Site icon All About Music

„Nie lubię pracować pod presją”. Wywiad z Robertem Gawlińskim, liderem zespołu Wilki

Niedawno ukazała się ich nowa płyta 26/26, przekornie podsumowująca 26 lat istnienia zespołu. Z tej okazji lider zespołu, Robert Gawliński opowiedział nam kilka ciekawostek.

Patrycja Szydlak: 26 lat na scenie i z tej okazji płyta 26/26 – trochę chyba na przekór innym świętującym zawsze ćwierćwieczny jubileusz. Dlaczego akurat tak?

Robert Gawliński: Wilki zawsze chodzą własnymi drogami, no i poza tym spodobało nam się świętowanie . A tak na poważnie, z okazji 25-lecia, wystąpiliśmy na Przystanku Woodstock, wydaliśmy z tego koncertu płytę, winyl i dvd, miała też ukazać się płyta 25/25. Ponieważ chcieliśmy, aby nowy numer godnie zabrzmiał wśród tych największych przebojów, to musieliśmy chwilę poczekać na wenę, popracować w studio, nie chcieliśmy dokładać numeru, z którego nie bylibyśmy w pełni zadowoleni. To proces, który trwa, nie da się go przyspieszyć. Z resztą ja w ogóle nie lubię tworzyć pod presją, że jutro studio, że za chwilę trzeba oddać gotowy utwór, że na wczoraj mam skończyć tekst. Bardzo na rękę było mi przesunięcie premiery na ten rok, a pomysł ze świętowaniem 26-lecia jest po prostu fajny i nieoklepany.

Patrycja Szydlak: W zeszłym roku świętowaliście 25-lecie na Przystanku Woodstock – jakie to uczucie zagrać po raz pierwszy na tej legendarnej scenie?

Robert Gawliński: Zagraliśmy przez te lata mnóstwo dużych koncertów, ale ten na Woodstock był rzeczywiście wyjątkowy i wszyscy mieli sporą tremę. Zaskoczyło nas jednak to, że publiczność od 3go czy 4go numeru domagała się Baśki, której nie mieliśmy w planie zagrać.

Patrycja Szydlak: Na wasze koncerty przychodzą już teraz całe rodzin – dorosłe dzieci ludzi, którzy zaczynali was słuchać, może i nawet wnuki – zamiłowanie do waszej muzyki przekazywana z pokolenia na pokolenie – jak to na was wpływa, jak to odbieracie?

Robert Gawliński: To miłe uczucie, świadomość, że muzyka się nie starzeje. Dziewczyny, które zakładały fan cluby w latach dziewięćdziesiątych, wtedy miały po 15-16 lat, przyjeżdżały z rodzicami na zloty fanów, czy koncerty. Dziś przychodzą ze swoimi dziećmi. Z wieloma takimi rodzinami mamy kontakt, traktujemy ich jak przyjaciół, nie fanów, wyskakujemy razem na piwo, wpadamy do nich do domu.

Robert Gawliński: Przez tyle lat skład zespołu uległ zmianie – co wnosi nowy muzyk w znane już utwory? Czy nie jest ciężko zagrać coś żeby brzmiało tak jak powinno a jednocześnie zachować swój indywidualny styl?

Robert Gawliński: Oczywiście każdy z muzyków ma swój indywidualny sound, swoje brzmienie, więc każdy coś dokłada od siebie, nie zakładamy sobie jakichś szczególnych ram. Kompozycje prawie w stu procentach są moje, myślę, że to i moja barwa głosu najbardziej determinują to, co bardzo ogólnie można nazwać brzmieniem Wilków.

Patrycja Szydlak: W kwestii pokoleniowości muzyki – w zespole gra teraz Twój syn Beniamin – co jako młody człowiek najlepszego wnosi do waszej ekipy?

Robert Gawliński: Beniamin pojawił się w zespole 3 lata temu na zastępstwo za Maćka Gładysza, który miał w tym czasie ślub córki. Zagrał z nami weekend i do składu wrócił Maciek, ale okazało się, że wszystkim nam brakuje młodzieńczej energii Benia. Wspaniale sprawdza się na scenie, jest bardzo żywiołowy, ostatnio poczynił bardzo duże postępy jeśli chodzi o brzmienie, cały czas się rozwija. Gra na klawiszach, na akustyku, śpiewa drugie głosy, jest pełnoprawnym członkiem zespołu, nie ma taryfy ulgowej.

Patrycja Szydlak: Czy wasze dzieci podrzucają wam jakieś nowości muzyczne, odkrycia, coś czym jesteście zaskoczeni? Czy macie ulubionych artystów z młodego pokolenia? Kogoś kogo może rozwijającą się dopiero karierę śledzicie?

Robert Gawliński: Nasze dzieci mają tyle lat, co Wilki. Jasne, że podrzucamy sobie nawzajem muzykę, nie wszystko, co im się podoba, podoba się i nam i vice versa. Ostatnio największe wrażenie zrobiła na mnie Tash Sultana, wysłałem od razu linka z koncertem do Benia. Okazało się, że słyszał wcześniej i podobało mu się. Ale np. do Nicka Cave’a nie mogę go przekonać.

Patrycja Szydlak: Waszej najnowszej płyty nie uświadczymy w serwisach streamingowych – czy to wynika w jakiś sposób z pewnego rozczarowania obecnym rynkiem muzycznym i jego dużą komercjalizacją?

Robert Gawliński: Nie korzystam ze serwisów streamingowych, wolę kupić płytę, chociaż wiele albumów mam kupionych na iTunes, ale to dlatego, że w podróży łatwiej mieć w ten sposób przy sobie swoje ukochane płyty. Nasz nowy singel „Na krawędzi życia” jest dostępny w streamingu, pozostałe utwory też, ale jako składowe albumów, na których pojawiły się premierowo.

Patrycja Szydlak: Jedziecie samochodem – w radiu leci Wasza piosenka – słuchacie czy przełączacie stacje?

Robert Gawliński: Jeśli to nowy utwór, to słuchamy, żeby sprawdzić jak brzmi w radio, czasem słuchamy starszego numeru, z ciekawości, czy sound przetrwał próbę czasu.

Patrycja Szydlak: W temacie szalonych działań, czy eksperymenty muzyczne przynoszą więcej szkody niż pożytku? Odwaga pójścia w inną stronę na rynku muzycznym może się opłacić?

Robert Gawliński: Z eksperymentami muzycznymi różnie bywa, jeśli chodzi o odbiór przez ludzi, ale są zawsze ciekawe i inspirujące dla artystów. Moja solowa płyta X, którą nagrałem z Andrzejem Smolikiem w 97 roku była świetnie przyjęta przez dziennikarzy, krytyków, ale szeroka publiczność nie do końca chyba ją zrozumiała. Dziś bardzo często zdarza mi się, że ludzie mówią, że właśnie ją odkryli i to najlepsza moja płyta solowa. Ale to był moment w moim życiu kiedy tak właśnie czułem, miałem ochotę na eksperymenty, siedzenie godzinami w studio. Nie mówię, że nie wrócę do trochę innego grania w swoim solowym składzie, ale na razie są Wilki.

Patrycja Szydlak: Waszą płytę zamyka utwór „Na krawędzi życia”, który mówi sposób o swego rodzaju autodestrukcji – czy myślicie, że dzisiejszy świat ku temu zmierza?

Robert Gawliński: Ta piosenka mówi co prawda o pojedynczej jednostce targanej wewnętrznymi rozterkami, ale odpowiadając na Twoje pytanie dokąd zmierzamy – dokładnie w kierunku samozagłady. Przeczytałem wczoraj, że gdzieś w Polsce rolnik zrobił oprysk pola pestycydami i zabił w ten sposób 10 milionów pszczół. Już dziecko w podstawówce wie, że nie będzie pszczół, nie będzie też ludzi.
Zobacz wielkie wyspy śmieci na oceanach, wycinkę lasów deszczowych, można wyliczać bez końca. Bardzo mnie to niepokoi. Cała nasza płyta „Światło i mrok” z 2012 roku o tym mówi, bo jest to wg mnie poważny problem.
Zresztą, ten najnowszy album „26/26”, promowany przez „Na krawędzi życia” (właśnie pękł nam pierwszy milion na YT!) poparliśmy viralem #wilki26na26: , którym chcemy pomóc wesprzeć działania Stowarzyszenia dla Natury Polski Wilk.

Patrycja Szydlak: Jesteście w trasie – co najbardziej lubicie w tym okresie?

Robert Gawliński: Najbardziej lubię sam koncert, emocje mu towarzyszące, interakcję z ludźmi, te momenty, kiedy czuć przepływ energii między muzykami, a publicznością. Wtedy jest prawdziwe Święto.

Exit mobile version