Pamiętam doskonale, jak parę lat temu byłem w olsztyńskiej Grawitacji na koncercie Rasa: pod sceną garstka osób, kilka grupek przy stolikach i to byłoby na tyle. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej, a może być jeszcze lepiej, bowiem następca Za Młodych na Heroda już teraz okazał się wielkim sukcesem. Czemu? Spróbuję to wyjaśnić. Zapraszam na recenzję płyty Wyszli coś zjeść.
Rasmentalism jest grupą powstałą parę lat temu w Lublinie, w skład której wchodzą raper Ras i producent Ment. Po wydaniu dwóch nielegali oraz projektu z W.E.N.Ą., w 2013 roku światło dzienne ujrzało pierwsze prawdziwie legalne dzieło muzyków – Za Młodzi na Heroda. Niewątpliwie płyta ta była sporym sukcesem, o czym świadczyć może fakt sprzedania jej w ilości ponad 10 tysięcy. Po takim wyniku ciężko jest chyba spłodzić coś jeszcze lepszego, czyż nie?
Jak widać na przykładzie Wyszli coś zjeść – można, bowiem w moim odczuciu płyta jest o level wyżej w porównaniu do poprzedniczki. Taka teza postawiona na początku wróży co prawda małą dawkę obiektywizmu, jednak postaram się poszukać zarówno mocnych, jak i słabych punktów tego wydawnictwa. Zacznijmy może od wad, co by później nieco osłodzić nastroje. Primo: wybór Wyjdziesz na Dwór? jako pierwszy singiel wg mnie było słabym pomysłem. Przez ten kawałek mocno zniechęciłem się do Rasmentalism na dłuższy czas, ponieważ zupełnie nie przypadł mi on do gustu: tandetny podkład muzyczny, słaba szata liryczna, no i do tego Quebonafide – z całym szacunkiem do niego, bo cenię go jako rapera, ale nie pojmuję za bardzo jego fenomenu (tzn. rozumiem skąd się bierze jego popularność, ale głębsze wyjaśnienie tego zjawiska pozostawię sobie na felieton, który wkrótce opublikuję).
Secundo: Dwa Sławy. To kolejna nietrafiona moim zdaniem współpraca, bowiem kawałek, w którym pojawia się ta formacja, czyli Nie Jestem Raperem, byłby pretendentem do miana najlepszej piosenki na płycie, gdyby nie właśnie Dwa Sławy. Obu panów także szanuję jako raperów, jednak ich twórczość zupełnie do mnie nie przemawia, a naprawdę chciałem się do nich przekonać. Wielokrotnie robiłem podchody do Ludzi Sztosów, jednak za każdym razem nie byłem w stanie dotrwać do końca płyty – tak bardzo słabe wydawało mi się to wydawnictwo. Być może pewnego dnia, a być może z inną ich płytą, ta sztuka mi się uda, jednak póki co widnieją oni na mojej czarnej liście w kategorii ‘rap’.
Myślę, że z minusów to tyle, zatem pora przejść do tego wyczekiwanego słodzenia. A trochę tego jest, bowiem krążek jest świetnie ułożony. Na początek parę ogólnych odczuć, a następnie skupię się na szczegółach. Zaczynając od kwestii najważniejszej, czyli muzyki, płyta stoi na baaardzo wysokim poziomie. Jest parę smaczków, które dodają uroku całej kompozycji, jednak zanalizuję je w następnych akapitach. Klimat krążka jest bardzo luźny, spokojny, chilloutowy, co jedynie pomaga w jego doskonałym odbiorze. Taka też okazała się być promocja płyty, bowiem pomysł ze sprzedażą jedzenia z foodtrucka połączoną z podpisywaniem płyt na Placu Defilad w Warszawie okazał się moim zdaniem promocyjnym strzałem w dziesiątkę. Brawo!
To, na co głównie zwróciłem uwagę w kwestii muzycznej, to kapitalne wstawki perkusyjne. Sama sekcja rytmiczna jest w prawdzie dosyć schematyczna i monotonna, ale kilka szczegółów jest w niej godnych uwagi. Te delikatnie pieszczące uszy muśnięcia talerzy tudzież dyskretnie wmieszane klaśnięcia są dla mnie tym, czym nutella dla podniebienia. Dodając do tego momenty, w których bit odchodzi na dalszy plan, a pierwsze skrzypce grają instrumenty albo wokal, otrzymujemy prawdziwe foodporn – naleśniki z bananami, nutellą i bitą śmietaną polane sosem jagodowym. Za każdym razem bowiem, gdy słucham chociażby utworu Na Horyzoncie, czuję się, jakbym był w trakcie konsumpcji takiej właśnie dawki kalorii.
Ale zostając jeszcze nieco w klimatach porn i podobnych rzeczy, nie sposób nie wspomnieć o pewnej pani, która swym głosem oczarowała mnie od pierwszej nutki w utworze System Interwałów. Mowa tutaj o Klaudii Szafrańskiej, która to przybyła na płytę Rasmentalism z projektu xxanaxx. W piosence nie ma w sumie nic nadzwyczajnego, poza warstwą instrumentalną oczywiście, jednak w momencie refrenu, kiedy rap Rasa zamienia się na niebiańsko brzmiący żeński wokal, zaczynam automatycznie się uśmiechać i czuć coś na kształt radości pomieszanej z zauroczeniem. Ciężko mi tutaj o jakikolwiek obiektywizm, bowiem moje zachwycenie zdecydowanie przechyla szalę tej opinii w stronę subiektywną, zatem nie będę dalej ciągnął wątku tej piosenki i skwituję całość krótkim stwierdzeniem, że o ile nie lubię xxanaxx, o tyle pani Klaudia… sami rozumiecie :)
Gdyby ktoś jeszcze miał jakieś niedobory glukozy, to na koniec słów kilka o teledyskach. Takowych ukazało się sztuk trzy, jednak nie ma co ich rozpatrywać w jednakowych kategoriach. Każdy z nich jest wyjątkowy, pisze swoją historię i jest w pewnym stopniu, mniejszym lub większym, związany z piosenką, do której został nakręcony. Mi, jako wielkiemu fanowi muzyki rock, szczególnie do gustu przypadł klip do Nie Jestem Raperem. Jak już wspomniałem, piosenka nie powala na kolana, jednak wideo jest pierwszej klasy: nakręcone z humorem i można się w nim dopatrzeć smaczków związanych z popularnymi, rockowymi zespołami. Podobne odczucia mam co do teledysku do piosenki Wyjdziesz na Dwór?, który doskonale wpisuje się w klimat płyty. Nic skomplikowanego, a jak widać po liczniku wyświetleń, który aktualnie pokazuje ponad 1,7 mln odtworzeń, pomysł wypalił.
Płytę Wyszli Coś Zjeść polecam przede wszystkim tym, którzy poszukują luźnej i lekkiej kompozycji na letnie wieczory. Nie jest to mistrzostwo świata, jeżeli chodzi o teksty i przekaz, jednak moim zdaniem nie to było głównym zamysłem jej twórców. Świetnie dobrane featy wokalne, gorzej rapowe, jednak nawet bez tych pierwszych piosenki brzmią świeżo i przyjemnie. A jeśli nie przekonałem kogoś do odsłuchu całego wydawnictwa, to polecam przesłuchać chociaż te najlepsze, moim skromnym zdaniem, utwory – chociażby z szacunku do pani Klaudii.
