Czasami miłość do muzyki ma się w genach. Ta poparta pasją i talentem prędzej czy później stanie się na tyle silna, że nie będziemy mieli wyjścia. Trzeba będzie pokazać ją światu. Tak właśnie było w przypadku Noah Lindsey Cyrus. I całe szczęście!
Muzyką i showbiznesem otoczona właściwie od urodzenia. Córka znanego piosenkarza country, Billego Ray’a oraz producentki i managerki, Tish, siostra jednej z największych gwiazd obecnej muzyki pop… Od najmłodszych lat zaznajamiana w domu z różnorodną muzyką prezentowaną przez ojca dorastała wśród wielkich nazwisk, z którymi Billy utrzymywał kontakty.
Wydawało się jednak, że Noah nie jest zainteresowana karierą muzyczną czy życiem wśród reflektorów. Poza epizodycznymi rolami w kilku filmach i serialach, najmłodsza z rodziny Cyrus nie była obecna w showbiznesie. Może z wyjątkiem okazji kiedy to wspólnie z innymi członkami klanu wspierała swoją siostrę, Miley na różnego rodzaju eventach. A i to stosunkowo rzadko.
Mało kto chyba spodziewał się więc zmian jakie zaszły na naszych oczach około 2016 roku. Szesnastoletnia wówczas Noah zaczęła powoli pojawiać się w mediach, opowiadając o planowanej premierze swojego debiutanckiego albumu.
Jej pierwszy singiel, Make Me (Cry) wydany został 15 listopada 2016. Dokładnie w ten sam dzień kiedy młoda wokalistka oficjalnie ogłosiła podpisanie kontraktu z wytwórnią fonograficzną RECORDS. Do nagrania piosenki zaproszony został Labirynth. Znany między innymi z takich utworów jak emocjonalne Jealous czy ze współtworzenia obecnie rozwijającej skrzydła supergrupy LSD.
Pierwszy utwór promocyjny wydaje się być, jak do tej pory, jednym z najbardziej znanych. To co mnie osobiście przekonało do niego najbardziej to nagrana i opublikowana niedługo później wersja akustyczna.
Z oczywistych względów brak w niej dziwnych, elektronicznych wstawek, a głos dziewczyny może naprawdę wybrzmieć.
Chwilę po pierwszym singlu posypały się kolejne, Między innymi Again w towarzystwie Alana Walkera, czy świetne, chwytliwe i rytmiczne I’m Stuck. To ostatnie, przyznam szczerze, nucę do tej pory choć od premiery minął już rok.
Pomiędzy wydawaniem kolejnych pojedynczych utworów, Noah zaczęła głośno mówić o przybliżonej dacie premiery swojej płyty. Krążek miał nosić tytuł NC17 i ujrzeć światło dzienne jeszcze przed ukończeniem przez wokalistkę 18. roku życia. Stąd też zresztą pomysł na nazwanie go tak, a nie inaczej, a że urodziny panny Cyrus przypadają na początek stycznia, numerki złożyłyby się jeszcze ładniej (byłby to rok 2017).
Niestety. Plany albo się nie udały, albo zmieniły, koniec końców na pełen longplay od artystki przyjdzie nam jeszcze poczekać.
Sama ona od dłuższego czasu już o nim nie wspominała. Kontynuowała natomiast wydawanie singli. Jednym z nich jest piosenka We Are… Jeśli chodzi o jej nastrój i odczucia jakie budzi, jest troszkę podobna do opublikowanej wcześniej kompozycji Stay Together. Młodzieżowo, na luzie, ale z prawdą i szczerością.
To właśnie bardzo lubię w twórczości Noah Cyrus. Jest prawdziwa. Nie stara się na siłę być kimś kim nie jest. A jest młodą dziewczyną. Nastolatką. Tego rodzaju tematy znajdziemy w tekstach jej piosenek. Nie jest sztucznie poważna i nie śpiewa o rzeczach, o których nie ma pojęcia.
Pod tym względem odrobinę przywodzi mi na myśl wczesną twórczość Avril Lavigne. Oczywiście nie stylistycznie. Chodzi tu bardziej o tę bezpośredniość. Noah nie owija się w uroczy różowy papier. Śpiewa o rzeczywistości jaka ją otacza i o tym co czuje.
Uczucia te słychać najwyraźniej, gdy osiemnastolatka bierze się za ballady bądź wersje akustyczne utworów. No i tak jak już wspomniałam, jej głos ma w takich okolicznościach szansę „zaistnieć momentami brzmiąc wręcz niesamowicie.
Właśnie dlatego uważam, że ballada Almost Famous zasługuje na więcej uwagi niż jej poświęcono. Kompozycja przeszła właściwie bez echa. Niesłusznie. Jest piękna. Zarówno pod względem muzycznym jak i samego wykonania. Równie dobra, a może nawet lepsza była akustyczna wersja We Are… zagrana na żywo dla Sony Lost in Music.
Wracając jednak do pełnego albumu. Tak, na taki jeszcze poczekamy.
Fani Noah mogą już jednak zacierać ręce! Artystka niespodziewanie zapowiedziała bowiem EPkę pod tytułem Good Cry, której premiera już 21. września 2018!
Nadchodzące wydawnictwo promuje świetne Mad At You. Wieloosobowe chórki dodają utworowi przestrzeni i charakteru. Dodatkowo jest on przepełniony emocjami, słyszalnymi w głosie tak Cyrus jak i występującego gościnnie Gallant.
Dodatkowo EP wspierane będzie mini trasą koncertową po Stanach. Jest to pierwsze takie przedsięwzięcie w karierze osiemnastolatki. Jak do tej pory dzieliła scenę tylko z rodziną, oraz występowała jako support na amerykańskiej części najnowszej trasy Katy Perry, Witness Tour.
Jest na co czekać!
Ja oczywiście życzę Noah jak najlepiej. Pewnie nie będzie jej łatwo przebić się przez cień starszej siostry ale ma naprawdę wielki potencjał. Jeśli będzie miała na tyle siły i wytrwałości, zostanie prawdziwa i wierna sobie to może zajść naprawdę daleko.
Z niecierpliwością czekam na nowy materiał i dalszy rozwój kariery dziewczyny. A wszystko to z zaciśniętymi kciukami.

