Site icon All About Music

Relacja z drugiego dnia Orange Warsaw Festival 2014 (Bombay Bicycle Club, The Wombats, The Kooks, Hurts, Florence and the Machine)

Drugiego dnia Orange Warsaw Festival mówiło się tylko o koncercie Florence and the Machine. I rzeczywiście było to wydarzenia dnia, jednak wystąpili również The Wombats, The Kooks czy Hurts. Przeczytajcie nasze relacje.

Bombay Bicycle Club

Piotr Krajewski

Występ bardzo nierówny. Pierwsza część koncertu zwyczajnie mnie zmęczyła. Powód? Niezbyt dobrze ułożona setlista, która rozpoczynała się kawałkami zbyt spokojnymi i za mało koncertowymi, przez co widz nieznający całej twórczości bandu, mógłby zwyczajnie uznać, że zespół tworzy muzykę „na jedno kopyto”. Choć rozkręcali się długo i wyglądali początkowo dosyć niepewnie (a nagłośnienie wcale im nie pomagało), pod koniec pokazali się już ze zdecydowanie lepszej strony i zaprezentowali więcej różnorodności, bawiąc się elektroniką, popem i orientalnymi dźwiękami. Shuffle i Luna na żywo wygrały.

The Wombats

Piotr Krajewski

Co tu dużo mówić… kupili mnie tym występem. Kapitalny gig! Energetyczny zestaw kawałków zrobił swoje. Czy był ktoś kto nie skakał w trakcie kapitalnego Let’s Dance To Joy Division? Nie zauważyłem. Po godzinie spędzonej z The Wombats, mogę śmiało stwierdzić jedną rzecz. Z przyjemnością zabrałbym ich na piwo! Zabawnie zwariowani goście. Niestety. Zespołowi nagłośnienie również nie pomagało. Współczuję osobom, które wybrały festiwalowe trybuny i jedyne co słyszały, to pogłos i nieznośne echo. Pisałem już to wiele razy, napiszę jeszcze raz. Stadion Narodowy nie nadaje się na tego typu imprezy. Akustyka obiektu jest fatalna i nic i nikt tego nie jest w stanie zmienić. Koniec. Kropka.

The Kooks

Piotr Krajewski

Po prostu zrobili swoje. Koncert na naprawdę wysokim poziomie. Choć nie słucham The Kooks nałogowo, to znam i lubię przynajmniej kilka utworów. Los tak chciał, że na moje ulubione kawałki, musiałem czekać aż do samego końca. Wystarczyły jednak pierwsze dźwięki Junk of the Heart (Happy) i Naïve, abym w ciągu kilku minut, wyskakał się za wszystkie czasy. Co więcej? Uwielbiam Luke’a Pritcharda i jego sceniczną osobowość, a najbardziej ten sympatyczny i niekiedy zabawny „taniec”.

Hurts

Łukasz Mantiuk

Poprzez pogodę, przeciągi Stadionu Narodowego i mnóstwo innych, złych rzeczy – rozłożyła mnie choroba. Planowałem tego dnia być jeszcze na Elli Eyre i Skubasie, jednak umierałem.

Nafaszerowałem się lekami i na Hurts i Flo wybrać się musiałem. I nie żałuję (mój organizm pewnie tak). Hurts byli genialni. Doskonały kontakt z publicznością, największe przeboje, nienaganny wokal. To był cudowny koncert i wcale nie dziwię się, że panowie tak często wracają do Polski. Kochamy ich za równo my, jak i oni nas. To widać jak dobrze się tu czuli. Ludzi było mnóstwo! Jestem pewien, że gdy panowie po raz kolejny odwiedzą Polskę (a na pewno odwiedzą) to wybiorę się na koncert pełen sił i przeżyją go jak należy. :D

Florence and the Machine

Piotr Krajewski

Po trzech dobrych koncertach, przyszła pora na moment na który czekałem od kilku dobrych lat. Marzenia jednak się spełniają. Sama Florence Welch przyjechała do mojego miasta! Nie mogło mnie tam zwyczajnie zabraknąć. Co mogę napisać na temat koncertu Maszyn? Magia, magia i jeszcze raz magia! Każda sekunda tego występu była na wagę złota. Jako wielki fan koncertów, widziałem i słyszałem już wiele, ale śmiało mogę uznać muzyczne spotkanie z Florence + the Machine za jeden z najlepszych koncertów w moim życiu. Dziewczyna dała po prostu czadu! Na uwagę i wielki plus zasługuje jej kontakt z publicznością oraz jej sceniczna osobowość. Artystka wie jak zaczarować widzów. Bije od niej wielka dobroć i delikatność. Nie można się do niej zwyczajnie nie uśmiechać. Jako jedyna tego dnia dała niemałą frajdę publiczności, schodząc ze sceny i biegając jak szalona przy barierkach podczas piosenki Rabbit Heart (Raise It Up), po czym wróciła (już cała w brokacie) na główną scenę festiwalu. Wielki plus dla całego zespołu za uwzględnienie próśb swoich fanów i stworzenie koncertowej setlisty marzeń z m.in. takimi utworami jak: rzadko grane na żywo Over The Love, energetyczne Spectrum czy akustyczne Sweet Nothing. Florencja zrobiła również wielką niespodziankę wszystkim i zaprezentowała swoją wersję piosenkę Sama Smitha Stay With Me, którą podbija właśnie listy przebojów. Osobiście pragnąłem usłyszeć jeden, bardzo ważną dla mnie utwór. Wokalistka nie zawiodła i zagrała również go – magiczne Cosmic Love. Mogę umierać. Znalazłem jednak jeden wielki minus… koncert zbyt szybko zleciał! Do następnego razu, Florence!

Łukasz Mantiuk

To, co działo się podczas tego koncertu jest po prostu nie do opisania. Nie wiem, nie będziemy z Piotrem tutaj niepotrzebnie się rozpisywać. Obejrzyjcie zdjęcia, filmiki. To, co na nich zobaczycie oddaje jakieś 5% tego, co tam się działo. Ta atmosfera, ten klimat. Ten szał. Na wielu koncertach na których byłem artysta odśpiewuje swoje piosenki i tyle. Florence miała fun. Ona po prostu bawiła się razem z nami. Ona była równa z nami – tak samo jak i my prawie oszaleliśmy, że widzimy ją – tak i ona cieszyła się i szalała, że może śpiewać przed nami. To było widać, ta prawdziwość, naturalność – to wszystko biło po oczach. A jednocześnie ta olbrzymia skromność. Florence była u nas po raz trzeci. Jestem pewien – na 100% – że będzie tu jeszcze nie raz. I po raz kolejny i ona, i my będziemy się tak znakomicie bawić. To naprawdę jest nie do opisania. Jak przyjedzie – oddajcie swoje ostatnie oszczędności albo napadnijcie na bank – ale na jej koncercie być musicie. To przynajmniej raz w życiu trzeba przeżyć.

Jeszcze małe porównanie z poprzednim koncertem na tej scenie dzień wcześniej – Kings of Leon: nagłośnienie jakby lepsze. ludzi dwa razy więcej, kontakt z publicznością 10x lepszy. Kingsi nie zaśpiewali mojej ulubionej ich piosenki: Beautiful War. Florence wzięłą, i zaśpiewała W I E L B I O N E przeze mnie Over the Love. Piotrze, ja też mogę umierać. Widziałem Flo i Beyoncé. No dobra, poczekam do sierpnia, zobaczę Justina i jestem spełniony <3