Site icon All About Music

Rihanna – Unapologetic (2012), recenzja Zuzanny

Z roku na rok zaczyna powstawać nowa tradycja. Tak jak na pierwszego listopada odwiedzany groby bliskich a 24 grudnia siadamy przy wigilijnym stole, tak między listopadem a grudniem w sklepach czeka już na nas nowa płyta Rihanny. Unapologetic to już siódme dzieło barbadoski. Siedem płyt w siedem lat. Robi wrażenie. A jakie wrażenie zrobi na mnie Unapologetic?

Równo rok temu ukazała się jej płyta Talk That Talk. Chociaż tęsknię za naturalną Rihanną za czasów Music of the Sun i autentyczną, szczerą wokalistka, którą się stała na Rated R, nie czuję się zawiedziona jej szóstym krążkiem. Są na nim dobre utwory (wyłączając tragiczne We Found Love i Where Have You Been). Jednak sukcesu dużego nie odniósł. Nie tego oczekuje się po Rihannie, której każdy kolejny singiel staje się światowym hitem. Oprócz We Found Love żadna piosenka z Talk That Talk nie poradziła sobie dobrze na listach przebojów. Co więc było robić? Proste – wydać kolejny album.

Od debiutu (Music of the Sun) na żadnej płycie wokalistka nie miała tylu duetów. Na kolejnych zdarzały się po dwa czy trzy. Do nagrania wspólnych kawałków na Unapologetic Rihanna zaprosiła pięciu różnych artystów. Tym najciekawszym i najbardziej oczekiwanym był bez wątpienia duet z Chrisem Brownem. Tak, to ten sam który jej dołożył w twarz w 2009 roku. Ich wspólna piosenka nosi tytuł Nobodys Business i jest skierowana do wszystkich, którzy krytykują ich związek:

Me and you, get it? Ain’t nobody’s business (…) I love you (PL: Ja i ty, rozumiesz? To nie jest niczyj interes (…) Kocham cię).

Wiele osób aż przebierało nogami, by móc już poznać piosenkę Numb, w której gościnnie pojawia się Eminem. Rihanna nagrała z nim dwa lata temu hit Love the Way You Lie, któremu Numb do pięt nie dorasta. Mimo to wyszedł ciekawy, hip hopowo-rhytm-and-bluesowy kawałek, ze… straszną partią Eminema. Te komputerowe efekty, których użyli do ‘poprawienia’ mu głosu, obróciły się przeciwko piosence. Jednak nie mogę mieć do tego utworu zbyt dużych pretensji, jeśli obok mamy Right Now, za którego produkcje odpowiada nie kto inny jak David Guetta, czyli najbardziej przereklamowany DJ świata. I pomyśleć, że jeszcze rok czy dwa temu artystka mówiła, że jego muzyka jest zbyt pospolita.

Podobają mi się dwa pozostałe duety: Loveeeee Song (z Future) i Stay (z Mikky Ekko). Pierwszy z nich jest przyjemnym kawałkiem r&b, drugi to ballada. I to naprawdę udana! To nie prawda, że wokalistce wychodzą tylko szybkie numery. W takich delikatnych, spokojnych utworach sprawdza się równie dobrze. Czego dowodem było już m.in. Unfaithful i Cold Case Love. Na singlu Stay nie widzę, ale na Unapologetic świeci największym blaskiem.

Zauważyłam, że od Loud (2010) każda płyta Rihanny jest podobna pod tym względem, że nie znajdziemy na niej jednego, konkretnego gatunku. Są bardzo różnorodne. Tak więc na Unapologetic mamy prawdziwą mieszankę muzycznych stylów. Znajdziemy tu m.in. electropopowe Phresh Out the Runway (ponownie – producentem jest David Guetta) oraz dubstepowe Jump. Obie te piosenki są niestety słabe i trochę za bardzo chaotyczne. Mamy tu również spokojniejsze Lost in Paradise, Love Without Tragedy / Mother Mary i What Now, które od ballady Stay dzieli to, że podszyte są tanecznym bitem.

Muszę pochwalić Rihannę za wybór pierwszego singla. Została nim popowo-soulowa piosenka Diamonds. Nie jest to klubowy kawałek, tylko coś więcej. Marzy mi się więcej takich utworów od Rihanny. Warto dodać, że pracowała nad nim obecnie jedna z najlepszych ‘songwriterek’ – Sia Furler. Kompozycja jest ciekawa, przyjemna. Bardzo inna od tego, co wokalistka prezentowała nam do tej pory. Oryginalnym nagraniem na pewno nie jest Pour It Up. Odrobinę przypomina mi Red Lipstick z Talk That Talk. Ten mix hip hopu i r&b – trzy razy tak. Warto posłuchać Get It Over With, które zaczarowało mnie muzyką – tajemniczą, mroczną, filmową. Weselszym utworem jest z kolei No Love Allowed, które nawiązuje stylistycznie do tego, co Rihanna prezentowała nam na A Girl Like Me czy Music of the Sun. Pojawiają się w nim więc elementy reggae.

Niektórzy się zachwycają, inni nienawidzą. Ja jak zawsze jestem po środku. Na Unapologetic są zarówno bardzo dobre utwory (Get It Over With, No Love Allowed), ale są i słabe (Right Now, Jump). Minusem bez wątpienia jest to, że piosenki nie wpadają tak szybko w ucho, trzeba nad nimi posiedzieć. Podoba mi się jednak różnorodność i to, że muzyka Rihanny z płyty na płytę nabiera wyrazistości.

Exit mobile version