepięknym głosem artystki. Cover Planta i Krauss to jednak arcydzieło, które dla mnie znacznie oddalił się od oryginału – a także go przewyższył.
Dokładnie to samo tyczy się pierwszego singla promującego album, czyli coveru Can’t Let Go Randy’ego Weeksa. Ten wykon to dla mnie najlepszy przykład na to, jak podejść do oryginału z szacunkiem, zachować jego główną myśl, przy równoczesnym dodaniu własnego pomysłu. Jeszcze bardziej lubię ten numer w wersji na żywo, gdy z jeszcze większą siłą wybrzmiewają instrumenty! Ta wokalna harmonia Planta i Krauss to coś, co już od czasu Raising Sand zachwyca, ale także coś, co, według mnie, stanowi o największej sile tego muzycznego połączenia. Świetnie słychać to w It Don’t Bother Me, który ma sens tylko, gdy głosy muzyka i skrzypaczki stapiają się niemal w jedno. Osobiście nie przepadam ani za oryginałem ani za coverem z tej płyty, nienajlepszy wybór na singiel.
Co wyjdzie, gdy połączymy gatunek znany jako americana, pop i rockowe zacięcie? – najlepsze utwory na płycie, czyli Searching For My Love i High and Lonesome (jedyny oryginalny na albumie!). Brzdąkająca w tle gitara połączona nierozerwalnie z głosem Roberta Planta, ciężki charakter natychmiast przywodzą na myśl dokonania Led Zeppelin. Łagodne i zadziorne w jednym – takie kawałki lubię. Jednym z moich ulubieńców na pierwszej płycie tej dwójki był surowy Nothin’, żałowałam, że wtedy znalazł się tam tylko jeden taki utwór – utwór odnoszący się wprost do muzycznych, hard-rockowych korzeni Planta. Jak to cudownie, że na Raise the Roof jest tego więcej. Te kompozycje to także najlepsze przykłady na genialną produkcję od T Bone Burnetta.
Going Where The Lonely Go to kompozycja, której można słuchać i słuchać. Majestatyczna w swej prostocie, senna, odprężająca, okraszona przepięknym głosem Alison – to chyba jej najlepszy moment na całej płycie. To jest dokładnie ten sam charakter, intymność i piękno, co w Going to California Zeppelinów.
Nie wszystkie kompozycje z płyty są jednak zachwycające, czy chociażby interesujące. Poza It Don’t Bother Me wyjątkowo znudziła mnie nowa wersja utworu Last Kind Words Blues. Jakoś z całością nie zgrywa mi się też zamykający album Somebody Was Watching Over Me – powtarzana w kółko fraza tytułowa w pewnym momencie zaczyna być po prostu denerwująca.
Duet Plant-Krauss mówi nam jedną, zasadniczą prawdę – piękno, wielkość, geniusz mogą kryć się w prostocie, której istotą jest harmonia. Ta symetria objawiać się ma przede wszystkim w głosowym połączeniu dwójki artystów, których na pierwszą myśl w żaden sposób byśmy ze sobą nie złączyli. Ich podejście do klasyki, umiejętność odczytywania jej na nowo, nadawania nowego charakteru, przy zachowaniu szacunku do korzeni to coś wyjątkowego na tle współczesnego muzycznego świata. Zapowiada się na to, że Robert Plant i Alison Krauss ponownie mają szansę na rozgromienie kolejnego sezonu nagród. I słusznie.

