Site icon All About Music

Riverside – Love, Fear and the Time Machine (2015), recenzja Joanny Gulewicz

Riverside to jedna z tych formacji, która cieszyła się uznaniem odkąd pamiętam (bez względu na to, czy mówimy tu o towarzystwie sympatyków obuwia militarnego, czy wrażliwych duszach artystycznych, które dziś pewnie nazwano by niezbyt fortunnie „hipsterami”). Ci z was, którym bliżej do świata gier komputerowych na pewno kojarzą utwór Forgotten Land, bo m.in. on posłużył do promocji produkcji Wiedźmin 2: Zabójcy królów. Conceiving You z kolei szturmem podbiło serca krytyki i zajęło 1-sze miejsce w plebiscycie magazynu Teraz Rock w kategorii NadziejaMetal Hammer okrzyknął Mariusza Dudę instrumentalistą roku 2011! Właśnie ukazała się ich najnowsza płyta – Love, Fear And the Time Machine. Zapraszam do lektury!

https://www.youtube.com/watch?v=M4QsbPV-n_M

Album otwiera jasna i pełna wdzięku kompozycja Lost (Why Should I Be Frightened By a Hat?). Bazą kawałka jest stonowana linia gitary, której odpowiada równie subtelna ścieżka wokalna. W tle możemy usłyszeć niemal niezaakcentowane, a jednak dopełniające nastroju klawisze. „jasność” utworu jest budowana dzięki nieznacznemu, acz konsekwentnemu podnoszeniu się linii melodycznej i utrzymywaniu jej w wysokiej, durowej tonacji. W drugiej części utworu dźwięki nieoczekiwanie zaczynają się mnożyć i rozchodzić w progresywnej przestrzeni, nie gubiąc jednocześnie motywu wiodącego. Mimo mocnego zaakcentowania gitary i perkusji, kompozycja pozostaje ulotna i wietrzna.

Under the Pillow z kolei zasadza się na prostym, acz znaczącym trójdźwięku gitarowym, którego konstrukcja, półtonowa igraszka z wysokością i barwą dźwięku, początkowo wznosząca się i ponownie opadająca dzięki użyciu półtonów rodzi pewien rodzaj napięcia, muzycznego niepokoju. Podobnie wygląda ścieżka perkusji i linia wokalna. Charakterystyczny, przydymiony, oscylujący wokół szeptu głos doskonale dobudowuje klimat kawałka. Wraz z rozwojem kompozycji rozwija się również natężenie dźwięku i mnożą ścieżki instrumentarium. Wszystko po to, by nareszcie dać przemówić mocnemu, skondensowanemu brzmieniu  budowanemu na styku mocnej gitary i perkusji w drugiej części utworu. Warto bliżej przyjrzeć się zwłaszcza linii gitary, w najlepsze igrającej sobie z dźwiękiem, odpryskującej od linii wiodącej, której figle ukraca mocne wkroczenie basu, przywołującego utwór „do porządku”.

#‎Addicted zaczyna się mniej więcej tam, gdzie skończyło się Under the Pillow, a zatem wychodzi od niskich i ponurych basów. Nisko płoży się również wokal, dotrzymujący kroku gitarze. Ten pełen napięcia i buty wstęp pozornie zupełnie nie zapowiada tego, co wydarzy się w refrenie. To oczywiście jedynie pozór, bo mimo, że instrumentarium trzyma się mocno ziemi, wokal pozwala sobie na pewne odstępstwa, nieznacznie wznosząc się i opadając w zwrotkach. Ten zabieg pozwala gładko i wdzięcznie wzbić kompozycję w powietrze w refrenie i pozwolić jej pofrunąć w kierunku wysokich, molowych rejestrów. W drugiej części kompozycja wzrasta w mocy a natężenie dźwięku rośnie, dzięki czemu kiedy dochodzimy do refrenu zostajemy niemalże zrzuceni w melancholijną przepaść, opadając razem z głosem i wszelkim innym brzmieniem. Urzekająca!

Również Caterpillar And the Barbed Wire otwierają niskie, ciemne, basowe dźwięki gitary, pełzające po ziemi niczym tytułowa gąsienica w opozycji do znajdującego się na pięciolinii znacznie wyżej wokalu. Ten obrazowy prolog poprzedza pełne brzmienie zwrotki, gdzie pojawia się stosunkowo wysoka sekcja drugiej gitary, która podnosi również resztę instrumentarium. Kompozycja przeobraża się w swym brzmieniu dokładnie tak samo jak gąsienica zamieniająca się w motyla. Każdy z poszczególnych dźwięków jest muzycznym odtworzeniem walki, jaką toczy to niepozorne pełzające stworzenie z własną naturą, by nareszcie wznieść się w powietrze jako motyl. Z mocną nutką Toola.

Jeszcze inaczej sprawa wygląda w wypadku Saturate Me. Właściwą (w znaczeniu wokalną a nie zasadniczą!) część utworu poprzedza najeżona i pełna pasji część instrumentalna utrzymywana w klimacie tej bardziej zadziornej i znacznie bardziej skoncentrowanej progresji. Jest butnie, groźnie i bardzo gitarowo. Nikt z nas nie spodziewa się, że wtem z tego chaosu skłębionych dźwięków niczym mityczne stworzenie wyłoni się czysty, jasny i cichy głos. Oto i on – wycięty z muzycznej rzeczywistości, rzucony w ciszę i samotność, oderwany od jakiejkolwiek trwałej podstawy. Doskonały zabieg, pokazujący chyba nasze ludzkie, osobiste osamotnienie. Ten molowy, pełen wyrzutu, złamany wokal na moment sprowadza do swojej pozycji stopniowo wyłaniające się z dali dźwięki tła. Ale tylko na chwilę, bo te niemal natychmiast odrywają się odeń i podążają swoimi własnymi progresywnymi ścieżkami, opuszając na dobre. Wyśmienita i nieprawdopodobnie plastyczna!

https://www.youtube.com/watch?v=4REzUbk8Ed0

Afloat wydaje się kontynuować temat rozpoczęty w Saturate Me. Kompozycja wydaje się jarzyć niczym dogasająca iskra na samym dnie ciemnej i cichej przestrzeni dźwięku. Nastrój ten został zbudowany dzięki znacznemu ograniczeniu środków wyrazu – tutaj na pierwszy plan został wyciągnięty niski, molowy i graniczący z szeptem wokal. Stonowana gitara i klawisze pojawiają się jakby w jego cieniu, niewyraźnie. Posępny a wręcz pogrzebowy charakter kompozycji został dodatkowo wzmocniony przez rozszczepienie ścieżki wokalnej na dwie, z których pierwsze znajduje się nieco wyżej, niż ta druga ale ostatecznie i tak zostaje ściągnięta w dół a wraz z nią i cały utwór.

Singlowe Discard Your Fear wydaje się bardzo mocno korespondować z kompozycją Abandoner z albumu Insurgentes brytyjskiego geniusza progresji, Stevena Wilsona. Nisko umiejscowiony motyw przewodni, oscylujący wokół położonych sąsiednio dźwięków w Abandoner wydaje się być bliźniaczy do ścieżki, na której wije się głos w utworze Discard Your Fear, z tą różnicą, że w przypadku kompozycji Riverside tempo zostało mocno podkręcone. To takie odwrócone lustro utworu Discard Your Fear kolegi po fachu. Wcale nie wydaje mi się to zresztą tropem błędnym, jako że artyści dość dobrze się znają i szanują, zaś wspólne nagrywanie obce im nie jest. Tak przedstawia się sprawa wokalu. Na tym jednak nie koniec – żeby w pełni uchwycić muzyczną korespondencję z innymi artystami trzeba przywołać także ścieżkę gitary, na której opiera się kompozycja A Forest zespołu The Cure. Podkład instrumentalny Discard Your Fear wydaje mi się zdumiewająco podobny do tego, który budował A Forest, ale znów to nie jest podobieństwo proste – podczas gdy w wypadku The Cure linia melodyczna konsekwentnie opada, tutaj nieznacznie wznosi się w górę. Kiedy wsłuchamy się uważniej, dostrzeżemy, że mamy tu do czynienia z dokładnym odwróceniem następstwa dźwięku, wypływającego z tego samego pnia.

Wydaje się, że również pierwsza część Towards the Blue Horizon mogła zostać zainspirowana twórczością Brytyjczyka, ale tym razem mam na myśli utwór Postcard. Oczywiście wszystko rozgrywa się inaczej. Kompozycja wychodzi od niższych rejestrów, zwrotki zaś rozgrywają się głównie w materii pełnych dźwięków, podczas gdy w Postcard bazowały na półtonach. Z kolei wokal – posiłkujący się w Postacrd pełnymi tonami jako opozycja względem gitary, tutaj zanurza się w półtonach, odwracając całkowicie swój możliwy pierwowzór i stając się twórczym dialogiem ze Stevenem Wilsonem. Oczywiście dalszy rozwój utworu jest już zupełnie inny i rozpuszcza swe muzyczne gałęzie w wielu kierunkach, dając wolną drogę rozwojowi każdemu z instrumentów. Mimo tej wielości kompozycja paradoksalnie jest doskonale zdyscyplinowana i zamknięta wokalną klamrą kompozycyjną wiążąca wszystkie dźwięki w jedną spójną całość. Rewelacyjna! Następujący po niej utwór Time Travellers wydaje się być kontynuacją  rozpoczętej wcześniej muzycznej opowieści ale tym razem zanurza się ją w pełnym, jasnym i wysokim dźwięku.

Album zamyka rozkołysany, lotny i pełen wdzięku singiel Found (The Unexpected Flaw of Searching). Durowe, gładkie dźwięki, łagodny głos i subtelne zmiany wysokości i natężenia dźwięku to harmonijne podsumowanie wydawnictwa i kontynuacja opowieści z Towards the Blue Horizon. O ile możecie mieć pewne wątpliwości względem pokrewieństwa Towards the Blue Horizon Postcard, w utworze Found (The Unexpected Flaw of Searching) ta inspiracja ukazuje się bardzo wyraźnie. Mamy tu do czynienia z niemal tym samym motywem muzycznym, który różni się od tego Wilsonowskiego jedynie wysokością dźwięku i kierunkiem, w którym został zwrócony wektor głosu (u Stevena Wilsona apogeum osiąga w refrenach, zaś Mariusz Duda skrzydła rozwija w zwrotce, pozwalając mu nieco obniżyć lot w refrenie). Z brzmieniem doskonale komponuje sie również ekspresjonistyczny teledysk. Nie będę go wam streszczała, bo to coś co powinniście zobaczyć sami. Jest po prostu piękny!

To, co wyróżnia naprawdę dobrą twórczość od tej przeciętnej najłatwiej jest zaobserwować na podstawie obszerności recenzji. Piszesz tak długo, aż nareszcie uznasz że temat został wyczerpany. Do utraty tchu, do zagadania (przecież póki jest jeszcze coś do powiedzenia nie możesz tak po prostu tego pominąć). Właśnie to spotkało mnie w tym przypadku i choć z całą pewnością zostało multum spraw, których nie poruszyłam, mam nadzieję, że dałam wam względnie pełny obraz tych najistotniejszych. Płyta jest po prostu świetna – nic dodać, nic ująć!

Exit mobile version