Site icon All About Music

Rita Ora & Imanbek – Bang (2021), recenzja Pawła Markiewicza

Kwarantanna sprzyja artystom w tworzeniu czegoś, czego prawdopodobnie nigdy by nie zrobili. Rita Ora nawiązała współpracę z kazachstańskim producentem (Imanbek) i postanowiła stworzyć popowo-house’owy kocioł, do którego wrzuceni zostali artyści, songwriterzy i inżynierzy muzyczni z całego świata. Efektem tego jest, składający się z czterech utworów, mini-album, który sprawi, że zatęsknicie za nocnymi dyskotekami i upojnymi plenerami.

Mini-album o wdzięcznej nazwie Bang został utrzymany w klasycznych dla modernistycznej elektroniki, która gościła na muzycznych parkietach w latach 80′ i 90′. To brzmienia, które w tamtych czasach uznawane były za eksperymentalne, a dziś – w nowej formule, posiadają oddane grono odbiorców. Muzyka na której wychowało się kilka pokoleń wraca do łask, a dzięki świeżemu spojrzeniu Imanbka daje się poznać w nowej formule.

Artyści chcąc oddać hołd twórczości i latom, które posłużyły im za inspirację dla stworzenia wydawnictwa, postanowili wykorzystać sample ponadczasowego Axel F od Harolda Faltermeyer’a (Beverly Hills Cop), który w okresie roku dwutysięcznego powrócił do łask za sprawą Crazy Frog. Odświeżając hit, do których prawdopodobnie bawili się nasi rodzice, sprawili, że gdyby dyskoteki były otwarte, to utwór Bang Bang podbijałby dziś kluby na całym świecie.

Każde wyjście na dyskotekę lub w plener kojarzyłoby się z singlem Bang Bang oraz pozostałymi kompozycjami, które w klimat klubowy wpisują się idealnie – od Big przez Mood i kończąc na The One. Osoby zaangażowane w projekt stworzyły wydawnictwo, przez które zaczynamy tęsknić za imprezami i silniejszymi elektroniczno-house’owymi brzmieniami, przy których nogi same rwałyby się do tańca, a niestworzone kombinacje taneczne trwałyby do białego rana.

Strippin’ on poles, hotel rooms

In it for more if you’re feelin’ rude, mmm

Wе gettin’ along, I knew we would

Yеah, and I got some ideas for ya

Switch it up, switch it up, switch it up, yeah

Fuck it up, fuck it up, fuck it up, yeah

Here down, here down to turn up your vibes

And you know my intentions, don’t ya?

Rita Ora niejednokrotnie udowodniła, że jej piaskowy mezzosopran stanowi idealne dopełnienie do dźwięków EDM i producenci, którzy potrafią pracować z takim głosem mają pewność, że wokal przepłynie przez gęsto tkaną linię melodyczną. Brytyjska artystka udowodniła to już nie tylko w solowym materiale, ale między innymi we współpracy z producentami – Avicii i Tiesto i Calvin Harris. Opozycyjnie do Niej ostudzenie przypływa wraz z Gunną i Kheą, którzy stanowią idealną przeciwwagę dla mocnego głosu wokalistki. Imanbka można określić jako debiutującego producenta, który swoim wizjonerstwem reinterpretuje pojęcie muzyki z pogranicza EDM i house. Pod czujnym okiem m.in. Davida Guetty stara się wyjść poza określone ramy i wypracować sobie styl charakterystyczny dla jego korzeni.

Materiał powstał w zaledwie kilka miesięcy i na odległość. Próba spojenia tylu wizji i tylu osób za pomocą platformą Zoom graniczyła niemal z cudem. Powinna być katastrofa, a jest solidne wydawnictwo, po którego przesłuchaniu można mieć jedynie pretensję o długość trwania mini-albumu. To jest na tyle dobre, że chce się tego więcej. Wszyscy artyści wyszli poza określone ramy, poeksperymentowali i osiągnęli niebywale satysfakcjonujący efekt. W innych czasach, niektóre z utworów można byłoby określić samozwańczymi przebojami dyskotek. W dzisiejszych czasach mogą pretendować do hitów pod prysznic.

Exit mobile version